Od rana byłem obrażony na świat, że muszę jechać do roboty i do tego jeszcze pracować. Nie było jednak tak źle: przychodzę po ósmej, a poczekalnia pusta. Można zaparzyć hebatę i odpocząć po trudach dojazdu. Trochę mi flaki wytrzepało, bo szofer ognisty, a siedziałem z tyłu.
Po dziesiątej idę do naszej drugiej przychodni. Prawie luzik. Potem telefon: trzeba stwierdzić zgon. Anna K.? Chyba jeszcze przed świętami wieźliśmy ją do szpitala z objawami udaru mózgu. Znaleziona wtedy w kuchni, teraz leży pod całunem w pokoju; na stole palą się świece. Wyjmuję latarkę, tę od Ewy Drzyzgi. Wykąpana w zupie, sypiająca ze mną w śpiworze. Jak Kombi w nocy wylądowało w rowie, też mi świeciła. Teraz światło żarówki pada na źrenicę pani Anny. Już nie reaguje. Nie, LED-y to jednak nie to. Światło żarówki jest bardziej skoncentrowane.
…co za ciul kserował ten formularz? Na odwrót. Dobrze, że mam drugi. Jeszcze raz sprawdzam PESEL zmarłej. Oddaję druk, składam rodzinie kondolencje.
Karetka nawróciła. Możemy jechać.
Pacjentów już tylko paru, kupka recept. I pakuję się, bo dochodzi trzecia, a w przychodni, do której wracam, umawiają mi zwykle pacjentów od drugiej. A tak by się chciało coś wreszcie zjeść po powrocie na stare dyżurowe śmieci.
Jakieś auto zajeżdża, furgonetka. Wyłazi gruby facet w czerwonym uniformie. Prawie jak ratownik medyczny. Coś niezbyt mądrze gada do rejestratorki, a ja stoję przy drzwiach ze spakownym lapem… i burczącym brzuchem. Pokazuje mi wyniki, niechętnie je przeglądam. Czy możemy spokojnie porozmawiać?
Jestem głodny i idę sobie spokojnie usiąść na rynku – mówię zgryźliwie… i idę na pobliski rynek, odgarniam lód, siadam i jem kanapki. Po chwili wracam, rejestratorka mówi, że to pacjent roszczeniowy i pewnie się będzie wykłócał, kończy mu się dziś zwolnienie. Poszedł na górę, będzie czekał.
Ja mu pokażę!
Wracam. Pod przychodnią stoi to samo auto dostawcze. Pacjent siedzi w poczekalni, ale nie ma wściekłej miny. Zalewam swoją herbatę w socjalnym i proszę go do gabinetu. Niech nie czeka, choć uruchomienie lapa zajmie kilka minut.
Proszę, by w tym czasie opowiedział mi o swoim problemie. Dostał właśnie rozrusznik serca i zażywa leki, zmniejszające krzepliwość krwi. Przyniósł wyniki badań w tym kierunku i analizę moczu, bo w szpitalu miał objawy zakażenia. Widzę, że nie orientuje się w lekach, które mu zalecono: który na co ma pomóc; który brać tylko do końca opakowania, który na dłużej. Jak często badać krzepliwość i co oznacza wskaźnik INR. Słucha mnie z uwagą i sympatią. Mówi o swojej pracy: był kurierem w firmie spedycyjnej. Ale już nie dam rady, chcę przejść na rentę.
Żegna się i szczerze dziękuje.
Widzi pan, tutaj mieliśmy lepsze warunki, by porozmawiać. Przepraszam, że byłem dla pana tak szorstki…
Ale widzę, że nie ma mi tego za złe. Po moim wyjściu rejestratorka pewnie coś mu mówiła, jak wygląda mój dzień pracy.
Jego praca wyglądała podobnie. Dopóki był w stanie jeździć z przesyłkami.