blog

szalony piątek

Czyli wczoraj. Tata już po nefrostomii, powoli odzyskuje siły (bardzo powoli…).

I nagle – okazuje się, że  coś wyszło z sercem.  Kardiomonitor, kabelki, drabinki po obu stronach łóżka. Idę do pokoju lekarskiego. Zawał. Niby lekki…

Pora wracać do mieszkania taty, zostawić auto, wziąć prowiant i rowerem na obstawę koncertu z okazji Dni Bielska-Białej. Oberwanie chmury. Czyli zmiana, czas nagli – z powrotem do auta.

Partita rozpoczyna, piosenki brzmią jak za starych, dobrych, gierkowskich czasów. Za to Izabella Trojanowska ma tyle głosu, co tatowe auto ognia. Szkoda, że stojąc z boku, nie widziałem Hanny Rek. Nawet dla mnie piosenkarka z lamusa, jej piosenki znam z płyty  Przeboje lat 50., ale jak śpiewa! No i słyszę, że absolwentka AM. Tercet Egzotyczny ze swoją nieśmiertelną Pamelą w końcu podbija moje serce. Tyle lat śpiewają i przecież ładnie. Już więcej nie powiem: kicz.

Pod koniec koncertu znów ulewa… i elektryzująca wiadomość: ktoś spadł do koryta Białki! Oddycha, ale bez strażaków nie było szans go wyciągnąć. No, choć raz się przydali, bo wozy strażackie na obstawie koncertów uważam za zbyteczne. Karetki, te nasze, też. Po nieszczęśnika i tak przyjechało pogotowie.

blog

nefrostomia

… czyli odpływ moczu wprost z nerki. Taki zabieg może już jutro spróbują zrobić u taty.

A on jest pełny obaw, jak to będzie potem. Już jeden zabieg znacznie go  ożebraczył  (embolizacja) – przynajmniej tak uważamy, doktory oczywiście są zdania, że to rak i wiek. Z dnia na dzień?

Aby móc tatę z przekonaniem namawiać na zabieg, poprosiłem lekarza dyżurnego o dokładniejsze informacje o jego szczegółach. Łącznie spędziłem w szpitalu dobre 3 godziny.

Tata po mojej dwudniowej nieobecności był stęskniony, ale i splątany – oby to tylko był efekt zatrucia mocznikiem. Nie zjadł obiadu, bo czekał na mnie, chciał się podzielić. Nie pamięta, że w piątek go odwoziła na oddział Urszula.

Ordynator do roboty przychodzi nieraz po szóstej rano (poza tym jest mniej więcej normalny*…), więc pora do łóżka. Oczywiście z pełnym żołądkiem. Za to bez Dany.

*) i bardzo oddany swej pracy… 

blog

zatruwanie

Rano wymiana kół w Polonezie na letnie (póki do następnej zimy daleko). Potem do dentystki, po drodze, na poczcie – odbezpieczenie  mojego ukochanego Kombi, lata ma i wreszcie też orzeczenie o zabytkowości. Oj, powietrze mu ucieka… trzeba kupić pompkę, ale nie w Biedronce, ta nie napompowała Poloneza, akurat miała mieć swoją premierę.

Dentystka za friko to mi może zęba tylko wyrwać. Tego, co dziś truła. Gdybym wiedział, że za znieczulenie weźmie 20 złociszów, wolałbym cierpieć. A, kasy fiskalnej pani doktorka nima. Albo nie używa.

Zabieg u taty odłożony. On sam – zjeżony, wściekły na wszystko; chyba wynik mocznicy.  Więźniom w Oświęcimiu dawali lepsze żarcie.  W sukurs przybywa Urszula, odwiezie tatę z bufetu z powrotem na odddział. Bo ja muszę pędzić do roboty.

W rzęsistym deszczu idę do Poloneza, stoi daleko, bo przecie szpitala sponsorować nie będę.

Dyżur w przychodni, dopiero wieczorem rozpakowuję przesyłkę. Stary album o Żylinie. Ach, ludzie na ulicach, autobusy Škoda RTO (czechosłowacki oryginał licencyjnego Jelcza „ogórka”).

Rozmowa z Daną na Skype. Ech, życie nie jest łatwe. 

blog

ucieczka w góry

Na pół dnia. Zmęczyć ciało, by odprężyła się dusza.

Rano byłem u mamy w szpitalu, przyniosłem kwiaty. Zrezygnowana, słaba, choć do wszystkich się uśmiecha.

Do taty się nie dodzwoniłem, ale lekarz oddziałowy powiedział, że nic się złego nie dzieje.

Po dwunastej wyrwałem się w góry, na Trawny. Telefon się po drodze rozładował… i bardzo dobrze.

blog

lepiej nie będzie

Może być tylko gorzej  – powiedział lekarz urolog, kiedy przywiozłem tatę do szpitala.

Nowotwór jest nieoperacyjny, rozumie pan?

Rozumie, owszem. Ale przed tygodniem z tym samym nieoperacyjnym nowotworem tata całkiem znośnie żył.

Doktór przychodniany umie pisać recepty. Niektórzy inni świetnie potrafią gasić nadzieję.

Ale prawdę mówić trzeba.  Będzie tylko gorzej

… tylko z tatą? Albo z wszystkim w moim życiu? 

blog

doktór śe upił

Co innego mu zostało. Piwem marki Sarmackie. Śe piło i z Daną w Austryji.  Ja, es war einmal

Boże, dziękuję Ci, że pomyślałeś i o ateistach. Oni nie mają  opium dla ludu  w postaci religii. Mają  ankohol.

Pokojowego Nobla dla wynalazcy  ankoholu  proszę.

blog

nadal sił brak

… doktorowi. Nie chce się pisać, bo i o czym?

Dyżur na szczęście spokojny. Doktorowa mama niespodziewanie wylądowała w szpitalu, ale chyba będzie dobrze. Z mamą. Na razie.

Trzeba plan jakiś na jutro zrobić. No tak, mamę biedną na internie odwiedzić. A może też kupić nowe auto?

Mały chłopczyk. Jak go życie zaboli, to chce zabawkę. Najlepiej autko. Ale tata już mu nie kupi w drodze z pracy…

blog

doktór siły zbiera

Jak to kolekcjoner, stale coś musi zbierać. Najlepszą okazją do ładowania akumulatora  bywa dyżur. Zwykle można sobie posurfować i wyspać się. Doktór zaczyna lubić chodzenie do roboty.

Na pocieszenie Malucha doktór może sobie sprawi, drugiego. Właściciel niedawno umarł, autko już miało iść na złom. Stara wersja, z wąskim „zegarem”. Tata miał kiedyś sześćsetkę, z metalowymi zderzakami. I młody był, pełny sił…  To se nevrátí

Tato… 

blog

spacer w słońcu

Dana rozpromieniła się, wychodząc od lekarza specjalisty. Do mojego dyżuru zostało ładnych parę godzin, więc postanowiliśmy wyskoczyć na zakupy do komisu w Hawierzowie na Zaolziu.

Po wyjściu z autobusu szliśmy, trzymając się za ręce, szerokimi alejami tego socjalistycznego miasta. Wokół nas – kwitnące drzewa, skąpane w słońcu. Dana nie mogła sobie przypomnieć, gdzie znajduje się komis, który kiedyś odkryła, więc przeszliśmy całe miasto na przełaj.

Okazało się, że komis, który znam ja, to nie ten sam. W końcu znaleźliśmy i ten drugi. Dana wyszukała w nim śliczną porcelanę, ale nie mieliśmy tyle pieniędzy. Ostatecznie zamiast deski do prasowania kupiliśmy (pół)wiekowy rower*) i pospieszyliśmy na stację.

*) Favorit, jeszcze z dźwigniową przerzutką przednią 

Na ostatniej platformie ekspresu, jadącego na Słowację, popijaliśmy wodę mineralną, a konduktor, który nas strofował na peronie, zachwycał się naszym nabytkiem i podarował nam opłatę bagażową.

Tego dnia cały świat się do nas uśmiechał, a my do niego. I do siebie.

Niech tak zostanie.