blog

znowu w szpitalu

… wylądował tata. Na szczęście lekarz pogotowia nie robił trudności, tata też.

Od rana byliśmy z Daną zrozpaczeni: tata gasł nam w oczach. Zrozumiałem, że w domu nie mam wielkich szans na utrzymanie go przy życiu.

Skoro przeżył blisko 4 godziny na izbie przyjęć, to może jednak pozbiera siły? 

blog

pod kroplówką

… leży sobie tata od wczorajszego wieczora. Wlałem w niego za 24 godziny 10 flaszek, czyli 5 litrów. Ledwo się wkłułem do żyły* (no zgoda, nie jestem w tym mistrzem, ale nie było łatwo przy takim odwodnieniu). Wiem, trzeba było wcześniej, ale dopóki pił płyny, wydawało mi się, że jakoś dogonimy bilans wodny. Niestety, miękkie podejście Dany  skutkowało  tym, że podczas moich nielicznych dyżurów w przychodni nie pił prawie nic.

*) myślicie, że uczyli tego na studiach?

Jedenasta kroplówka kapie już wolniej, po kropelce, bo zauważyłem pierwsze obrzęki. Tata się  osotał  i zamówił na rano kiełbaskę. Cały dzień podsypiał po leku, który poprzedniej nocy dostał przeciw czkawce.

W poniedziałek jadę na klinikę z jego papierami. Muszę się do tego wystąpienia przygotować jak do egzaminu, jak do konferencji naukowej. Będę miał swoje pięć minut. Za pięć dwunasta. To znaczy o ósmej nad ranem, brrr…

Mama była dziś u hematologa w Katowicach, autobusem, z przyjaciółką. Nie mogłem jej zawieźć, bo tata był pod kroplówką. Wieści od hematologa nie są dobre. Zespół mielodysplastyczny, zagrożenie ostrą białaczką.

Boli mnie brzuch, ale tak w ogóle to się zmniejsza. Udało mi się powrócić do 89 kg. Ech, gdyby tak jeszcze wrócić do roku 89… Albo lepiej nie. Jeszcze raz przeżywać umieranie swych nadziei i ideałów?

blog

ostatnia nadzieja

Onkolodzy zupełnie mnie zawiedli. Zza ich płotu wyziera blaszany Jan Paweł II, w poczekalni wisi krzyż. Po zameldowaniu się w rejestracji musiałem tatę wieźć na wózku  po niemiłosiernie dziurawym podwórku do innego pawilonu, gdzie potraktowano nas całkiem serdecznie. Kiedy po dwu godzinach oczekiwania zostaliśmy przyjęci, pan ordynator (a jakże, też miły) właściwie wcale taty nie zbadał, nic konkretnego nie powiedział i zamówił karetkę na odwóz do domu. Zawsze miałem dziwne odczucia, ilekroć moi pacjenci leczyli się w bialskim szpitalu onkologicznym. Mam wrażenie, że oni tam leczą raka, nie pacjenta.

Z tatą jest źle. Nadal jestem przekonany, że można go uratować, jeśli ktoś wreszcie zajmie się tym, co dzieje się w pęcherzu. Bo w sumie nie wiadomo, co. Tata obrasta w papiery, badań robią co niemiara… i chyba nadal rozmijają się z sednem sprawy.

Znajomy lekarz poprosi swoich ludzi o przyjęcie taty do kliniki w Katowicach. Internistycznej na początek, bo w końcu tylko interna jako-tako widzi pacjenta całościowo. Oby się udało. O wiele za późno zdecydowałem się poprosić kogoś o wstawiennictwo. Nie zdawałem sobie sprawy, jak traktuje się starego… i chwilami nieznośnego człowieka, obciążonego śmiertelną chorobą.

Jestem gotowy na przyjęcie trudnej prawdy. Tylko niech ktoś wreszcie zada sobie trud zbadania sedna problemu mojego biednego taty…

Dyżur mam spokojny. Dana pewnie już śpi, wtulona w pluszową fokę.

Jutro zrobię tacie kolejne badanie krwi. I będę czekał na wiadomość, czy klinika go przyjmie. To nasza ostatnia szansa…

blog

miało być lepiej…

Tata odzyskiwał wagę, chęć do życia, trochę wolniej – siły. Jak przypuszczałem, miał dość głęboką anemię. Posłałem go do szpitala, lege artis  ze skierowaniem i zleceniem na przewóz od lekarza rodzinnego, który w drodze wyjątku udzielił mi audiencji w dniu przyjścia (no tak, gdzie indziej nima tak fajnie jak u nas…).

W ostatnim dniu krótkiego pobytu na urologii, czekając na odwóz do domu, dostał napadu epilepsji. Przerzut? Zrobili tomografię, chyba tylko po to, by z czystym sumieniem wyrzucić go do domu. Niby skierowany na neurologię, w końcu jednak nie został przyjęty.

W domu – splątany, zaburzenia ruchów i widzenia. Nawet Dana zauważyła. Wszyszy, tylko nie lekarz z oddziału neurologii.

Doktór ma dyżur, czyli odpoczywa od życia. Ładuje do swego nowego odtwarzacza mp3 wszelką muzę, której może zapragnąć. Od Międzynarodówki po Enyę. Poprzedni  empetrójkacz,  dar od kogoś bliskiego, który się jednak oddalił, wziął się i popsuł. Komputer go nie widzi i nie można zmienić jego zawartości. Miał tylko 1 GB pamięci, ale był poręczniejszy.

Muzyka nie pomaga, ale pociesza.  Kto to powiedział? Niezawodny dr Google pewnie wie…

Rano pobiorę tacie krew i spróbuję go skonsultować w poradni onkologicznej, którą tak konsekwentnie od ponad dwóch lat omijał. 

blog

małymi krokami

… do przodu? O ile nie pomyliły się kierunki.

Rozrusznik we Fieście wymieniłem, akumulator też. Powoli zapominam, że były problemy z uruchomieniem silnika. Są inne. Ale jeździ i to nieźle.

Tata ma apetyt, powoli odzyskuje siły. Bardzo powoli, aż się boję. Zrobię mu badania krwi. Kreatynina powinna być nadal niska, ale hemoglobina? Bo znów ma krwiomocz.

Łebsko doktora boli (na dyżurze). Myślał, że go pogryzły kleszczce. Chyba nie. A więc ciśnienie? Atmosferyczne czy ciśnienie życia? Oj ciśnie. Gorzej, niż ciasne buty. I nie ma gdzie złożyć reklamacji.

blog

nieśmiała nadzieja

Tata kilka dni po poprzedniej notce znów wylądował w szpitalu. Stan był dość ciężki, ale szybko się poprawiał. Pomogły mu kroplówki, które dostawał już w domu, ale chyba jeszcze bardziej – odetkanie cewki moczowej. Prawdopodobnie blokował ją oderwany kawałek guza z pęcherza. Kreatynina z prawie 8 mg/dl spadła do nieco ponad 2 (u zdrowego nie powinna przekraczać 1,2, ale poprzednio ordynator uznał, że poniżej 5 już nie zejdzie bez nowej nefrostomii).

Od prawie tygodnia tata jest w domu, znów siada na łóżku, odzyskuje apetyt i chęć do życia.

W tej chwili jest przy nim Dana, ja mam dyżur w przychodni. 

W najbliższych dniach muszę się wreszcie chwycić naprawy rozrusznika we Fieście.

blog

smutny Dzień Ojca

Dokładnie przed rokiem, 23 czerwca, zawiozłem tatę do szpitala. Był blady, osłabiony, ale chodził. Pętał się potem po szpitalach do końca lata, stopniowo tracąc zdrowie… nie tylko z powodu swej choroby.

Dziś cały dzień spędził w łóżku, w domu. Nie wstaje, nie siada, jest cichy, smutny, zgorzkniały, mówi o śmierci.  Może jutro spróbuję trochę pochodzić, dzisiaj jest już późno – powiedział po południu.

Co będzie za rok? Nie tylko z tatą… Nie o wszystkich swych dylematach chcę pisać na blogu.

… obudzić się, stwierdzić, że to wszytko był tylko zły sen… 

blog

usychający blog

… usychającego blogera.

Widywałem takie blogi. Teraz przyszło to na mnie?

To nie znużenie blogiem. No dobrze, też… Ale przede wszystkim znużenie życiem. Poczucie beznadziejności.

Blogowanie nic tu nie pomoże. No, gdyby blog był rzeczywiście anonimowy… Ale jedyne, co może pomóc – to zająć się własnym (?) życiem. W realnym świecie. Tu, w necie, możemy się kreować na kogo chcemy, wygrywać nasze wirtualne batalie. Tylko co z tego?

blog

wszyscy dokoła chorują

Mam nadzieję, że noc będzie spokojna, wczoraj mieliśmy wyjazd do pani, która zażywa leki regulujące ciśnienie tylko w razie jego wzrostu… Ale podziwiam formę – 86-letnia pacjentka z głowy podała swój PESEL…

Tata miał iść do domu w poniedziałek, ale dziś dowiaduję się, że wyrwał sobie (niechcący) dren z nerki i nie ma już ochoty na ponowny zabieg. Nie jest drażliwy jak ostatnio, więc pewnie nareszcie spadł mu poziom mocznika. I znów ma wpaść w mocznicę?

W środę byłem z mamą w poradni hematologicznej w Katowicach. Nie jest dobrze, pobrali szpik i kazali przyjechać za tydzień. I jeszcze do tego czasu zrobić badania krwi, u nich na miejscu. Mam tygodniowy maraton dyżurowy, więc musiałem poprosić o pomoc przyjaciół.

Dana jest w Czechach. Wreszcie zajęła się swoim zdrowiem. Po raz pierwszy ma normalne ciśnienie, ale czuje się słabo. Okazuje się, że podejrzewają u niej zwężenie tętnicy nerkowej – tak jak przypuszczałem.

Doktór jest w trakcie leczenia swoich zębów. Na kasę zdrowych, czyli swoją własną.

… a, kiedy wreszcie dadzą kopertę za maj? 

blog

facet w ciąży

Rano brutalna ekshumacja i odpalanie Fiesty z górki, po drodze namiastka śniadania. Fru na dyżur!

W przychodni spokój… do czasu. Przychodzi młoda pacjentka z karteczką: Postinor Duo, Escapelle.  Dla brata, ma jego kartę. Stanowczo proszę, aby przyszedł brat. Przyszedł i wyjaśnił, dla kogo ma być ten środek antykoncepcyjny typu  po wpadce.  Zaznaczam, że nie będę robić zbytecznych trudności.

Za chwilę pojawia się znerwicowany młodzieniec. Proszę go o dane partnerki, dzwoni do niej. Uspokajam, że dane są chronione tajemnicą lekarską. Uradowany chłopak bierze receptę i zmyka.

Nie dadzą spać w dyżurce! Inny młody człowiek przyszedł do szczepienia przeciw żółtaczce, ale skarży się na wysokie ciśnienie. Otwieram jego historię choroby i czytam…

2011.05.25 5ty miesiąc 2giej ciąży

No, nie ja to pisałem 😀  Sprawdziłem, wpis dotyczy tego pacjenta. 28-letniego faceta. Dostaje tabletkę, ciśnienie spada. Piszę receptę.

Znów nie było mi dane zdrzemnąć się w dyżurce. Dzwoni dziewczyna, której napisałem Escapelle: zwymiotowała. Radzę, by kupiła następną tabletkę. Przyjedzie po receptę.

Najmniej zdenerwowana z całej trójki, rozstajemy się w dobrej komitywie… Trochę pogadaliśmy sobie od serca. Jednak i ja ich potrzebuję. Pacjentów…