… albo dzięki Bogu już środa – a właściwie prawie czwartek.
Kaloryfery w dyżurce i okolicach zaczęły grzać. Ale i tak mój organizm zdołał się uporać z kiełkującą infekcją. Co się nie udało: wyjazd na koronarografię. Liczyłem na to, że Szef mnie zastąpi… ale akurat wybył. No trudno; zresztą powiem wprost: z ulgą odłożyłem sprawę na luźniejszą porę. I nie jestem przekonany, że badanie jest potrzebne mamie natychmiast. Mniejsza jednak o to, rozstrzygnie kardiolog. Mama była trochę zawiedziona. Nie wie, pewnie się jednak domysla, że do taty jeżdżę (a do niej nie mogłem). Owszem, ale tata beze mnie na dłuższą metę sobie nie poradzi. I mogę wyskakiwać do niego w bardziej dogodnej porze.
Dzisiaj – tak twierdzi – odgrzał resztę kurczaka w mikrofalówce. Dobrze, że kupiłem prostą w obsłudze kuchenkę. Nie liczyłem jednak, że tata tak szybko ją zaakceptuje i odważy się sam z niej skorzystać.
Pacjentów znów miałem sporo, papierów – oczywiście – jeszcze więcej. Po południu pani Klaudia, najpierw prosiła o wizytę domową u swoich dzieciaków, potem ją odwołała i przywiozła całą gromadkę. I, rozpromieniona, wali do mnie. O ile wiem, przyjmuje teraz pediatra – próbuję się bronić. Podobno (wierzę, widziałem) okrutna kolejka, ale pani Klaudia po prostu mnie lubi, jej dzieciaki chyba też. Aż mi głupio, że zawsze się przed wszelkim drobiazgiem tak bronię.
Potem równie miła kobieta, ale dość trudny przypadek. W poniedziałek poprosiła o wizytę domową, od tygodnia objawy solidnej grypy, brak efektu po antybiotyku (nie ja go zapisałem – w grypie?!). Trochę ją wtedy ofuknąłem, że sama nie przyjedzie do przychodni. Podczas samej wizty stwierdziłem, już neutralnym tonem, że to po prostu zwykła grypa. Dziś przyszła wymizerowana, patrząca na mnie jak zbity pies, spocona, wargi wyschnięte; tłumaczy, że nie udaje. I nie wiem, po co mówi, że nie jest jeszcze taka stara, ma 34 lata. Pełna dziewczęcego uroku, zdaje się, że świeżo upieczona mężatka, wygląda na 25. Wysyła mi sygnał, typowo kobiecy: daj już spokój, popatrz jaka jestem bezbronna. Zrobiła sobie badanie moczu, wynik nie jest ani dobry, ani zły, ale daję jej lekarstwo pod tym kątem. Na początku miała niewątpliwie grypę, teraz?
Obawiam się, że jeszcze do mnie wróci.