blog

przed maratonem

(dyżurowym) – jutro sobie robię wolne.

Siedzę w przychodni, net nadal tylko w rejestracji. Dzień był męczący: ból głowy i mnóstwo pacjentów, sterty papierów.

Pod wieczór wpadła Dana, przyjechała Polonezem, odjechała Fiestą. Niestety, znów paliliśmy na pych. Chyba jednak rozrusznik.

Dana zauważyła, że tata nadal chudnie. I jest ostatnio bardzo smutny.

Dodaj komentarz