blog

rekordowa ość, awaria komputera i Arłukowicz

W drugi dzień świąt Dana była rekordzistką dyżuru laryngologicznego. Lekarka wyciągnęła jej z gardła największą ość tego sezonu (a na dyżur trafiali pacjenci z kilku powiatów).

Zaraz po świętach nawalił mi komputer – poważna awaria systemu operacyjnego, być może zawiniona fizyczną usterką dysku. Nie pomogły rady ze strony Microsoftu, jak odtworzyć uszkodzony plik. Trzeba będzie na nowo zainstalować system. Na razie bardzo się nam przydaje  jezuskowy  netbook Dany.

Już drugi dzień nie idę do pracy. Moja przychodnia nie podpisała kontraktu. Jestem tylko pracownikiem, nie zazdroszczę współwłaściclelom przychodni. Dotychczasowe wpływy z NFZ z biedą pokrywały nakłady. Co będzie dalej? Większość ludzi wini nas, lekarzy rodzinnych. Kiedy wyczerpany jest kontrakt w leczeniu specjalistycznym, kiedy lek jest nieznośnie drogi – wina jest przypisywana NFZ – nie specjalistom, nie szpitalom, nie firmom farmaceutycznym. To tylko my, lekarze POZ, mamy obowiązkowo przyjąć każdego i za narzuconą przez jedynego partnera stawkę. A jak nie zgadzamy się na jego warunki, jesteśmy ogłaszani szantażystami… a w praktyce możemy się zająć inną działalnością. Przychodnie rodzinne w obecnej stuacji bez kontraktu z NFZ nie przeżyją. Zdesperowany pacjent może przejść do konkurencyjnej przychodni. NFZ konkurencji nie ma.

Jestem tylko pracownikiem. Za całą tę awanturę zapłacę zapewne swym urlopem. Oby nie płacą, czy wręcz etatem. A jeśli w końcu ruszy przychodnia, pewnie niektórzy pacjenci będą na mnie wylewać swoje żale. Jak na kierowcę pierwszego autobusu, który jedzie planowo po dłuższej przerwie w ruchu.

W telewizji trwa właśnie awantura na temat obecnej sytuacji w służbie zdrowia. Podobno lekrarz rodzinny zarabia średnio ponad 17 tysięcy złotych! Warto wiedzieć, kiedy będę negocjować stawkę w następnej pracy 😀

Telewizor mamy „nowy” – austriackiego jeszcze Grundiga. Analogowy, kineskopowy, ale taki przecież w bloku z kablówką wystarczy. Kupiłem go z ogłoszenia za 50 zł. Mały telewizorek taty dostała Ewunia, plus odtwarzacz DVD… ze śmietnika. Niestety, nie ma pilota, a bez niego nie da się odtworzyć płyty VCD. DVD – tak. Pilota od telewizora zaraz zapodziała gdzieś Ewunia, na szczęście zdążyłem podciągnąć nim nasycenie kolorów. Potrzebne na co dzień funkcje (głośność i programy) obsługuje się przyciskami na obudowie. Nieprzyzwoicie nowoczesny jak na moje kolekcjonerskie odczucia, ale zdaje się niewiele młodszy od naszego  kapytalyzmu.  Osobiście wolałbym coś z lat 80., wtedy telewizory, a zwłaszcza Grundigi były (jeszcze) naprawdę ładne.

Samochody też. Chciałbym na co dzień jeździć autem z lepszych czasów. Na przykład Ładą 2103. W końcu to prawie dokładnie Fiat 125. Nie „p” przy całej mojej sympatii dla marki FSO.

blog

Jezusy gonią…

Tak mawiał śp. dziadek. Podobno, wiem to z opowieści śp. mamy – kiedy domownicy cichaczem nosili pod choinkę prezenty.

Drugie Święta bez rodziców.

Trzecie Święta z Ewunią.

Ewunia śpi, przyssana do flaszki.

Dana śpi, przestała chrapać.

Jezusy gonią… i noszą Asusy. Eee*… to nie będzie reakcja Dany – przynajmniej mam taką nadzieję 😉

*) Asus Eee PC – rodzina netbooków (małych laptopów, zaprojektowanych do przeglądania internetu; obecnie wypieranych przez tablety).

blog

dziwne sprawunki

dzisiejsza lista:

– DZ

– gaz

– wiertarka

– kura

– woda

– wybory

Wszystko odfajkowane, prócz kury.

???

DZ – kupić piątkowy Dziennik Zachodni z dodatkiem powiatowym. Byłem w rodzinnym mieście, udało się – jak zwykle, na stacji benzynowej.

Gaz – odpisałem stan liczników. Chyba podałem gazowni swój numer komórkowy, dzwonili kilka dni temu.

Wiertarka – przywieźć ją z powrotem do naszego mieszkania, bo urwała się sufitowa suszarka, trzeba będzie dać większy kołek rozporowy.

Kura – Dana chciała ugotować sobie prawdziwy rosół, ma zapalenie płuc. Niestety, w supermarketach mają tylko kurczaki.

Woda – uff, nie zamarzła. Nie dostałem się do głównego zaworu (rozgrzebane „wieczne porządki” w piwnicy) – więc zamknąłem drzwi na podwórko, by nie było przeciągu w piwnicy i lekko odkręciłem kurek w kuchni. Stały dopływ wody z głęboko zakopanego rurociągu utrudni jej wychłodzenie do krytycznej temperatury.

Wybory – druga tura na burmistrza. Już są wyniki! No, bo już się bałem, że wygra ten artysta, co pozwolił na zburzenie dworca PKS.

Za kilka minut kończy swą działalność mój polski operator komórkowy, mBank mobile (działał w Plusie jako operator wirtualny). Zniknie o północy logo z ekranu telefonu? 3 grudnia numer będzie przeniesiony do niebieskiej pomarańczki. Dziewica też mi się podobała (ma tak samo 19 gr/minutę i długą ważność konta), ale nie da się zapładniać z mBanku SMS-em.

Rano do roboty. Dana chyba jednak zdrowieje (choć bez kury…), doktór pokaszluje, w Cinquecento zerwała się linka hamulcowa.

Jakoś to będzie. 

blog

było sobie lato?

Chcieliśmy spędzić ten weekend w ulubionym miejscu na Słowacji, pod namiotem. Po raz pierwszy od wielu miesięcy z ważnym badaniem technicznym w papierach auta. Ale nie wyszło – Dana w piątek bardzo źle się czuła, prognoza pogody, jak to już bywa tradycją w tym roku, w ostatniej chwili się zmieniła. A potem się okazało, że noce były ciepłe, opadów niewiele…

Ramy naszego lata: początek – to festiwal folkowy w Dolnej Łomnej na Zaolziu. Pierwszy weekend lipca, jakby wczoraj. W perspektywicznym skrócie czasu zaraz po nim – giełda elektroniki w Holicach, oststni weekend sierpnia, już jesienne chłody: pora przestać się oszukiwać, że lato nadal trwa.

Jesteśmy zmęczeni. Nie miałem jeszcze porządnego urlopu od pracy, od rodzicielstwa miewam go sporadycznie, ledwie na kilka dni, Dana – wcale.

Jutro Ewunia idzie do nowego przedszkola, ściślej – do nowego obiektu, dokąd się ono przenosi. Szkoda, że nie może chodzić do normalnej, państwowej placówki, te mają o niebo lepsze warunki lokalowe, wspaniałe ogrody. Ewunia nie spełnia kryteriów naboru do miejskiego przedskola, bo formalnie nie istniejemy w Polsce jako rodzina, choć przecież wszyscy płacimy tu podatki – VAT w każdym zakupie.

Jutro nie ma szefowej. Znowu będę miał tłumy jej pacjentów. Pewnie ktoś przyjdzie sobie przedłużyć zwolnienie wydane „na kręgosłup”. Najczęściej są to pracownicy biurowi, nie widać po nich, żeby cierpieli bóle, nie pozwalające im chodzić do pracy. Też bym sobie tak pochorował.

Dawno już nie mierzyłem sobie ciśnienia. Raz w aptece wyszło 170/90, błąd? Zastanawiam się nad zmianą leków.

Komputer się zacina. Jak długo zostanę wierny Windows XP? Wypadałoby i tak na nowo zainstalować system, ma parę lat. Sprzęt formalnie spełnia wymogi Windows 7, ale w robocie na jednym z kompów w rejestracji mają ten system i nie porywa mnie swym obliczem (a na drugim jest Windows 8… to ja już wolę DOS z Norton Commanderem…). Poczciwa, klasyczna Opera, nigdy zbyt dobrze nie współpracująca z niektórymi stronami, też zaczyna być niedzisiejsza, a nowe jej odsłony zupełnie mi nie odpowiadają.

Na drugim kompie (w domu, gdze spędziłem dzieciństwo), który zupełnie strajkował, zainstalowałem ponownie, ale najświeższą (czyli ostatnią) wersję XP; jestem zadowolony.

Windows XP, Škoda Favorit, Cinquecento. Pamiętam, jak szokowały przy swej premierze. Dziś powoli odchodzą do muzeów. A doktór? Zdejmuje okulary do czytania, każde rano zaczyna od tabletek. Ech, za komuny było lepiej!

blog

z nocnikiem przy kasie

… i to pełnym!

Ale – po kolei. Ewunia chodzi do przedszkola. Pewnego dnia, przy opuszczaniu tego miejsca,  poskarżyła się, wskazując na swe łono:

Pani enku dala!    (paní plenku dala = pani dała pieluszkę)

Właśnie zaczęła w domu korzystać z nocnika, a tu problem – przedszkole nie posiada takiego sprzętu, więc Ewuni zaczęli znów dawać pieluszki. Uzgodniliśmy, że przyniesiemy swój nocnik, więc wyprawiliśmy się po nowy, z Ewunią, żeby sama wybrała.

Wybrała i od razu gruntownie wypróbowała…

blog

dzięki Bogu już wtorek

… bo w poniedziałek zawsze ruch jest największy. Teraz jeszcze dochodzą pacjenci szefowej, która jest na urlopie. Pewnie chciała sobie pooglądać Polonezy, coraz u nas rzadsze: wybrała się do Egiptu.

Dodatkowym sprzymierzeńcem doktora bywa deszcz. Właśnie ustał, a był porządny, z gradobiciem. No to znów zaczną chodzić. Plus  druga zmiana bluesa  – ci, co z roboty.

kałuża w gabinecie

 Doktór se zaparzy jeszcze jedną herbatę. Może zdąży.

Zdążył. Uff, jaki spokój.

Człowiek rodzi się zmęczony i żyje, aby odpocząć.  Święte słowa. Któż to pierwszy powiedział? Nawet dr Google nie wie. Pewnie też się zmęczył.

Ewunia poszła dziś po raz pierwszy do przedszkola.

Ewunia idzie do przedszkola

Najnowsza wiadomość: już wróciła. Brak doniesień o stratach w ludziach i sprzęcie. 

blog

Janosik z odzysku

Właśnie obejrzeliśmy 3. odcinek Janosika – polskiego serialu z roku 1973. Ktoś wyrzucił do  suchego odpadu  cały worek płyt CD i DVD. Doktorowi to oczywiście  nie dało  i skarb dyskretnie wyniósł, a następnie w ustroniu przeglądnął jego zawartość.

Janosik czyli Juraj Jánošík, jest postacią legendarną, choć naprawdę kiedyś żył i został stracony. Jak Jezus Chrystus.

Przełom Białki pod Kramnicą i inne miejsca, w których kręcono Janosika… Prowadziła mnie tam mama (ciekawe, że nie wiedziałem o kręceniu tego filmu, w latach 1972-74 mieszkaliśmy koło Zakopanego). Kiedyś ja zaprowadzę Ewunię i Danę.

Szybko nam przeleciała wiosna. Z dwuletnią Ewunią trudno jest chodzić na  vandry.  Rodzicielstwo bardzo wyczerpuje, szczególnie ludzi tak kochających wolność, jak my. Ale co mamy zrobić, skoro ta urocza dziewczynka przyszła właśnie do nas… 

blog

znów na rowerze

… siedział doktór w mijającym tygodniu. Po raz pierwszy od sierpnia 2011. Skąd taka długa przerwa?

Śmierć taty, permanentny brak czasu na naprawę Favorita (no bo skąd od ręki zdobyć części, skoro czechosłowacki przemysł rowerowy dawno nie istnieje?) , szok po kradzieży kilku innych rowerów, w tym roweru taty i wyśnionej Eski Trekking. Jakoś nawet w myślach omijałem po tym wszystkim temat „rower”.

Dana wyszukała sobie na czeskim Aukro w miarę przyzwoity rower trekkingowy. Trzeba było go odebrać. Autem do Cieszyna, bo tak najszybciej. Potem pędem na dworzec i pociągiem do Olbrachcic. No i nareszcie: znów świat płynie do tyłu, koła roweru toczą się po bocznej drodze, biegnącej wzdłuż linii kolejowej. Jedzie się nawet nieźle, lekko, ale rower jest rozregulowany (mimo małego przebiegu) i w ogóle taki tanio-kapitalistyczny: na wszystkim oszczędzano: czarna kierownica i fajka, plastikowe hamulce. Dzwonię do Dany, korzystając z sygnału polskiego operatora.  Jestem przy torach, tam, gdzie paliliśmy ognisko.

Z Cieszyna do Bielska pociągi od paru lat nie jeżdżą. Auta będę nazajutrz potrzebował, nie mogę go zostawić, zresztą rower nie ma oświetlenia: nie pojadę na nim w nocy. Trzeba go będzie zabrać samochodem. Męczy mnie pragnienie, ale zasypiam i budzę się o drugiej.

Rozkręcam rower i upycham w Cinquecento.

Stoi sobie teraz w wózkowni. Przy okazji wyreguluję go trochę, na tyle, na ile to możliwe w bloku. Ech, chłop bez warsztatu to katastrofa. Na to jeszcze wiagry nie wynaleźli.

blog

ponieśli i wilka

Jeszcze w południe wynosiłem do piwnicy ostatnie rzeczy, jakie mieliśmy przed drzwiami mieszkania – nawet te nieliczne, które miały tam zostać, drażniły sąsiadkę, wychyliła się z mieszkania i znacząco na nie spoglądała.

W nocy obudził mnie hałas. Miałem wrażenie, że ktoś puka do drzwi. Kiedy wreszcie wstałem, na korytarzu było głośno – pani  Blondyna  jak zwykle przewodniczyła konferencji. Usłyszałem, jak dzwoni po pogotowie, po chwili przyjechało. Po tę sąsiadkę, której permanentnie wadziły moje rzeczy pod drzwiami. Zdaje się, że upadła w mieszkaniu i  została leżeć.

Komputer znów po ludzku działa. Trzeba było wypalić ratunkowe CD i wejść w system plików z innego systemu operacyjnego. Procesor stale biegał na pełnych obrotach. W końcu zidentyfikowałem proces, który to powodował: po testowej, pełnej wersji avastu pozostał jej osierocony firewall i nie dawał się ani wyłączyć, ani skasować. Dobra rada: jeśli nie chcesz kupować płatnej, rozszerzonej wersji tego popularnego antywiru, nie daj się skusić na darmowy okres próbny, bo potem długo będziesz czyścić kompa z tego prezentu. Niechcący, pewnie przez jakiś błąd, zrobili sobie antyreklamę…

blog

koniec XP?

Nie u doktora. Nawet licencyją ma (przez pomyłkę…).

Nowsze Wokna? Na pewno nie 8, toto się powinno nazywać Łindołs 3.8, bo ma podobny interfejs do 3.11. Win 7? Ewentualnie. Ale… dopiero co se doktór popodkręcał swoje maszyny, niektóre mają nawet 2 GB RAM-u. I znów będzie na dolnej granicy przyzwoitości.

To może w końcu Linux? Jak seks analny. Każdy o nim coś słyszał, ale własnych doświadczeń zwykle nie ma; myśli sobie, że  to jakieś takie dziwne.  Mam ochotę spróbować. Czy Dana da się namówić? Na pingwina, znaczy się 😀