blog

znowu w przychodni

Tadeusz odszedł z pracy, znalazł lepszą.

Wróciłem do przychodni. Nie ma dyżurów nocnych, ani weekendowych. Nareszcie mam swój gabinet. Pracowicie konfiguruję komputer, z którego kilka tygodni temu usuwałem swoje dane i nastawienia.

Teraz to JA jestem jego administratorem.

Jutro przyjdzie pacjent po przedłużenie zwolnienia. W samą porę, bo nie miałbym na chleb, ani benzynę. Okrągłej sumy z tatowej polisy na życie nie chcę ruszać, chcę za nią kupić coś, co będzie mi ojca przypominać. Kilka dni temu minęło pół roku od jego śmierci…

Ewunia rośnie, próbuje trzymać flaszkę i mówić. Na razie udało się jej wypowiedzieć dwa słowa: mama i  kujwa.

Tego drugiego nie słyszałem. Trochę się dziwię, bo staram się nie używać tego zaklęcia przy dziecku.

blog

znowu żałoba!

Żałoba narodowa. I jeszcze dwudniowa. Zakładałem, że impreza obejmie województwo śląskie i potrwa 1 dzień.

Polska to kraj aptek – mówi Dana.

I żałób narodowych. Idźcie do dupy, żałobnicy, popatrzcie, co zrobiliście z polskimi kolejami. Mi się chce płakać od paru lat. 

P.S. Blogi bywają czytane i z odstępem czasu, więc nie od rzeczy będzie wyjaśnić, co się stało: w czołowym zderzeniu dwu pociągów dalekobieżnych, które przez pomyłkę skierowano na jeden tor, zginęło 16 osób. Katastrofa wydarzyła się w pobliżu Szczekocin (a nasze media uznały, że to jeszcze Śląsk – choć to w całej sprawie w sumie mało ważne, ale obnaża poziom warszawskich dziennikarzy… no cóż, nie jechało się tramwajem z Katowic do Sosnowca). Na temat przyczyn katastrofy nie wypowiadam się, choć mając pewne pojęcie o zabezpieczeniach ruchu kolejowego dziwię się, że błąd jednego człowieka miał tak fatalne konsekwencje. 

blog

Ewunia w lesie

Dziś (formalnie: wczoraj…) nasza mała córeczka po raz pierwszy była w przyrodzie. W lesie wyglądała na zadowoloną. Po raz pierwszy spojrzała na świat nie przez okno, nie przez szczelinę wózka. Po raz pierwszy leżała na ziemi. Po raz pierwszy widziała nad sobą błękitne niebo, drzewa, może poczuła też zapach dymu z ogniska… Z zainteresowaniem przyglądała się, jak tata je chrupki.

Długo na tę chwilę z Daną czekaliśmy – pierwszy wypad do lasu od czasu narodzin Ewuni. 

blog

Ewunia ma miesiąc…

… a tata z mamą się w kuchni zaprawili piwem.

Ewuniu… bądź tutaj, kiedy nas już nie będzie. I  vzpomínej nás v dobrém.

Czesi se myślą, że w Polsce nie umieją warzyć piwa…

Dzieci robić, piwo warzyć… Polak potrafi.

… no, tych sprośnych piosenek, które się tu śpiewa, przytaczać nie musimy. Bo jeszcze nam ten blog zamkną. ORMO czuwa, IPN też. A doktór obraża uczucia narodowe, religijne tyż.

A, nowina: doktorowi stosunek się skończył. Pracy, znaczy się… Ostatni wytrysk gotówki  Szefka  zapowiedziała na środę.

… máš tu čaj  – słyszę z qchni. Nic se nedá dělat. 

blog

nasze maleństwo

… przyszło na świat w piątek, 13 stycznia, w szpitalu w Trzyńcu.

Ewa Krystyna jest zdrowa. Cicho popłakuje, niepewnie rozgląda się dokoła, jakby chciała spytać:  nie gniewacie się, że tu jestem?

Ewa Krystyna kilka godzin po narodzeniu 

Moja malutka… uspokajasz się, kiedy biorę cię na ręce. Przecież mnie poznajesz, od miesięcy słyszałaś mój głos. I ja ten twój odróżniam w telefonie od głosu małej Krystynki spod okna, która urodziła się dzień po tobie.

A ten świat za oknem, góry…

Widok z okna szpitala w Trzyńcu na osiedle Łyżbice i Jaworowy Wierch 

Zobaczysz, jest ogromny i wcale nie jest zły. Cieszę się na wspólne chwile, jak pierwszy raz pójdziemy do lasu, jak będziesz wielkimi ze zdziwienia oczami oglądać żabę, kwiat… Śnieg zobaczysz pewnie jeszcze tej zimy.

Rano pojedziemy do domu. Ty – w wiklinowym koszu, obok starej maszyny do szycia, może stuletniej Singerki, jaką miała kiedyś moja babcia. To jedyny dar, jaki dostaliśmy z okazji twojego przyjścia na świat.

blog

testament Ewy

Pamiętam ostatnią rozmowę z Ewą. Leżała w klinice w Krakowie, było to niedługo po naszej październikowej wizycie u niej w domu, w Beskidzie Niskim. Kiedy odjeżdżaliśmy, zauważyłem w kuchni wykaz telefonów komórkowych wszystkich członków rodziny i zapytałem, czy mogę odpisać sobie numer Ewy.

Zadzwoniłem tylko raz. Głos Ewy był zatroskany, spowolniały. Chyba czuła, że gaśnie ostatnia nadzieja, że wkrótce odejdzie na zawsze.

Powiedziałeś już o tym swojej mamie? Pamiętaj, nie zwlekaj z tym…

Była o nas zatroskana. Ucieszyła się, widząc (po raz pierwszy i zarazem ostatni) Danę: nie trzeba było nic wyjaśniać. Oczekujemy dziecka…

Dopóki żył tata, dramatyczna walka o jego życie na tyle mnie wyczerpywała, że nie miałem siły porozmawiać z mamą. Wiedziałem, że nie będzie to łatwa rozmowa, mama Danę od początku odrzucała. Miała żal, że teraz robi z tą kobietą to, co zawsze robił ze mną – tzn. wędruje po górach, lasach i dolinach?

Testament Ewy wypełniłem tuż przed jej pogrzebem. Musiałem, by mogły nad jej grobem stanąć te dwie kobiety.

Ewo, miałaś rację. To nie było i nie jest łatwe. Ale chcę być dobrym ojcem i dobrym synem.

blog

u końca dyżuru

… zmęczony jestem bardziej blogowaniem (dokładniej: blogowymi awanturami) niż samą działalnością leczniczą. Tej ostatniej było co kot napłakał… ale i tak więcej, niż w przeciętną sobotę.

Przyjechała Dana. Autobusem, choć zostawiłem jej Fiestę. Znowu akumulator! Chyba się sam rozładowuje, bo tych 70 mA, które ciągnie nieznane urządzenie, za 3 dni zabierze ledwie kilka Ah.

Oboje martwimy się, jak podołamy wyzwaniom najbliższych dni. W środę zawożę Danę do szpitala. 

blog

sukces? nie chce się wierzyć…

Społeczeństwo ponoć w większości opowiada się po stronie lekarzy w obecnym sporze…

No i dobrze robi, bo te chore przepisy chyba najbardziej samym pacjentom szkodzą. Jeśli lekarz zacznie drobiazgowo sprawdzać wszystko, za co ma być odpowiedzialny, to przy obecnym bałaganie administracyjnym powstanie efekt strajku włoskiego.

Nowa ustawa może przynieść i pozytywne skutki, ale wymaga zasadniczej korekty, jeśli chodzi o sposób wydawania recept i odpowiedzialność za ubezpieczenie pacjenta.

Ale mówię otwarcie – jestem zdziwiony. Antylekarska kampania medialna ma tradycje co najmniej tak długie, jak III RP, a i sami lekarze wiele zrobili, by podkopać prestiż swojego zawodu.

Doktór ma dyżur trzydniowy. Na razie jest spokój, więc w kimono… 

blog

dyżur z procentami

… i Daną pod pachą.

Procenty… no, był szampan słynnej marki Carskoje Igristoje, ale doktór szukał innych procentów – tych, co się ma pisać na receptach, oznaczających stopień refundacji. W necie nic konkretnego, a przy tym aktualnego – nie ma. O protestach, obawach – owszem.

No to doktór jest ympotęt. Recepty nie wypisze. Chyba, że mu pacient powie, jak się to robi.

Przez sen wypowiedział doktór jakieś żeńskie imię, co wywołało zrozumiałą reakcję Dany, śpiącej obok – na podłodze doktorowej pseudo-dyżurki. Ha, ale doktór miał na myśli pralkę automatyczną. W tę dziedzinę bowiem wkroczył z zapałem małego chłopca (jednak się udało, kolejny raz w życiu…). Niezbyt dobrowolnie, po prostu pralka nawaliła i trzeba było się dokształcić.

Doktór chyba się minął z powołaniem, bo pralkę naprawił, poprawiając poważny błąd, popełniony przez kogoś innego przy wcześniejszej naprawie. Podobne sukcesy w działalności lekarskiej zdarzają się doktorowi dosyć rzadko.

… za oknem nadal słychać petardy. Szczęśliwego Nowego Roku. Dla doktora chyba nie będzie gorszy od poprzedniego. Pora odbić się od dna.

blog

nasza pierwsza choinka

Dana krzątała się w kuchni, ja wyskoczyłem na cmentarz. Już się ściemniło, na większości grobów paliły się światełka. Zapaliłem dwa znicze na grobie taty i ruszyłem nieznaną drogą, prowadzącą od cmentarza do sąsiedniej wsi. Na pierwszym skrzyżowaniu skręciłem w górę, w stronę lasu. W mieście od wczoraj śnieg niemal zupełnie roztajał, tutaj – biało, choć też zaczynają się roztopy.

U wejścia do lasu zostawiłem auto; po chwili marszu zboczyłem z leśnej drogi na małą polankę, gdzie tłoczyły się małe świerczki. Tak gęsto nie mogą rosnąć, więc nie wyrządzę szkody, wyrywając jeden. Po kilku minutach w skostniałych rękach trzymałem trofea: małe drzewko i dwie świerkowe gałęzie. Brodząc w rozmiękłym śniegu, wracałem do naszej rozklekotanej Fiesty.

Wysłałam cię po parę gałązek, a ty mi niesiesz pół lasu – usłyszałem na powitanie od Dany, panierującej boczniaki. Karpia usmażyła, nim wróciłem ze swej cmentarno-leśnej eskapady.