Pamiętam ostatnią rozmowę z Ewą. Leżała w klinice w Krakowie, było to niedługo po naszej październikowej wizycie u niej w domu, w Beskidzie Niskim. Kiedy odjeżdżaliśmy, zauważyłem w kuchni wykaz telefonów komórkowych wszystkich członków rodziny i zapytałem, czy mogę odpisać sobie numer Ewy.
Zadzwoniłem tylko raz. Głos Ewy był zatroskany, spowolniały. Chyba czuła, że gaśnie ostatnia nadzieja, że wkrótce odejdzie na zawsze.
Powiedziałeś już o tym swojej mamie? Pamiętaj, nie zwlekaj z tym…
Była o nas zatroskana. Ucieszyła się, widząc (po raz pierwszy i zarazem ostatni) Danę: nie trzeba było nic wyjaśniać. Oczekujemy dziecka…
Dopóki żył tata, dramatyczna walka o jego życie na tyle mnie wyczerpywała, że nie miałem siły porozmawiać z mamą. Wiedziałem, że nie będzie to łatwa rozmowa, mama Danę od początku odrzucała. Miała żal, że teraz robi z tą kobietą to, co zawsze robił ze mną – tzn. wędruje po górach, lasach i dolinach?
Testament Ewy wypełniłem tuż przed jej pogrzebem. Musiałem, by mogły nad jej grobem stanąć te dwie kobiety.
Ewo, miałaś rację. To nie było i nie jest łatwe. Ale chcę być dobrym ojcem i dobrym synem.