Czyli wczoraj. Tata już po nefrostomii, powoli odzyskuje siły (bardzo powoli…).
I nagle – okazuje się, że coś wyszło z sercem. Kardiomonitor, kabelki, drabinki po obu stronach łóżka. Idę do pokoju lekarskiego. Zawał. Niby lekki…
Pora wracać do mieszkania taty, zostawić auto, wziąć prowiant i rowerem na obstawę koncertu z okazji Dni Bielska-Białej. Oberwanie chmury. Czyli zmiana, czas nagli – z powrotem do auta.
Partita rozpoczyna, piosenki brzmią jak za starych, dobrych, gierkowskich czasów. Za to Izabella Trojanowska ma tyle głosu, co tatowe auto ognia. Szkoda, że stojąc z boku, nie widziałem Hanny Rek. Nawet dla mnie piosenkarka z lamusa, jej piosenki znam z płyty Przeboje lat 50., ale jak śpiewa! No i słyszę, że absolwentka AM. Tercet Egzotyczny ze swoją nieśmiertelną Pamelą w końcu podbija moje serce. Tyle lat śpiewają i przecież ładnie. Już więcej nie powiem: kicz.
Pod koniec koncertu znów ulewa… i elektryzująca wiadomość: ktoś spadł do koryta Białki! Oddycha, ale bez strażaków nie było szans go wyciągnąć. No, choć raz się przydali, bo wozy strażackie na obstawie koncertów uważam za zbyteczne. Karetki, te nasze, też. Po nieszczęśnika i tak przyjechało pogotowie.