blog

kamienny sen

… pochłonął tatę podczas mojej nieobecności, a ja odchodziłem od zmysłów, kiedy trzy razy z rzędu nie odbierał telefonu. A miał go w kieszonce na piersiach…

Wbiegłem po schodach, pod drzwiami serce mi waliło jak oszalałe: czy zastanę tatę żywego?

Zdziwiony, dlaczego się niepokoiłem. Telefon sprawdzam, dzwoni.

Uff, powoli dochodzę do siebie. Bardzo powoli. Jakoś się trzymałem, ale do czasu.

Dałem zadatek na naprawę Fiesty i uzgodniłem zakres prac. Odebrałem dwie przesyłki na poczcie. Kupiłem klawisz, ale do laptoka nie pasuje.

Grunt, że tata żyje…

blog

ostatnia szansa

… dla taty. Dziś wreszcie dodzwoniłem się do zaprzyjaźnionego urologa. W czwartek wstąpi do nas i spróbuje przekonać tatę, że trzeba się leczyć.

Laptop ożył po odinstalowaniu najnowszej wersji Skype. Nie dość, że pochłaniała do 100 MB z wypasionych 160 MB jego RAM-u, to jeszcze włączała się sama. Odkrył to Menedżer zadań…

Stare Skype zainstalowałem po chamsku, kopiując do Program Files analogiczny folder z inego komputera. No i działa, zadawalając się skromnymi 10 megabajtami…

Jutro do domu, na pocztę, do blacharza za Fiestą. Wieczorem po Danę na dworzec?

blog

doktór na Hulance

… skręcił w ulicę, prowadzącą do Kamienicy. W ten sposób pieszo dotarł do drogi, prowadzącej na Szyndzielnię. Bielsko było coraz niżej.

… a z Klimczoka taaaki widok na Tatry. Podobno je z tego szczytu widać. Dziś nie było podobno. Były jak na wyciągnięcie ręki. Tego właśnie doktór potrzebował: gór.

Wrócił po ciemku, w zejściu fotografując ze statywu sznury aut, sunące od Szczyrku. I światła Bielska pod nogami.

Ech, hulanka*). W końcu się musiało.

*) Hulanka – część Bielska-Białej, jest tam wielkie skrzyżowanie; pochodzenie nazwy?

blog

dziwne to wszystko

Tata chwilami zaskakuje mnie swym zachowaniem. Miewa takie fale: czasem (coraz częściej) staje się posępny, bezradny, najeżony. Starość? Choroba? A potrzebuję dobrego z nim kontaktu, by mu pomóc. Przekonać do leczenia…

Kilka godzin snułem się po centrach handlowych. W Castoramie powinni uruchomić funkcję dodaj do ulubionych,  bo sklep przepastny, a niektóre towary są w dość nieoczekiwanych miejscach. Zapisałem sobie, gdzie są wózki, a gdzie kółka do nich. Odpowiednio – przy agregatach spawalniczych i okuciach drzwiowych.

Chrystus frasobliwy spadł na klawiaturę i uszkodził klawisz J.

blog

defragmentacja

Trwała już 3 godziny, więc na chwilę ją przerwałem, by wejść do Sieci.

Tata od rana słaby, drażliwy. Kiedy na chwilę się zdrzemnął, dostrzegł w mym spojrzeniu niepokój.  Ja jeszcze nie umarłem – nagle powiedział.

Za oknem wieje silny wiatr, halny? Czy to dlatego boli mnie głowa, a tata tak źle się czuje?

Dana na razie nie przyjedzie.

blog

dzień u taty

Trochę ożywa, kiedy jestem w mieszkaniu. Cokolwiek się gorszy, że tyle czasu spędzam przy komputerze. No, ale ja go sobie od nowa urządzam. Po to, by mi bezproblemowo służył dobry rok. O ile znów nie padnie wiatrak na procku…

Namęczyłem się wczoraj, by zainstalować Office 2003 w najbardziej pasującej mi konfiguracji. No i przedobrzyłem: zażyczyłem sobie aktualizacji automatycznych. W efekcie dowiedziałem się, że po 50. uruchomieniu pakiet odmówi współpracy. Bill Gates dał mi dyskretnie do zrozumienia, że stare, ograne numery (licencyjne) cokolwiek go nudzą.

Doktór się obraził i ściągnął Open Office.

blog

znów w sieci

… jest doktór. Opłaciło się posiedzieć do drugiej w nocy, instalując w laptoku od nowa system operacyjny.

Na starym dysku było ciasno,  na nowym, zdobycznym – pierwotnie zainstalowałem Windows 2000, ale modem GSM nie chciał z nim współpracować. No i człek, wychowany po bożemu na Woknach 95, z czasem się zmanierował. XP uważa już za standard.

… szkoda tylko, że laptok jest innego zdania. Stale się namyśla. On nadal tkwi w epoce Wokien 98, jak ja w PRL-u.

No, ale blogować się da. Allegrować tyż. Nawet z kobitą swą skype’ować. Cóż więcej człowiekowi do życia potrzeba?

Nooo, przychodni mi nie brakuje, gdyby się kto pytał…

felietony

felieton na 12 listopada

Parking pod psem

Pod psem była pogoda – w nocy. Rano wstaje słońce, mam wolne. Niestety, przychodzi wiadomość: szefostwo prosi o pilne zastępstwo w Skoczowie. A ja – w Bielsku, właśnie wybieram się do Trzyńca. Bez auta ani rusz. Drogą ekspresową jedzie się szybko, choć co kawałek zwężenia. Odbieram paczki w Czeskim Cieszynie, ale dalsza podróż staje pod znakiem zapytania. Z alternatora spadł konektor i akumulator się rozładował. Parking równy jak stół, jak tu rozpędzić auto? Starszy pan próbuje pomóc, ale nie daje rady. Kierowca terenówki pyta, czy mam linę, wzrusza ramionami i odjeżdża. Do starszego pana dołącza niewiele młodsza pani… i mój polonez zapala! Kurs Trzyniec, bez pasów i świateł. Policja miejska… na szczęście nie wyjmują lizaka, choć musieli mnie widzieć.

Silnik mruczy, ładuję do auta stare radia. Gdybym ich dziś nie zabrał, mogłyby trafić na śmietnik. Następny przystanek w Czeskim Cieszynie. Auto zaparkuję po polskiej stronie, by miało z górki, gdy wreszcie zgaszę silnik. Krążę wokół granicy, szukając miejsca. Zwracam na siebie uwagę celników, ale nie mają zastrzeżeń. Przychodzi olśnienie: do amfiteatru! Zaciągam hamulec… i wpadam w poślizg. Ja, nie auto. Właśnie nadchodzi pan z pieskiem. Czy to on? Ale jak się tu złościć, skoro uśmiecha się i mówi, że też ma poloneza…

Dla „Dziennika Zachodniego”, 9 XI 2010

blog

urwanie głowy

Rano Eine kleine Nachtmusik jako budzik… i zaraz SMS – Szefka mnie prosi o zastępstwo. Bo Tadeusz wylądował w szpitalu.

Dzwonię i uzgadniam inną godzinę. O dziesiątej muszę odebrać stare radia, bo to raczej ostateczny termin, potem trafią na śmietnik. Prawie u celu zatrzymuję auto… i okazuje się, że z alternatora spadł konektor. W ten sposób on nie miał wzbudzenia, a lampka też nie mogła mnie ostrzec, że nie mam ładowania.

Dobrzy ludzie popchali, radia zabrałem, pacjentów miałem huk.

Tadeusz wrócił po południu. Ja – wpadłem do domu na internet. Teraz wypada jechać wreszcie do taty, znowu od rana nic nie jadł.

blog

wielkie marzenie taty

Dzisiaj ostatni dzień mojego ciągu dyżurowego. W przychodni spokój – na szczęście. Do taty nie jechałem, bo od jutra będę miał dla niego wreszcie więcej czasu.

Długo byłem z Daną na Skype. Dowiedziałem się, że i jej powiedział mój tata: żal mi, że jedno marzenie już mi się nie spełni: zobaczyć Alpy. Nie wiedziałem, jak bardzo tego pragnie.

Tatusiu… nie możesz zrezygnować z dalszego leczenia. Jak mam cię przekonać, że warto?

… przecież na wiosnę możemy pojechać w Alpy moim Polonezem. Zobaczysz Großglockner… I nie spalimy hamulców, jak kiedyś ja w rowerze, wracając z Wenecji.

Dana radzi, żebym ci kupił książkę o Alpach. Tatusiu… przecież warto żyć…