Dostaje duże dawki morfiny. Nie zawsze poznaje najbliższych. Chyba trzeba się pospieszyć, jeśli chcemy ją jeszcze zobaczyć.
Ewa… jakimś dziwnym trafem miała ostatnio 55 lat, nadal taka dziewczęca, wręcz łobuzerska… Tyle miała planów, rozpoczętych obrazów… Taki dziecięcy apetyt na życie…
Dana jest teraz w Czechach, u swej mamy. Bardzo ją zasmuciły wieści o Ewie. Wiedzieliśmy, że ma raka, ale była jeszcze nadzieja. Teraz już wiem, że nigdy już nie wróci to, co było. Nie wstanie z łóżka, nie odpowie na SMS-a. Najwyżej na nas popatrzy. Dlaczego tak rzadko się spotykaliśmy? No tak, daleko mieliśmy do siebie. I wydawało się, że nam to nie ucieknie. Tak człowiek wiecznie za czymś biega, nie ma czasu na życie.
I nagle przychodzi śmierć. To już? – pytamy w osłupieniu… Ona nas nie słucha, chwilę cierpliwie czeka, by dotarło do nas, że pora iść…