Niektórzy może lubią. Tata namówił nas na wyjazd do Oszołoma i Le Ruły. No dobrze, pojechaliśmy tym jego Cinquecentem, po raz pierwszy ja za kierownicą. Złoty Polonez, złoty Maluch. Toto w ogóle nie jedzie. Taki egzemplarz?
Najpierw poszliśmy z Daną do apteki i spytaliśmy o cenę Escapelle. Nie, za drogo. Może jakoś się nam upiecze.
Tata kupił mi dwie pary butów (tak je zabezpieczają, że praktycznie nie da się przymierzyć…), ja sobie – ładowarkę z paluszkami, kartę do aparatu. Coś tam do kuchni (w szczególności duże salaterki do kompletu z małymi, które raz upolowałem w pobliskim sklepiku Społem).
No i uciekł nam cały dzień. Wieczorem, zamiast planowanego wypadu do lumpeksu, poszliśmy na spacer do centrum (zabytkowego, nie handlowego…).
Martwi mnie narastająca drażliwość taty i jego smaki-niesmaki. Czyżby znów narastał mocznik? Dana go dobrze karmiła, miał apetyt i zapomniał o diecie.