blog

wnerw od samego rana

Najpierw tata zaczął chrząkać o siódmej, potem (jak się przekonałem, że nic nie potrzebuje i chciałem dalej spać) – zaczęli motorowi kosiarze.

W sklepie nie przyjęli mi butelki od piwa. Jednej, bo miałem 4, a piw mieli tylko 3. Pogroziłem im prasą… niestety, nie ma na nich haka. Nie muszą. No dobra, ja też nie muszę płacić drobnymi.

Z tatą pokłóciliśmy się w kuchni przy gotowaniu zupy z torebki. Nie chciał uznać mojej uwagi, że do mieszania lepsza jest łyżka drewniana, niż metalowa, od serwisu. No, ale do kosztowania – jednak przeforsował metalową – i sparzyłem sobie pysk.

Fiesta już drugą noc ciekła, bo dolałem jej oleju. I chyba tego jej do szczęścia brakowało, bo znów jest ognista. A ja tradycyjnie jechałem w ostatniej chwili. Tylko 140, bo gaz nie był do dechy.

Dyżur taki sobie. Trochę przyszło pacjentów. Felieton jeszcze trzeba napisać, bo dotąd przeglądałem Allegro i byłem na Gadu-Gadu. Cholera, do roboty to się chodziło odpoczywać, a teraz tyle pracy. Kiedy będę wreszcie miał ten mobilny internet???

blog

gościem w swym domu

… doktór dziś był.

Zapłacić za zakupioną na Aukro książkę o sekretach Windows 95. Kupić myszkę niesfornej Toshibie, bo od jej  łechtaczki doktora palec rozbolał.

Auto zaparkowane, do miasta – rowerem. Ale gdzie jest pompka? No nima. Była w sieni. Kiedyś. A ten rower ma wentyle samochodowe, od innego nie pasuje. Ech, tak to jest jak się w domu nie mieszka.

Napompował doktór zagranicą, na stacji benzynowej. Auto by też można, ale nie ma badań, a doktór – dokumentów. Rowerem bezpieczniej.

Zamiana dyżurów – ja mam jutro, Tadeusz idzie do dentysty. Tak przynajmiej powiedział.

blog

przenosiny na raty

Wpadłem do domu – na śniadanie, czeską TV, internet i obiad. Rano dzwoniłem do taty, sam zaproponował, bym przyjechał do niego dopiero po obiedzie.

Abym u taty miał coś w rodzaju domu, potrzebuję: komputera z netem, podstawowych narzędzi i roweru z bagażnikiem. Dziś mały przyczynek do punktu pierwszego: biorę laptoka, odgrzebanego po roku nieużywania. Wolny, bo nie chciał niemal legalnych*) Okien 98, więc ma XP. I tylko jedną dziurkę USB, a na domiar złego mysz, podłączona do PS/2, działa tylko częściowo: nie reaguje na rolkę. Mysz jest sprawna, oprogramowanie od innej takiej myszki (konieczne przy Oknach 95), też nie pomaga.

W środę dyżur, jutro chyba skoczę na czeską pocztę, we wtorek w góry?

*) się kiedyś przyniosło ze złomu pudło z błogosławieństwem Billa Gatesa… ale laptok ma jakieś coś, że nie zainstaluje się na nim Okien 98 z innego CD, niż OEM przeznaczone dla tej marki komputerów…

blog

awarie i krach, ale…

Już wczoraj nie mogłem zapalić Fiesty; po krótkim wahaniu przepchnąłem ją do skrzyżowania ze spadzistą uliczką i wydawało się, że wszystko jest ok, zwłaszcza jak wieczorem pod przychodnią normalnie uruchomiłem silnik.

Dziś znów rozrusznik ani drgnie, choć akumulator nie wydaje się zbyt rozładowany. Na szczęście wciąż wożę prostownik…

Telefon komórkowy z Allegro, który miał być jak nowy – jest podrapany i zacina się jeden z klawiszy.

Słowacka spółka World Clearing z siedzibą na Seszelach, oferująca tanie przelewy (pod marką PayPay) nagle zniknęła. Miałem na jej koncie ze 150 Kč i może 30 €… Działała od roku 2003 i pewnie by funkcjonowała nadal, ale przypięły się do niej banki narodowe: czeski i słowacki, że działa w zasadzie nielegalnie.

Ale nic to, skoro tata czuje się lepiej.

A ja se kupiłem modem do mobilnego internetu. Chcę korzystać z niego na kartę. Ciekawe, czy potrzebne jest jakieś oprogramowanie?

blog

nowe zmartwienia

Wczoraj byłem na pięknej wycieczce w górach – na Klimczoku, pogoda po rozejściu się porannych mgieł była cudowna.

Dzisiaj tata markotny, znów zagorączkował. Ponury, nawet kłótliwy bywał już od paru dni. Prawie nie jadł, nie pił, nie wstawał z łóżka, kiedy mnie nie było.

Jestem na dyżurze do niedzieli rano, chyba jeszcze wieczorem skoczę do niego. Inaczej nie weźmie wieczornej dawki Furaginy, którą wreszcie zaczął zażywać…

blog

lewą nogą

… dziś wstałem po dyżurze i wszystko mi idzie opornie.

Czy dlatego, że pogoda się popsuła, a ja miałem jutro iść w góry?

Pora jechać do taty, bo cały dzień plątałem się w domu, przy komputerze. Hmmm, gdzie właściwie teraz mam ten dom?

Pora zacząć załatwiać mobilny internet…

blog

Oktoberfest w kuchni ;-)

Wczoraj zasiedziałem się do nocy w swoim pokoju – przy radiu. Jakiś dziadowski radiomagnetofon, dostany za darmo na giełdzie, odbiera tylko polskie stacje. Radio Zet akurat miało ciekawą dyskusję, więc słuchałem do drugiej.

Rano, po ósmej, budzi mnie jakiś łomot w kuchni. Tata? Coś mu się stało? Poprzedniego dnia przyszedł niespodziewanie do dużego pokoju, zastałem go jak próbował pozbierać z dywanu ciasto, które zrzucił ze stołu. Trzymał się chodzika, ręce mu drżały, miał nieszczęśliwy wyraz twarzy. Cicho usiadł na tapczanie, przybity swą niesprawnością, zawstydzony, że zastałem go w takiej sytuacji. Przytuliłem go, włączyliśmy telewizor. Powoli zaczął rozumieć, że nie jest intruzem. Wieczór upłynął w pogodnej atmosferze.

A poranny hałas? Zanim wstałem, tata obciągnął  już jedno piwo i właśnie szedł po drugie. Ucieszył się na mój widok i zaprosił na poczęstunek.

Po śniadaniu wyruszyłem autem na zakupy (piwo było bezalkoholowe – ale smaczne, karmelowe). W TESCO mają kuchenki mikrofalowe po 149 zł, następnym razem kupię. Przecenionych narzędzi na wagę już nie mieli… no, nieatrakcyjne resztki. Było od razu więcej wziąć.

Potem jeszcze do Castoramy po osprzęt elektryczny. I w ostatniej chwili do domu, bo trzeba wcześniej jechać do przychodni. No tak, Tadeusz dzwonił i prosił o cofnięcie zamiany dyżurów. A ja chcę po drodze pójść na pogrzeb sąsiada.

Tata, jak zapowiadział, wita mnie obiadem. Zupa z torebki z dodatkowym makaronem. Czyli: sam wyjął z kredensu zupę i makaron, nalał wody, zapalił gaz… A wydawało się, że ledwie potrafi kuśtykać po mieszkaniu.

Póki jest taka ładna pogoda, moglibyśmy gdzieś pojechać autem

Tato… wracasz do życia!

blog

zamiana dyżurow

SMS od Tadeusza: chce zamienić dyżury, ja miałbym w środę. Niech tak będzie.

We wtorek rano do domu, jak planowałem. Czyli: dodatkowe przeglądanie aukcji, kończących się i od poniedziałkowego popołudnia do wtorkowego rana. Nie, nic nie obstawiam. Trzeba trochę odpocząć.

To może jutro w te góry?

Telefon taty nadal wyłączony. Pora jechać do niego.

blog

odprężenie 8

Rano spałem do oporu. Jak to zwykle bywa, dopiero w domu odczułem całe skumulowane zmęczenie. Nawet gardło znów mnie zaczęło drapać – typowy spadek odporności po stresie.

Obejrzałem ulubione programy w czeskiej TV (obraz się krzywi; kiedy wreszcie wymienię uszkodzony kondensator?). W spokoju zjadłem śniadanie. Przeglądam internet (oczywiście).

Trochę się martwię, że telefon taty jest wyłączony. Pewnie go ładuje.

Pogoda ładna, jutro dyżur, w środku tygodnia może wyskoczę w góry. Ciekawe, co robi Dana. Wczoraj po giełdzie pojechała do swojej mamy do Pilzna. Na gadu-gadu jeszcze się nie pojawiła.

blog

prawie spokojny powrót

Na spotkanie klubowe dotarliśmy bez zakłóceń. Giełda dość skromna, ale udało mi się kupić parę ciekawych rzeczy. Nie kupiłem żadnych knotów i właściwie nic wartościowego nie uciekło mi sprzed nosa – to zawsze grozi w trakcie podobnych gorączkowych akcji.

Tata pogodny (telefonowałem do niego z Czech 3 razy), uzgodniliśmy, że przyjadę dopiero jutro.

Pociąg powrotny tradycyjnie zapchany, usiadłem dopiero w połowie drogi z Pragi. Mały horrorek przy odjeździe autem spod dworca: jakaś furgonetka przy samej granicy, zawczasu skręciłem w boczną uliczkę i idę na zwiady… na szczęście nie była to policja (ani Fiesta, ani ja nie mamy w porządku swych papierów…).

Podjeżdżam pod dom. Na furtce sąsiada – klepsydra. A jeszcze miesiąc temu dzwoniłem do niego, by przekazać mamie wiadomość, że chyba źle odłożyła słuchawkę. Odebrała siostra sąsiada, mówiąc, że jest w szpitalu. Chyba udar mózgu. Z opisu objawów zorientowałem się, że stan jest poważny, ale w natłoku spraw wkrótce o sąsiedzie zapomniałem…