… w szpitalu. Może to tylko przejaw mocznicy. Mam nadzieję.
Rano poszedłem go odwiedzić, a tu miła niespodzianka. Przemiła lekarka, żona mojego dobrego kolegi. Bardzo przejęta problemem taty, zanotowała sobie kilka informacji. Ogoliłem tatę, przyniosłem mu gazetę. Pożegnaliśmy się. A teraz wypocznij, bo bardzo się postarzałeś w ostatnich tygodniach – zastanowiło mnie to zdanie. Czyżby ktoś mu powiedział, jak dramatyczna była nasza sytuacja?
Pojechałem do mieszkania taty. Trochę posprzątać, zabrać część swoich rzeczy. Gdzie właściwie jest mój dom? Bo czuję, że polubiłem ten stopniowo zagracający się pokoik…
Wieczorem jestem na zakupach w TESCO. Wychodzę, wsiadam do auta, coś mnie tknęło, by popatrzeć na ekran telefonu. Nieodebrana rozmowa od mamy! Co się stało??? Coś z tatą? Ano, dzwonił, że chce, abym zaraz przyjechał.
Po drodze wpadam do przychodni po plecak, który podarował mi pan Jarek, nasz masażysta. Przy okazji dzwonię do szpitala. Czy coś się dzieje z tatą? Nic nie zgłszał. Ale wiedzą, że oczekuje mojego przyjazdu.
Jest pobudzony, na boku łóżka ma drabinkę. Poirytowany, chce mi coś powiedzieć, ale nie znajduje słów. Proszę go, by dał spokój, jest godzina 22, jutro pogadamy.
Zauważam, że ma cewnik, a w worku jest krwisty mocz. To, czego się tak obawiał.
Boję się, co będzie dalej.