… to był dzisiejszy mój zamiar – i udał się.
Wstałem późno i do tego lewą nogą, co stwierdził sam tata. Naturalnie od razu zacząłem odczuwać presję czasu: chciałem wyjechać zaraz po wczesnym obiedzie, myśląc o pakowaniu się na wyjazd z Daną.
Po drugiej herbacie zacząłem jako tako funkcjonować i spokojnie zapytałem, czemu tata tak się obawia tej kąpieli. Boję się, że będziesz krzyczeć, a dzisiaj się spieszysz. Zrobiło mi się przykro. Biedny tata, boi się mnie…
Napuściłem wodę do wanny i przekonałem tatę do kąpieli. Poszło nam to łatwiej, niż się obaj spodziewaliśmy. Ta kąpiel miała pod każdym względem oczyszczającą moc. Wychodząc z wanny (z moją pomocą, ale już o wiele łatwiej), tata mnie delikatnie ucałował. To u niego nieczęsty gest.
Na obiad ugotowałem grochówkę z torebki, z moją kucharską specjalnością: grzankami. Tata za nimi przepada…
No i wreszcie pora się pakować. Wyruszam trzy godziny później, niż planowałem. Po drodze długo szukam adresu, gdzie mam odebrać zakup z Allegro. Do mamy przybywam prawie po ciemku. I od razu scysja, nie podoba się jej mój wyjazd na spotkanie z Daną. Puszczają mi nerwy i wypowiadam o kilka słów za dużo. Po prostu – trudno mi się opanować, kiedy zostaję zaatakowany po przyjściu do domu. To akurat moment, kiedy chcę się wreszcie odprężyć.
Trwa pakowanie. Szkopuł: ulubiony, rozlatujący się chlebak został chyba w mieszkaniu taty. Tutaj, u mamy, wielu rzeczy nie mogę znaleźć, bo w ostatnich miesiącach wpadałem tylko jak po ogień. Wiele rzeczy zaniedbałem, opiekując się tatą. Ale nie żałuję: tata żyje, odzyskuje siły i chęć do życia.
Wczoraj sowicie doładowałem polski numer. Do taty będę dzwonić z roamingu, wychodzi taniej niż z czeskiej karty. A będę telefonować często…