blog

wygnanie z raju

Wszystko, co fajne, nie trwa w nieskończoność.

Ostatniego dnia naszego pobytu nad zaporą postanowiłem obejść ją obejść dookoła. No i stało się: starszy pan grzecznie zwrócił mi uwagę, że nie wolno rozbijać namiotów z podłogą w rewirze wędkarskim. Poprosił, byśmy po sobie posprzątali – naturalnie zapewniłem go, że takie zachowania mam we krwi.

Tych chłopców, którzy obok was łowili węgorze, musiałem wyprosić. Was nie ruszałem ze względu na dziecko, choć wędkarze zwracali mi na was uwagę. 

Rozmawiał też z Daną, znoszącą rzeczy do auta. Wędkarze skarżyli mu się, że dziecko nie ma odpowiednich warunków, że nie wiadomo skąd bierzecie drzewo na ogień… Obiecał, że następnym razem udostępni nam wędkarską chatkę pod zaporą.

Przemiły człowiek, choć na pozór oschły. Pracował w szkolnictwie – tyle o sobie zdradził.

Chyba jeszcze wrócimy nad tę zaporę. Ale raczej znów z namiotem, tyle że rozbijemy go na leśnej polance poza rewirem. A spać możemy legalnie nad samą wodą, spoglądając w rozgwieżdżone niebo.

Tak, jak lubimy. 

blog

jedną nogą na urlopie

Szef z  Szefką  wyjechali dziś na urlop. Ja z tej okazji pracuję na zmianach popołudniowych.

Nie chciało się nam z Daną wracać znad małej zapory na Słowacji. Wczoraj po raz pierwszy kąpaliśmy w przyrodzie naszą Ewunię. Wykąpałem się i ja, dziś po raz drugi, dołożyłem do ogniska, zabrałem puste butelki na pitną wodę – i pomaszerowałem w stronę naszego Cinquecenta.

Po niecałej godzinie jazdy byłem w przychodni. Licznik wskazał 45 km (kiepskie drogi, góry – trudno o szosową średnią). Pooglądałem na mapach Google okolice naszej zapory; widać nawet cypel, gdzie rozbiliśmy namiot. Zdjęcia Polski nie są tak szczegółowe, czego się boją??

Mam na kartce spisane, co zabrać, kupić, załatwić: kawał styropianu do nauki pływania (Dana umie, ja… ledwo), przeparkować Poloneza (bo znów Tour de Pologne), naładować telefon Dany (a potem zamontować gniazdko zapalniczki w CC), wziąć zapas pieluszek i konserw, radio, zapasowe baterie…

Około 10 wieczór Dana spodziewa się mojego powrotu nad jezioro. Nasze CC nieprzyzwoicie dużo pali, jeszcze mu do tego bak cieknie. Z dziennego zarobku niewiele zostanie, ale co tam. Nad wodą jest tak fajnie. Prawie nikt nie zna tego miejsca, formalnie zapora należy do Słowackiego Związku Wędkarskiego. Chłopcy, łowiący obok nas, złowili wczoraj 2 karpie i węgorza.

My niestety łowimy rybki w supermarkecie, na półce z przeceną. 

blog

pierwszy wandr Ewuni

Nie chciało się nam wracać. Wysłałem ze Słowacji SMS-a do  Szefki  z prośbą o 2 dni urlopu.

Bilet kolejowy był droższy, niż benzyna, ale lepiej nie mieć kuli u nogi w postaci auta, do którego trzeba wrócić. Polski denaturat ledwo się palił, nad rzeką nie zagotowaliśmy herbaty, bo nie było drzewa na ogień. Dana oparzyła sobie nogę, chodząc boso koło ogniska. Syn sklepikarki wezwał z naszego powodu policję, kiedy leżeliśmy na trawie obok jej kiosku. Myślał, że to Cyganie znów rozbili we wsi swój tabor.  Ewunia pluła dziecięcą zupką na wszystkie strony, za to po jogurcie mlaskała.  Dana miała kłopoty z ciśnieniem, nie wzięłą wszystkich leków. Upały były rekordowe.

Kisuca w Żylinie

wschód Słońca nad Małą Fatrą

rano na biwaku 

Ale i tak było świetnie. Najbardziej zadowolona była mała Ewunia. Wesoło raczkowała na karimacie. W nocy cichutko spała z nami w lesie. Podczas marszu z zainteresowaniem rozglądała się ze swego nosidełka na moim brzuchu.

Dziś rano – do roboty. Jakoś wstałem. Po drugiej herbacie doszedłem do siebie. 

blog

pogoda dla pacjentów

Zaświeciło słoneczko, to capjenci  chodzą jak najęci.

Młoda kobieta, wczoraj była u jakiejś doktorki, dostała tabletki na ból brzucha i radę:  jak nie pomoże, to jutro niech lekarz rodzinny pośle panią na badania do szpitala.   Pytam, co to za doktorka. Rodzinna, w innej przychodni. Wyjaśniam pacjentce, że jak inny lekarz czegś ode mnie oczekuje, ma się do mnie zwrócić, najlepiej pisemnie. Poczta pantoflowa via pacjent… A poza tym jak ktoś ma swoje koncepcje, to niech je sam realizuje. Posłałem do gastrologa, jutro będzie przyjęta.

I dzwonią. Telefon od skądinąd sympatycznej pani C.

Mamę coś chwyciło po lewej stronie

???

No, osłabienie połowy ciała…

Kiedy?

Jakieś 2-3 tygodnie temu.

To czemu dopiero teraz wzywacie lekarza? 

Bo mama u was płaci abonament, to nie będę dzwonić po pogotowie. 

… 

Najpierw herbata i blogowanie, potem wizyta domowa. 

Jutro ma być pogoda dla doktorów (i ich rodzin). Auto zostawimy przy stacji i pociągiem na Słowację, na dwa dni.

blog

żegnaj, piesku…

Rano na spacerze prowadziłaś mnie w stronę miejsca, gdzie w środę się błąkałaś.

Zajechaliśmy z tobą do przytułku. Kiedy tylko auto skręciło w jego stronę, posmutniałaś. Ale my tylko chcieliśmy tam spytać, czy ktoś cię nie szuka. Owszem, podobny pies zaginął – mieli zgłoszenie z wczoraj. A opiekunowie ze schroniska powiedzieli, że znają cię z widzenia…

Wprost z przytułku pojechaliśmy w miejsce, do którego rano chciałaś iść. Zaprowadziłaś nas do domu, gdzie cię samą w ogrodzie zostawili na kilka dni.

Trochę dziwni ludzie. Powiedzieli, że jesteś stara (12 lat, wg znawców: 2-3 lata), że nigdy nie byłaś w schronisku. Kiedy zobaczyłaś swój dom, wybiegłaś do przodu, ale wróciłaś na zawołanie Dany. Dopiero, kiedy wyszedł przed dom twój pan, z radosnym skomleniem pobiegłaś mu na spotkanie – Dana wcześniej zdjęła ci obrożę.

Żegnaj, piesku. Dla nas byłaś Sonią, ale nazywasz się inaczej, po prostu często mówili do ciebie: sunia.

Tak tu pusto bez ciebie… 

blog

kolacja z nocnika, czyli: wszystko tu jest, nawet dziecko i pies

Mieliśmy się trochę przejechać. Jakoś tak się stało, że to Dana usiadła za kierownicą. Potem jakoś tak się zagadaliśmy, że zapomniała skręcić w lewo. Zapala się zielone, ale musimy poczekać: przez jezdnię snuje się długowłosy owczarek wielkości sporego wilczura. Dana parkuje na przystanku, zostawia kluczyki i wybiega za psem:  on się zgubił.

Przeparkowuję auto w mniej głupie miejsce, zostawiam dziecko i idę na poszukiwanie Dany.

Szedł za mną, ale nie miałam kiełbasy…

Przejmuję kierownicę. Dana pilotuje.  Myślę, że poszedł tędy.  Ostatni kierunek, który wybrałbym ja, będąc psem: wzdłuż śródmiejskiej obwodnicy. A  widziała go iść  w inną stronę, gdy zniknął jej z oczu.

Stawiam na intuicję Dany.  Tam, na wiadukcie, widzę go!  Ha, ha, ale jak zawrócić? Udało się dopiero po kilku kilometrach.

Po jakiejś godzinie pies siedzi w naszym CC. Jedziemy do marketu po smycz (a w markecie – przedbożociałowy  horror, wręcz oblężenie: choćbyś mówił językami ludzi i aniołów, lecz marketów byś nie miał…).

Czworonóg jest dobrze wychowany, ale nie za bardzo wykonuje czeskie komendy Dany. Nie ma obroży, chyba ktoś go wyrzucił. Wie, że nie załtatwia się potrzeb w aucie, ani w mieszkaniu. Rozumie, że czegoś  nie wolno.  Nie jada surowego miąsa. Widać, że był w dość zamożnym domu. Dana ocenia, że błąkał się około tygodnia, a do Bielska-Białej właśnie dotarł, najwyraźniej od północy. Czyli z południowych skrajów aglomeracji katowickiej?

Na koniec Dana stwierdza, że nasz pies jest suką. Ale to już niczego nie zmienia: jest nasz, zachowuje się, jakby do nas od dawna należał. Nie ma miski, więc kolację dostał w… nocniku, zakupionym z myślą o przyszłości Ewuni.

Legowisko urządziliśmy mu pod kuchennym stołem, ale w tej chwili leży i śpi w przedpokoju. Dobranoc, piesku, nareszcie znalazłeś swój dom…

Co to za dom ?
Może powie mi ktoś:
Jakim cudem się znalazłem w nim ?
Wszystko tu jest, nawet dziecko i pies*)

Spróbujemy odgadnąć jego imię. Ale jakie są typowe polskie imiona dla suczek?

P.S. nie znamy też wszystkich polskich psich poleceń, prócz  do nogi, siad (np. Ira_siad), leżeć, do nogi, zostaw…

*) z piosenki Lady Pank „Minus 10 w Rio”

blog

doktór hydraulikiem

… znowu był, tym razem we własnym domu.

Uff… wymienił ostatnie wiekowe rury, potem uroczyście się wykąpał. Łazenka znów wygląda po ludzku (pardon, jak przedtem…), jedynie sterta odbitego tynku w kuble na śmieci przypomina kosmiczny horror, który się tu odegrał.

Właściwie przyjechałem do domu rodzinnego, by złożyć mamie życzenia w Dniu Matki. Mama jednak wyjechała ne rekolekcje hospicyjne – o czym zapomniałem. W sumie dobrze. W takich sytuacjach najlepiej wysłać domowników w jakieś przyjemniejsze miejsce. Przyjemniejsze, niż mieszkanie bez wody, za to pełne gruzu.

Na popołudnie Dana zaplanowała wypad do słowiańskiego grodziska w Podoborze koło Czeskiego Cieszyna.

Ewuni chyba rosną ząbki…

blog

zas**na przychodnia

Że notorycznie brakuje papieru toaletowego, papierowych ręczników i mydła – przyzwyczaiłem się. Ale dłubać w klozecie szczotką po każdej  wielkiej potrzebie,  by przepchnąć jej efekty poza horyzont – to już za wiele.

Doktór w przerwie pomiędzy receptą a skierowaniem poświęcił się, po raz drugi zdemontował pokrywę spłuczki i nastawił odpowiedni poziom wody. Poprzednio wytrzymało to ledwie parę dni i ktoś przywrócił poprzednie nastawienie, niewątpliwie mając na celu oszczędzanie wody.

blog

doktór chce pomnik 1

W każdej wsi stawiają pomnik ofiar katastrofy smoleńskiej.

Doktór też chce pomnik. Codziennie do roboty musi jeździć. Nawet w poniedziałek rano.

No jasne, w poczekalni gniewnie chrząka pan S.! Dlatego rejestratorka ośmieliła się zadzwonić do mnie jeszcze przed 8.30. Powinni ją wsadzić do pierdla za  spowodowanie zagrożenia w ruchu lądowym.

blog

doktór chce pomnik

W każdej wsi stawiają pomnik ofiar katastrofy smoleńskiej.

Doktór też chce pomnik. Codziennie do roboty musi jeździć. Nawet w poniedziałek rano.

No jasne, w poczekalni gniewnie chrząka pan S.! Dlatego rejestratorka ośmieliła się zadzwonić do mnie jeszcze przed 8.30. Powinni ją wsadzić do pierdla za  spowodowanie zagrożenia w ruchu lądowym.