blog

ostrożny optymizm

Jak w piosence Anny Jantar:  znajome schody… nagły przestrach u drzwi…

Uff, mama jak wczoraj leży na swoim łóżku pod oknem. Otwiera oczy, poznaje mnie.  Przynieś mi coś do picia… – mówi niewyraźnym głosem.

Udar krwotoczny to nie przelewki. Jeszcze za wcześnie na ogłaszanie zwycięstwa. Ale i tak trzeba podzielić się dobrą wieścią z wszystkimi, których wczoraj zaalarmowałem. 

blog

mamo, wracaj…

Miałaś wrócić do domu jeszcze w Sylwestra. Martwiłem się, że nie zdążę zrobić mini-remontu w Twoim pokoju. Okazało się jednak, że powinnaś parę dni zostać, by otrzymać jeszcze jedną transfuzję.

Dzień po Nowym Roku nastąpił dramatyczny zwrot. Rano stwierdzono udar mózgu. Nie jest dobrze – mówią mi lekarze z oddziału.

A przecież tak niedawno zaczął się dziać mały cud – rozpoczęliśmy zasypywanie przepaści między Tobą a Daną.

Byłaś przytomna (trochę…), kiedy wychodził od Ciebie neurolog. Przyniosłem na chwilę Ewunię, dotknęłyście się dłońmi.

Życie bywa wredne: kiedy czujemy, że mamy już dość, zawsze potrafi nam coś jeszcze dołożyć.

Mamusiu, wróć nam z tego szpitala… 

blog

choinka z poślizgiem

Po choinkę wyprawiłem się, gdy większość ludzi siedziała już przy wieczerzy wigilijnej. Postanowiłem przynieść coś z lasu, jednak nie wyrządzając szkody ani leśnikom, ani przyrodzie. W pierwszym lesie, na który liczyłem, nie było dziczków, za to paskudnie pośliznąłem się i wysmarowałem własne siedzienie błotem.

Z tekturą pod tyłkiem pędziłem autem w górską dolinę, bo Dana była rozżalona, że jeszcze nie dotarłem na kolację. Zmroził mnie poślizg na czarnej nawierzchni. Ostrożnie podjechałem pod górski stok i zacząłem się wspinać pod las po zlodowaciałej drodze. Kiedy już chciałem się poddać i wracałem z pustym wiadrem, nagle zauważyłem ładny świerczek, rosnący w skarpie leśnej drogi. Ziemia nie była zmarznięta, więc po chwili miałem go w wiaderku i krok po kroku człapałem w dół, asekurując się saperką.

Po kilku minutach dotarłem do auta. Dopiero teraz poczułem, jak jestem zziajany i przyssałem się do butelki coli. Chciałem się pochwalić swym trofeum, ale telefon Dany był wyłączony.

Wigilię rozpoczęliśmy późno. Dana udobruchała się, widząc jak drzewko zainteresowało małą Ewunię.

Tam w lesie nie miało wielkich szans na przeżycie. Wynieśliśmy je na balkon. Za rok będzie już większe… i na czas.

blog

zapalenie płuc

W poniedziałek mamę zabrało pogotowie. Od kilku dni coraz gorzej się czuła, w końcu nie wytrzymała i zadzwoniła do przyjaciółki z hospicjum. Od czasu, kiedy nie mieszkam na co dzień z mamą, bardzo jej pomagają właśnie osoby z tego stowarzyszenia, w którym mama jeszcze do niedawna sama aktywnie działała.

Boję się o mamę. Od poniedziałku stan jej wyraźnie się pogorszył, dołączyło się zapalenie płuc, leży pod tlenem i ledwo potrafi wydusić z siebie parę słów.

Nie udało mi się zasypać przepaści między nią a Daną.

Mamo, czy byłaś kiedyś ze mną na Beskidku? Tyle górskich szlaków razem pokonaliśmy. Ostatnia nasza wspólna duża wycieczka też była na Słowację. Uciekł nam ostatni autobus, do rana szliśmy szosą do Czadcy – na pociąg. Pod koniec marszu to ja zostawałem w tyle.

Mamusiu, wróć jeszcze do domu…

——-

P.S. Dopisano następnego dnia: jest lepiej. Życzliwi blogoczytacze mogą trochę odetchnąć, podobnie jak autor.

blog

ostatni jesienny wandr…

… czyli dogrywka z Beskidkiem.

Kilka dni przed nadejściem zimy wyrwaliśmy się (ja, Dana i Ewunia) na Słowację – w okolice Czadcy. Nie dawała nam spokoju przełęcz Beskidek, do której poprzednim razem nie dotarliśmy, myląc drogę we mgle.

Tym razem się udało. Wędrówka trwała od 27 do 29 listopada, ostatni dzień był niestety deszczowy.

… jeszcze do tego wrócę i wrzucę jakieś fotki. 

blog

doktór grypę leczy

ankoholem. Swojom.

No przecie nie Ałgmyntinem. Dyć je to wirus. Jakisi świński, ani avast nie pomogo.

Pokojowego Nobla dla tego, co ankohol  wynaloz. No, akurat chciałem z nożem na sąsiadkę*), ale pewnie śpi. Nie wypada budzić.

Jutro do roboty? No, trzeba, bo film się ściągał na zewnętrznego twardziela. Trza gindziarzowi**)  uwolnić pole. Bo doktora zaś wyjebali i furt go gonią po innych gabinetach.

*) nie podobają się jej moje pakunki pod drzwiami i do tego waliła w ścianę jak Evička płakała

**) gynda – (czes., potocznie) – ginekologia; w gabinecie ginekologicznym blisko jest doktorowi do najrozkoszniejszej dziurki świata, noszącej kryptonim RJ-45 *)

*) typowy konektor sieci komputerowej 

Łokieć doktora już prawie nie boli, ale trza jutro na drugi zastrzyk do Jaszczymbio.  Wątrobo, do dzieła. Aby doktór nie wraził do stromu*) jak pojedzie czinkłeczyntem. Glajzy**) rozebrali.

*) drzewo (gwara śląska., z niem.)

**) szyny (gwara górnośląska, z niem.).  Linię Zebrzydowice – Jastrzębie kilka lat temu rozebrano.

Evička s Danou jsou u babičky v Čechách. Doktór ściągnął  Babičkę*)  od Boženy Němcovej.

*) pol. Babunia –  klasyczna pozycja literatury czeskiej, klikakrotnie sfilmowana, za najlepszy jest uważany obraz z lat okupacji… tak, w czasie wojny kręcono czeskie filmy…

Zanim doktór poprawił wszystkie literówki, pojawiły się objawy  hipoalkoholemii.  Blogoczytacz zechce wybaczyć, że doktór musi wrócić do flaszki.  Fleškę*)  wzięła Dana, dostanie jakieś pliki od znajomego, co ją wkręca w MLM**).

*) fleška, pendrek (czes.) – potoczne określenia pendrive’a

**) Multi Level Marketing – no, te Emłeje, Ejvony i inne podobne sekty 

blog

na grobie taty

… zapaliłem znicze, powyrywałem chwasty. Dobrze, że cmentarz był otwarty.

Przed rokiem dogasało jego życie. Czy zrobiliśmy wszystko, co należało, by je ratować? Mam wątpliwości.

Komputer cały czas ściągał Dekalog 1. Jedyny odcinek, którego nie oglądałem – na kolorowym, półlampowym Elektronie w akademiku. Czy po tamtej stronie coś na nas czeka?  Dusza – to w moim przekonaniu pewien zbiór informacji, ulotny jak zawartość pamięci RAM.

… ale gdyby czekał tam na mnie ktoś, kto by odezwał się do mnie jak przed 12 laty egzaminator nauki jazdy:  no, były błędy, ale zdał pan

Nie wiem. Nie wierzę, że czeka tam ten wyrozumiały nauczyciel. Ale czasami próbuję tak żyć, jakby jednak tam był.

38,2% Dekalogu 1 jest już zapisane. 

blog

cewniku, zapchaj się

… bo  chujowne  by się doktorowi przydało.

Chujowne? No, tych 50 złociszów, co mi zawsze daje żona pewnego pacjenta, kiedy mu zmieniam cewnik.

Murwa kać, mandat. To po kiego chooja przyzwoicie doktorku jeździsz? Za dziką jazdę mandatów niet. Za pierdoły – owszem. Tylko jak tu dziko jeździć przydzechniętym czinkłeczętem?

Autobus też nie tańszy. Jajka Dana kazała kupić. I internet by chciała wieczorem mieć.

Cewniku, zapchaj się!