Tadeusz odszedł z pracy, znalazł lepszą.
Wróciłem do przychodni. Nie ma dyżurów nocnych, ani weekendowych. Nareszcie mam swój gabinet. Pracowicie konfiguruję komputer, z którego kilka tygodni temu usuwałem swoje dane i nastawienia.
Teraz to JA jestem jego administratorem.
Jutro przyjdzie pacjent po przedłużenie zwolnienia. W samą porę, bo nie miałbym na chleb, ani benzynę. Okrągłej sumy z tatowej polisy na życie nie chcę ruszać, chcę za nią kupić coś, co będzie mi ojca przypominać. Kilka dni temu minęło pół roku od jego śmierci…
Ewunia rośnie, próbuje trzymać flaszkę i mówić. Na razie udało się jej wypowiedzieć dwa słowa: mama i kujwa.
Tego drugiego nie słyszałem. Trochę się dziwię, bo staram się nie używać tego zaklęcia przy dziecku.