blog

słońce i chmury

Taki był dzisiejszy dzień – dosłownie i w przenośni.

Mieliśmy z Daną iść na krótki  vandr,  ale rozbolała ją noga. Po obiedzie wyskoczyliśmy z tatą na krótką przejażdżkę autem – najpierw na widokowy pagórek za miastem, potem do marketu.

Weszliśmy i do sklepu zoologicznego – co gdyby kupić tacie kanarka, żeby mu nie było smutno, kiedy zostaje sam? Bo to ptaszek i miły, i niekłopotliwy w „obsłudze”. No, zastanowimy się.

Tata jest znów jakiś słaby. Mama ma zapalenie płuc, dałem jej antybiotyk.

Może jutro wyskoczymy z Daną do przyrody.

W poniedziałek kolejny  dyżur. 

blog

rozstanie?

Dana powiedziała, że ma już dość  tego wszystkiego:  narzekań taty i pracy przy nim, moich humorów…

Tacie musiałem po raz drugi zmienić cewnik. Pościel suszy się na balkonie.

Danę, na jej zdecydowaną prośbę, odwiozłem na dworzec. Zamiast do kasy biletowej, poszliśmy na piwo.

Jakżeś niestała w niekochaniu –  zanuciłem piosenkę Seweryna Krajewskiego*)… 

*) słowa Agnieszki Osieckiej 

blog

zatkany cewnik

zmusił mnie do wieczornego wyskoku do taty. Urwałem się z dyżuru, naszą Fiestą, która mimo naładowania akumulatora i napięcia paska klinowego nadal zapala tylko z górki.

W przychodni spokój, zleciłem zaległe przelewy. Niestety również na wieniec dla kolegi, który zabił się na motorze. Nie znałem go, ale należał do paczki, z którą byliśmy na zlocie miłośników marki FSO…

blog

przeholowaliśmy

… naszą nieszczęsną Fiestę przy pomocy Poloneza.

Po interwencji Straży Miejskiej Dana musiała odjechać, ale auto nie zapaliło nawet z górki i w efekcie utknęło w dość głupim miejscu. Akumulator był dziś tak wyładowany, że nie udało się nam zapalić na pych.

Dana miała do mnie żal, że tak szczegółowo ją instruuję na temat holowania (przekręcić kluczyk, przygotować się na twardy pedał hamulca…), ale potem pochwaliła mój sposób jazdy. Przecież wiem, że holowany ma trudniejsze zadanie.

Jeszcze raz się okazało, że w opałach umiemy działać ręka w rękę.

Na miejscu, gdzie ukarano nas blokadą, znów wszyscy parkują i nic się nie dzieje. Straż Miejska widać ma powyżej uszu domniemanego emeryta – skarżypyty… 

blog

na czerwonym świetle

… przejechał doktór rano dwa skrzyżowania. Obiecał Tadeuszowi wcześniejsze przejęcie pałeczki, po czym źle nastawił budzik.

W przychodni warczał na pacjentów, bo bez śniadania i w nerwach.

Wczorajszy dzień był straszny.

Dziś się pochwalili, że zabili Bin Ladena. Oni, najwięksi terroryści świata. Wielkie złodzieje małe wieszą.

Jak się zemścić na Straży Miejskiej? Na razie doktór jest zbyt zmęczony i zbyt zajęty poważniejszymi problemami.

Jutro, z okazji Święta Konstytucji, zmienia doktór konstytucję swego Poloneza na letnią. O ile czasu zostanie, bo trzeba coś zrobić, by w domu działała ciepła woda. Po ostatnich doktorowych pracach brud z rur coś przytkał.

Spać, spać, spać… 

blog

same kłopoty

Blokada Straży Miejskiej na kole Fiesty to niestety jeden z mniejszych.

Napiszesz o tym na tym swoim blogu?

Nie. Nie mam siły. 

To po co ten blog?

Przestaje pełnić swoją rolę. Nie jest powiernikiem. I tutaj trzeba się pilnować.

blog

na zlot

marki FSO udaje się doktór. Wcześniej wirtualnie wypełnił PIT-y sobie i rodzicielce. Łatwo się mówi: najpierw trza było znaleźć PIT z roboty. Ten doktorowi wprawdzie skopiowali, ale dopiero w domu doktór stwierdził, że tylko pierwszą stronę. Wszystkie potrzebne dane były na drugiej… Doktór wielkim głosem wołał na pomoc panią Q, doktorowa rodzicielka – świętego Antoniego, więc nie jest pewne, kto ostatecznie pomógł odnaleźć oryginał pisma.

Jutro doktór ma urodziny… ale od paru lat jakoś woli to święto obchodzić… bokiem.

blog

kres wytrzymałości

Ostatnie dni były dla mnie i Dany dość ciężką próbą. Nasze wspólne zamieszkiwanie z moim tatą doprowadziło nas na kres wytrzymałości.

Tata fizycznie czuje się coraz lepiej, odzyskuje siły, dobrze wygląda, ma apetyt. Niestety, ktoś w rodzinie zaczął siać intrygi. Palcem przy tacie nie kiwnie, ale wyrzuca mi, że niekiedy gdzieś się na cały dzień urwę. A tata na tyle się pozbierał, że może sobie sam zrobić zakupy w pobliskim sklepiku, ugotować skromny obiad. Od jesieni cieszył się na lato na swej ojcowiźnie, jak co roku miewał w zwyczaju. I nagle nigdzie nie chce się ruszyć, nie weźmie sobie jedzenia…