blog

znów zaskoczenie

Zdobyłem się na odwagę i porozmawiałem z lekarką o tacie. Żona kolegi (on – chirurg, kolarz, ona – podwójna ordynatorska córa, sama już jest zastępcą ordynatora), nadal miła… ale wyczuwam jakiś dystans. Rozmawia ze mną przy drzwiach pokoju lekarskiego, jakby mi dawała do zrozumienia, że mam się wycofać na korytarz. I czego się dowiedziałem? Jest szansa, że tata będzie funkcjonował bez dializ. Szansa, nie pewność. Przecież wiem, sam jestem lekarzem… A dziwne zachowania taty? No, może mu się pogłębiła miażdżyca – pod wpływem mocznicy. Pytam o możliwość skierowania na rehabilitację ruchową, podkreślam, że przed zabiegiem normalnie chodził. No tak, ale terminy są chyba na rok 2012.  Na oddziale. A sanatoria? To akurat wiem, ponad rok czekania. No bo wszystkie stare zgredy robią sobie półdarmowe wczasy. Dla naprawdę chorych nie ma miejsca.

Tata zły na mnie, bo chciał komuś dać 50 złotych, a ja spytałem: za co? I nie mam już gotówki, wszystko co zostało z jego emerytury (150 zł), wpłaciłem na swoje konto, bo wypłaty za listopad jeszcze nie dostałem, a mam na Allegro parę zaległych płatności.

Jutro ma przyjechać Dana. Obym miał wolny weekend.

blog

z poślizgiem

… dojechałem do domu, na świeżo kupionym rowerze. Godzina spóźnienia, głównie z powodu śliskiej drogi lokalnej, która jest częścią mojej trasy rowerowej z Ostrawy. Rower używany, za grosze, po przeróbce. Pierwszy raz jechałem po śniegu na tak wąskich oponach, konkretnie tylnej. Od biedy się da. Ale zmiana biegów przy pomocy obrotowej rękojeści jak na razie nie przypadła mi do gustu. Nigdy wcześniej nie jechałem na takim rowerze… i po cichu zazdrościłem posiadaczom tego typu manetek. No nic, trudno oceniać manetki, jeśli przerzutki są rozregulowane. A wartość roweru spoczywa w jego ramie z widelcem (Favorit), skórzanym siodle i górskiej fajce kierownicy.

Nieźle zmarzłem pod koniec jazdy. Zawsze w zimie bardziej mi w jeździe na rowerze przeszkadzało zimno, niż śliskość. Marzną dłonie i stopy.

Tata w szpitalu znów mówił trochę od rzeczy. Znów nie chciał zażyć lekarstw, kłócił się ze mną.

W wyborach oddałem głos na kandydata, który wydawał mi się mniej zły. Niech żyje demokracja.

blog

zamrożenie

Po prostu zimno – w domu, choć na zewnątrz mróz trochę dziś popuścił.

U taty – zamrożenie postępu zdrowienia, czy raczej regresja o jeden dzień. Sam już nie wiem, czego oczekiwać.

Jestem zmęczony. I zmarznięty.

blog

sukces zastępczy

No, nie tylko. Tata czuje się wyraźnie lepiej. Dziś zjadł prawie całe śniadanie, półtorej bułki z dżemem. Wiele nie pogadaliśmy, bo brali go na dializę. Wyraźnie był niezadowolony, że chcę mówić z lekarzami.

Uruchomiłem program zastępczy. Zaszedłem do sklepu instalatorskiego i spytałem, czy mogę zwrócić baterię, która niezbyt mi pasuje. Zgodzili się, więc musiałem po nią iść do domu. W drodze powrotnej kupiłem słowacką o innych wymiarach. Z początku nie budziła mojego zaufania firma SAM Trading, ale rozszyfrowałem: Slovenská armatúrka Myjava. Producent znany od dziesięcioleci. I niezła nazwa miasteczka, w którym taki zakład działa. Nawiasem mówiąc, okolice też ciekawe.

… i zaraz ją zamontowałem. Bałem się, że znów coś może nie grać i trzeba będzie znowu zwracać. Nie, pasuje. I jest bardzo ładna.

blog

zaburzenia odpływu

Wczoraj już niemal zasypiałem, kiedy zwrócił moją uwagę pluskot, dochodzący z łazienki. Woda ze spłuczki leje się na posadzkę! Chyba zawiesił się pływak zaworu napełniającego, ale dlaczego nie zadziałała rurka przelewowa? Pewnie za długa. Wycieram kałużę, sprawdzam zawór, spać.

Rano odkrywam przyczynę: rurka przelewowa jest prawie zatkana jakimiś elementami metalowymi, które pewnie miały dociążyć nieszczelny zawór wypływowy. A już chciałem rurkę skracać. No, lekkie skrócenie chyba się przyda, ale z innego względu – by prąd wylewającej się wody utrzymywał zawór wypływowy w pozycji otwartej.

Zrobiło mi się smutno. Trochę tak wygląda leczenie taty. Skoki, zrywy, pospieszne i nie do końca przemyślane działania, które zostawiają nieodwracalne skutki i ograniczają pole manewru przy kolejnych próbach leczenia.

U taty nie wykonano dziś wkłucia do nerki. Że nie bardzo się dało, spróbują jeszcze raz w połowie przyszłego tygodnia, ale mam się przygotować na to, że tata będzie wymagał stałej opieki i dializ do końca życia. Dobrze mi znana, sympatyczna lekarka, dziś rozmawia ze mną jakoś inaczej. Mam wrażenie, że nie wszystko chce mi powiedzieć.

Tata spokojny, trochę splątany, smutny. Chyba dręczą go złe przeczucia.

Mnie też. Jutro poproszę lekarzy o więcej informacji o przebiegu leczenia.

blog

nadzieja dla taty

Dziś wieczorem, będąc u taty w szpitalu, przypadkowo widziałem się z lekarką. Miałem jutro iść do ordynatora, by spytać o przebieg leczenia i dalsze perspektywy dla taty.

Dziś przyszedł wynik posiewu: dość paskudna bakteria, ale jest na nią antybiotyk. A jutro ma być zrobione nakłucie nerki. Potem się okaże, czy po udrożnieniu odpływu zdoła zapewnić dostateczne oczyszczanie krwi, by tata mógł żyć bez dializ.

Mam nadzieję, że zabieg się uda. Tata mnie dziś uścisnął, gdy pochylałem się nad nim.

blog

dializa i przeszczep

Tata był dziś bardzo słaby, smutny. Może to tylko wynik osłabienia biegunką? Nad ranem będzie miał kolejną dializę. Zobaczymy.

Jego synalek wieczorem udał się do piwnicy, by pobrać materiał do przeszczepu. Dawcą była spłuczka klozetowa, przyniesiona z jakiegoś śmietnika, by… stać się pojemnikiem bagażowym do roweru. Na bok bagażnika tylnego. Projekt jak dotąd czeka na grant z EU lub chwilkę wolnego czasu autora…

… a na razie wnętrzności pozwoliły prowizorycznie naprawić spłuczkę przy WC. Niestety, nie jest to ten sam typ, ale od biedy działa, a przy okazji wmontowane części się przerobi. Chyba wystarczy skrócić jedną z rurek.

P.S. Ktoś spyta, po co naprawiać starą spłuczkę? Jest bardzo ładna, a wymiana na nową wymaga wiercenia w ścianie, dopasowywania rury spustowej. No i nie wierzę, by nowa spłuczka wytrzymała ponad 35 lat eksploatacji.

blog

jednak do przodu

Tatę zastałem siedzącego na łóżku. I nie mówił od rzeczy. Bardzo osłabiony, ale wygląda na to, że się zbiera. Zjadł śniadanie. Lody oczywiście też zamówił.

Potem wyprawiłem się do sklepów. Bateria kuchenna, zakupiona na Allegro za 3 złote, jest do niczego. Nietypowe głowice, brakującej wylewki nie dokupię. No to kupuję baterię polską, choć zagraniczne są tańsze.

Po obiedzie – znów do taty, ale jest na dializie. Akurat przechodził ordynator, pytam, czy nie warto poprosić o neurologa. Na razie traktujemy to jako psychozę mocznicową – oczywiście ma satysfakcję, że mnie zgasił. No nic, niech sobie gada. Byle tatę leczył najlepiej jak potrafi.

No to do dzieła – hydraulicznego. Największy francuz, churwy i wuje, stękanie, olej rowerowy (WD 40 se poszło na spacer)… odkręcam mimośrody starej baterii. Odwrotne mocowanie, gwinty na baterii. Mierzę rozstaw rur… nie 11 jak mi się zdawało, a 12 cm. To może zwykłe mimośrody wystarczą? Bo tych bardzo zboczonych nie znalazłem. W Nowym Targu je dopadłem, tam je mają dla Słowaków, bo w Czechosłowacji zwyczajowo jest rozstaw 10 cm, więc jest co kompensować przy zakupie polskiej baterii. Niestety, kilku milimetrów brakuje. I co robić?? Stara bateria zdemontowana, nowej nie mogę założyć. No nic, wkręcam z powrotem stare mimośrody, zakładam zdezelowaną, nietypową baterię, którą kupił tata, kiedy miałem roczek i rodzice remontowali mieszkanie. Zamiast poczciwej baterii z krakowskiej Armatury, wybrał jugosłowiańskie cudo. Po kilkunastu latach zużyły się głowice, a ja byłem już na tyle duży, że zacząłem kombinować. Dopiero w tym roku zrozumiałem, dlaczego tak źle w tej baterii działają normalne głowice: jest głębsza. Uszczelka dosiada 5 mm dalej, niż normalnie.

Mróz idzie, więc wyprawiłem się do Fiesty, którą latem poiliśmy wodą. Zagadkowo jej ubyło, w sumie dobrze. Płynu weszło ze dwa litry, uruchamiam silnik. Rozrusznik się zastanawia, czy warto, w końcu jednak zapala. Węże robią się po chwili ciepłe, ale chłodnica jest lodowata. Zamarzła? Po dobrym kwadransie i ona jest ciepła. Gaszę silnik, odłączam akumulator.

Idę do domu zatankować piwo malinowe.

blog

jak pijany

… zachowywał się tata, kiedy go odwiedziłem w szpitalu. Widać, że fizycznie wraca do sił: po transfuzji odzyskał kolory, nie jest już tak odwodniony. Dziś wieczorem maił mieć kolejną dializę.

Czy przejawy dziwnego zachowania ustąpią wraz z mocznicą? Pojawiły się tuż przed hospitalizacją, kiedy praktycznie przestał przyjmować płyny.

Chyba poproszę o konsultację neurologiczną.

A doktór se wypił biedronkowego piwa malinowego i jest misiowaty.

blog

lody zamiast obiadu

Taki był dzisiejszy jadłospis taty w szpitalu. Kiedy spytał o lody, nie byłem pewien, czy myśli to serio. Dostawał właśnie transfuzję krwi. Pierwsze lody skwitował, że są wodne, zjedliśmy je razem, potem skoczyłem po prawdziwe owocowe do Biedronki.

Na jutro tata poprosił o zupę mleczną. Mama się krzywiła, ale w końcu posłała mnie do sklepu po mleko. Smutno mi, że relacje między rodzicami tak wyglądają.

Dana zapragnęła pójść na studia. Na psychologię do Czeskich Budziejowic. Myślę, że to fantastyczny pomysł.