Deszczowa karuzela
Dalej pada? Zamiast wyjrzeć za okno, spoglądam na ekran komputera: od Austrii przez Bramę Morawską suną deszczowe chmury, kręcąc swoisty młynek. I tak od paru dni, ciągle siąpi, do tego zimno. Nie tracę nadziei, że na weekend nareszcie się rozpogodzi i pojedziemy w ulubione strony. Jak na razie, końca pluchy nie widać, a prognozy lubią się w ostatniej chwili zmieniać. Te polityczne również, bo tuż przed wyborami zrobiło się wyjątkowo burzowo.
Skupmy się na pogodzie. Choć akurat kurczę się z zimna, nie śmieję się z globalnego ocieplenia. Jeśli dokładnie się wczytać w prace na jego temat, okaże się, że częste anomalie pogodowe, nawet w postaci raptownego ochłodzenia, wpisują się w obraz tych zmian. Ale czy spowodował je człowiek? Nie przesądzam. Od dziecka byłem uczony oszczędności i szacunku dla przyrody, choć wówczas nie zapowiadano jeszcze zmian klimatu. Tak czy owak, oszczędzam energię, choćby przy robieniu herbaty. Najwygodniejszy jest czajnik elektryczny. Pierwszy kupiłem, kiedy jeszcze nie były ani tak tanie, ani tak powszechne. Co więcej, wyprodukowano go w Europie, a w Cieszynie nie było ani supermarketu, ani nawet dyskontu. Słowem: prehistoria, choć granice były już otwarte. Duński bodaj czajnik z Czeskiego Cieszyna służył ładnych parę lat, aż w końcu przepaliła się grzałka. Długo trwało, zanim zdobyłem inny, w którym można zagotować wody na jedną jedyną herbatę. Prawie wszystkie wymagają gotowania co najmniej pół litra. Herbatka we dwoje? Nie zawsze jest okazja, więc reszta wrzątku na darmo stygnie, aż lodowce w Alpach topnieją. Unia ograniczyła moc odkurzaczy, zakazała żarówek, a tu takie marnotrawstwo prądu. Ale to rynek sam powinien wymusić produkcję małych czajników, widocznie ludzie ich nie chcą, choć litr powinien z nawiązką wystarczyć
Kiedy piszę te słowa (marząc o kolejnej herbacie), zaczynają obowiązywać niższe, unijne ceny rozmów do innych krajów. Były niezdrowo wysokie, zwłaszcza po zniesieniu opłat roamingowych: aby taniej dzwonić do Europy, warto było wchodzić w roaming, niegdyś tak drogi. W Cieszynie zwykle się to udawało. Teraz można prościej, choć nadal mamy taniej, logując się do czeskiej sieci. Niemniej mówię: dziękuję, Unio. A deszczu – stop.
Dla „Dziennika Zachodniego”



