Pełen lęku zaglądam do pokoju taty. Nie, łóżko nie jest puste. Poznaje mnie, ale nic nie mówi. Jest bardzo słaby.
Pytam lekarza dyżurnego o wyniki taty. Kreatynina i hemoglobina są lepsze, niż sądziłem. Wcale mnie to nie cieszy, po prostu tym razem załamanie nastąpiło gdzie indziej. Płytek krwi ma tylko 11 tysięcy. Chyba najbardziej się bałem w ostatnich dniach uogólnionego zakażenia: tata od dobrych 10 dni miał codziennie dreszcze i skok gorączki. DIC – to zużycie czynników krzepnięcia krwi, dochodzi do niego w właśnie w ciężkich zakażeniach i nowotworach.
Tata ma dostać koncentrat płytek krwi. Antybiotyk dostał ten sam, który w domu podawałem przez tydzień, bez specjalnego efektu, choć zgodnie z antybiogramem. Do leczenia taty podchodzą starannie, ale chyba tradycyjnie zignorowali wywiad, zebrany ode mnie przy przyjęciu. Informacja o dotychczasowej antybiotykoterapii najwyraźniej gdzieś się rozpłynęła. Gdybym sam pisał skierowanie, zawierałoby i te dane. Nie czas na żale, że ktoś mnie zlekceważył. Niech leczą tatę jak najlepiej potrafią.