blog

same awarie

Rano słodko drzemałem, dokąd nie zauważyłem, że zegarek mi stoi. Trzeba się zwijać, bo będzie kompromitacja!

Czy pan doktor będzie rano przyjmował?

Jeszcze czego, dość już tego było…

Maluch zapalił, ale nie chciał ruszyć: hamulce przymarzły. W końcu puściły, kiedy już chciałem iść na autobus.

Przyjeżdżam do domu w samą porę, bo trzeba z mamą iść do chirurga. Szybko herbaty się napić i włączyć komputer, bo Dana prosiła, żebym jej coś napisał na GG, zanim wyruszy w teren – namawiać potencjalnych klientów na nowe umowy o dostawę prądu.

Komputer nie działa. Świeci się tylko dioda zasilania, dysku – nie. Ale brak też obrazu – chyba nie dysk, podejrzewam baterię…

Na przyjęcie do chirurga czekamy ponad półtorej godziny po terminie – w hałasie i przeciągu. Tylko po to, by mamę obejrzeli i… wyznaczyli rzeczywisty termin usunięcia malutkiej brodawki.

Odmrażam wodę. Okienkiem piwnicznym niespiesznie wychodzi nieznajomy czarny kot. To pewnie on wypchnął uszczelnienie…

Komputer w końcu rusza. Ma datę 28 lutego.

Rozmowa z Daną w ogóle się nie układa.

Zimno wieje z każdego kąta.

Dodaj komentarz