blog

tata rozrabia

… w szpitalu. Może to tylko przejaw mocznicy. Mam nadzieję.

Rano poszedłem go odwiedzić, a tu miła niespodzianka. Przemiła lekarka, żona mojego dobrego kolegi. Bardzo przejęta problemem taty, zanotowała sobie kilka informacji. Ogoliłem tatę, przyniosłem mu gazetę. Pożegnaliśmy się. A teraz wypocznij, bo bardzo się postarzałeś w ostatnich tygodniach – zastanowiło mnie to zdanie. Czyżby ktoś mu powiedział, jak dramatyczna była nasza sytuacja?

Pojechałem do mieszkania taty. Trochę posprzątać, zabrać część swoich rzeczy. Gdzie właściwie jest mój dom? Bo czuję, że polubiłem ten stopniowo zagracający się pokoik…

Wieczorem jestem na zakupach w TESCO. Wychodzę, wsiadam do auta, coś mnie tknęło, by popatrzeć na ekran telefonu. Nieodebrana rozmowa od mamy! Co się stało??? Coś z tatą? Ano, dzwonił, że chce, abym zaraz przyjechał.

Po drodze wpadam do przychodni po plecak, który podarował mi pan Jarek, nasz masażysta. Przy okazji dzwonię do szpitala. Czy coś się dzieje z tatą? Nic nie zgłszał. Ale wiedzą, że oczekuje mojego przyjazdu.

Jest pobudzony, na boku łóżka ma drabinkę. Poirytowany, chce mi coś powiedzieć, ale nie znajduje słów. Proszę go, by dał spokój, jest godzina 22, jutro pogadamy.

Zauważam, że ma cewnik, a w worku jest krwisty mocz. To, czego się tak obawiał.

Boję się, co będzie dalej.

blog

tata w szpitalu!

Kto nie czyta regularnie tego blogu, może się wystraszyć. Pewnie ojciec jakiejś blogującej nastolatki miał wypadek, dostał zawału…

To nie jest blog nastolatki, ale starego ramola made in PRL (który sam mógłby być ojcem takiej nastolatki, gdyby w porę się do tego zabrał).

I to jest WSPANIAŁA nowina.

Tuliłem tatę, prosząc, by się zgodził na leczenie szpitalne. Czy chciałbyś patrzeć, jak ja umieram? Poczułem, że tata się zawahał. Pobiegłem do swojego pokoju i zadzwoniłem do znajomego ratownika medycznego, który ma własną karetkę.

Tata trafił wprost na dializy, bo kreatyniny miał 8. Zdradziłeś mnie – nie tato, tego nie słyszałem.

blog

po łyżeczce

… poiłem tatę herbatą – i w tym czasie minęła północ. Nie zdążyłem się wpisać z wczorajszą datą.

Ech, jakie to ma znaczenie? Z tatą jest źle. Może w końcu da się namówić na szpital. Rano mam zadzwonić do lekarki z hospicjum.

Odebrałem Fiestę z naprawy. W samą porę, bo Polonez coraz słabiej jeździ. Ciekawe, co mu dolega. Obstawiam gaźnik, ale tym pojazdem to już się zajmę osobiście. Na wiosnę chyba.

Teraz muszę ratować tatę. Dziś rano zastałem go siedzącego w fotelu. Bez sensu w kółko mi tłumaczył, dlaczego nie mógł odebrać rozmowy. Nie wiedział, że nie ma pampersa.

blog

wyczerpanie

Dopadło i tatę, i mnie. Jestem wycieńczony bezsilnym przyglądaniem się, jak traci siły. Nic nie zjadł, pomogłem mu się położyć z powrotem do łóżka i pojechałem do przychodni. Wieczorem, jak się umawialiśmy, zadzwoniłem. Nie odbierał! A telefon sam mu wkładałem do kieszeni… Już raz się zdarzyła podobna historia, najtwardszy sen ma chyba w ciągu dnia… ale i tak jestem pełen niepokoju. Gdyby nie poprzedni raz, natychmiast bym do niego jechał.

Rano miałem jechać do domu i wrócić do taty po obiedzie. Jeśli znów się nie dodzwonię, muszę jechać do niego zaraz.

Laptop w robocie przestał wariować, kiedy wyrzuciłem z przeglądarki jedną ze stron. Całkiem niewinną, nowy indeks leków. Opera pochłaniała prawie całą moc dwugigowego procesora i półtora gigabajta pamięci.

Che Guevara never used Windows.

blog

cieniutko

… działał mi dziś internet, do tego stopnia, że nie zdołałem się wpisać z aktualną datą. Mimo odciążenia procesora – bo wywaliłem z autostartu Find Fast, zaś połączenie GSM skonfigurowałem bez programu Mobile Partner. Czasami procesor nawet zwalnia poniżej 100%… Ale modem co chwilę znika i jest na nowo wykrywany z radosną nowiną  to urządzenie może działać szybciej.  A, trzeba ten napis skopiować na tył mojego Poloneza, póki mu nie wyczyszczę gaźnika…

No to sobie kupiłem kartę PCMCIA – kontroler USB 2.0. I dwa podobne na PCI do moich blaszanek w domu. Zasilacz samochodowy do lapa…

Z tatą cienko. Nie znalazłem możliwości wykonania USG w domu, za to – ogłoszenie sprzed roku, na temat  podaruję dwie fretki.  Tzw. pozycjonowanie stron (czyli oszukiwnie wyszukiwarek) powinno być karane. Nie tylko wtedy, kiedy odzewem na  kutasa była stronka pana prezydenta…

Za oknem pada deszcz. Jutro dyżur, to popytam o USG.

blog

w samą porę

… wchodzę na blog, by wpisać się z dzisiejszą datą.

Komputer znów daje w skórę, konkretnie modem czy jego program. Od czasu, kiedy próbowałem dołożyć pamięci i sprawdzić, czy BIOS rozpozna większy dysk (nie, tylko do 8,4 GB). Albo instalacja nowych programów coś popsuła? Tak, jak w medycynie, należy sobie zadać pytanie: jakie zmiany nastąpiły tuż przed powstaniem problemu? Bo to może być klucz do jego rozwiązania. Skorelowane w czasie zdarzenia mogą być w związku przyczynowym. Nie muszą, o czym nieraz zapominają laicy. Nie tylko oni…

W samą porę wyskoczyłem też na pół dnia w góry, bo jutro ma być gorsza pogoda. Odpaliłem Poloneza, zajechłem nim do Kóz. Po drodze na Hrobaczą Łąkę odkryłem urokliwe miejsce – wyrobiska dawnego kamieniołomu. Danie na pewno się spodoba, trochę przypomina jej ulubioną Amerikę koło Karlštejna – skalny kanion o podobnej genezie, kultowe miejsce czeskich trampów.

blog

na pełne obroty

… biega procesor tego kilkunastoletniego laptopa, bo 266 MHz to mało dla Windows XP (wg Microsoftu minimum – to 233). RAM-u ma dość, poprzedni miał niewiele mniej i znacznie szybszy procesor, ale jednak stale się zawieszał czy zastanawiał.

Cały dzień instalowałem programy, pierwotny dysk z systemem Windows 2000 wyjąłem. Mimo mniej obciążającego systemu pracował gorzej, pewnie modem GSM nie był projektowany do tak starych Wokien.

Tata… chyba dziś miał kryzys. Ale zjadł cały talerz zupy z makaronem. Była dziwnie słona, ale to dobrze, ma mało sodu; prosił o paluszki słone, ale nie dostałem takich, jakie chciał.

Jestem zmęczony i głodny, rozbolała mnie głowa; idę do kuchni. Tata śpi.

blog

stawanie na nogi

… i na koła.

Jakoś się pozbierałem po wczorajszym. Tatę muszę poddać badaniom. Utwierdził mnie w tym postanowieniu pewien ginekolog, od którego kupiłem na Allegro niemiecki pierwowzór kultowego MK2500 – pierwszego naprawdę udanego radiomagnetofonu Unitry. Zadzwonił, by spytać, czy przesyłka dotarła.

Po drodze do domu kupiłem do Fiesty przedni zderzak i zawiozłem go do mojego blacharza. Fiesta, jak się okazało, w międzyczasie dostała nową miskę olejową, w starej była po prostu dziura. Nie trzeba wymieniać uszczelnień samego silnika. Ale i tak to był cały dzień pracy pod autem – powiedział blacharz… czyżby mnie przygotowywał na wysoki rachunek? Bo w sumie samej blacharki się nie chwycił, że jeszcze ten przegląd auto powinno zaliczyć. Tyle, że naprawy mechaniczne jakoś bym zrobił sam, pilna była jedynie naprawa przekładni kierowniczej, a obecnie nie mam warunków, by grzebać pod autem.

Fiesta ma być gotowa w środę, może od razu pojedziemy na przegląd.

Jutro chcę spędzić więcej czasu z tatą. Dzisiaj zawołał mnie, bym mu poprawił pościel… i uścisnął mnie.

blog

cios w plecy

Urolog przyszedł. Był bardzo miły, dla mnie i dla taty. Nie wziął wynagrodzenia – takie są zwyczaje… pardon, były wśród lekarzy.

Ale… prosiłem go, by namówił tatę na leczenie szpitalne. A on przypomniał mojemu biednemu ojcu, że choroba jest nieuleczalna i nie wiadomo, czy szpital coś wskóra.

Dobrze wiem, co w tatowej głowie najbardziej utkwiło: szpital – nie.

A dlaczego rozwija się niewydolność nerek? No w sumie nie wiadomo. Zwłaszcza, jak się pacjenta nie zbadało.

Jestem załamany, ale spróbuję jeszcze zasięgnąć innych konsultacji…

blog

pełen niepokoju

Rano pobrałem tacie krew i udałem się do laboratorium. Po drodze wstąpiłem do przychodni, gdzie jest zapisany i uzyskałem skierowanie na 2 z 3 zaplanowanych analiz. Nikt tak łatwo nie daje pacjentom podobnych papierków, jak my to robimy. Nieraz bez sensu.

Lekarz trochę narzekał, ale myślałem, że będzie gorzej, że w ogóle nic nie uzyskam. Wracając z laboratorium, zamówiłem zestaw naprawczy gaźnika do Poloneza. W sklepiku, który od lat polecał mi tata…

Wróciłem, tata nadal w łóżku. Niby że zimno. No, owszem…

Wieczorem przynoszę wyniki. Nieznacznie się pogorszyły. Tata słaby, nie wstaje. Woła mnie do siebie, przeprasza, że kiedyś na mnie krzyczał…

Boję się.

Przzed rokiem rozpoczynaliśmy z Daną nasz największy vandr