Wracając od taty, pobiłem życiowy rekord szybkości (w kategorii za kierownicą): 160 km/h.
Rano równie ekspresowo wypowiedziałem umowę z Netią. Muszę być przygotowany na ew. przeprowadzkę do taty.
Tata? Zrobił dziś 3 kroki, trzymając się chodzika. Zaszło jakieś nieporozumienie – tata dzwonił, że lekarz oddziałowy chce ze mną pomówić, po południu. Jak przyjechałem, akurat przedpołudniowa zmiana wychodziła z pracy, łącznie z tatowym doktorem.
Jutro chyba wreszcie się z nim spotkam.