blog

tata sam w domu

Jedziemy z Daną do Czech, po drodze wpadliśmy do przychodni – na internet.

Dana wraca do domu, ja jadę na giełdę Historycznego Radioklubu Czechosłowackiego. Razem, na jeden bilet rodzinny, na który jutro też wrócę.

Tata był dziś markotny, ale w zasadzie czuje się dobrze. Jutro wpadnie do niego moja kuzynka.

Żegnając się z Daną, wyraził nadzieję, że rychło znów do nas zawita.

blog

przedpołudnie w domu

Zaraz po dyżurze pojechałem do NFZ i wykupiłem tatowe pampersy. Tylko tyle, na ile wystarczyło pieniędzy. Dzwoniłem do roboty, by się upewnić, że dziś jest Matki Boskiej Pieniężnej.

Mamie dałem zastrzyk Ketonalu, przerobiłem numer IBAN na normalny numer czeskiego konta, by przygotować blankiet wpłaty. Prosił mnie znajomy ze Szczecina, który obsługuje moje niemieckie transakcje na eBay.

Teraz na czeską stronę – na pocztę, do sklepu instalatorskiego. Tata ma się dobrze, ale wieczorem musimy go wreszcie umyć od stóp do głów. W sklepie medycznym widziałem ławeczkę na wannę. Może tata da się namówić na jej kupno.

Gorzej będzie z kontem bankowym, pogadam z tatą – może jak będzie net i zobaczy, jak łatwo (i za darmo) płaci się rachunki… Myślę o koncie w mBanku z kartą debetową do wybierania gotówki.

blog

kawiarenka w przychodni

Internetowa. Ale jak na złość – dość dużo pacjentów.

Na dzisiejszy dyżur przybrała się ze mną Dana, ciężko nieszczęśliwa, że tak długo odcięta od netu…

Rano byłem w mieście, m.in. w NFZ. Okazało się, że formularz na tatowe pampersy jest nieaktualny. Murwa kać! A ja w deszczu przez pół miasta… No, chociaż mam części do termy gazowej. Rower by się przydał, bo auto nie jest do miasta.

Rano do domu: przygotowania do giełdy, czeska poczta, zatyczki do zlewów…

blog

jak po ogień

… wpadłem do domu. Na internet, wyprać w automacie koc dla taty, zobaczyć się z mamą. W sieni nie działała żarówka. Mamy nie było (wyszła do okulisty), w kuchni pachniało świeżym ciastem.

Żarówkę wystarczyło dokręcić. Za chwilę wróciła mama, pozornie spokojna. Po chwili przypięła się do Dany. Niestety, dałem się sprowokować i był dziki wrzask.

Dana czeka na mnie w czeskiej części miasta. Niestety, zapomnieliśmy, że jest święto i niewiele załatwimy z tego, po co przyjechaliśmy: zatyczki do wanny. zlewu (Czesi mają wszelkie możliwe średnice i do tego tanio), poczta. Do NFZ też nie dotarłem, bo nie było gdzie zaparkować… z powodu licznych Czechów.

No nic, cewnik zewnętrzny, który chcę wypróbować u taty, i tak nie jest refundowany. A pampersów mamy dość. Szczególnie ja, bo rad bym tatę uczynił bardziej sprawnym.

Jutro dyżur, w sobotę giełda w Czechach, w powiecie, gdzie mieszka Dana.

blog

do zawału

Po drugiej budzi mnie telefon: za chwilę przełączą do rodziny pacjenta. Od godziny silny, piekący ból za mostkiem, ojciec jest po trzech zawałach.

Szybko się ubieram, jedziemy. Pytam o morfinę. Tadeusz ma i trzyma gdzieś u siebie (a przy zawale należy ją podawać, jeśli jest silny ból). No trudno, do podobnych absurdów jestem przyzwyczajony, w razie czego damy Tramal.

Rodzina czeka na zakręcie, zbaczamy w wąską dróżkę.

Duży wiejski dom. Przez kuchnię wchodzimy do pokoju, pacjent leży na łóżku, skarży się na silny ból. Szkoda czasu na robienie EKG, do szpitala i tak musi jechać. Ciśnienie i tętno ma dobre, ból za mostkiem mija po Nitromincie (nitrogliceryna w aerozolu).

Proszę być dobrej myśli – mówię do żony pacjenta. Ratownik pyta, czy ma podłączyć tlen. Nie trzeba.

Skierowanie piszę już na kontuarze szpitalnej izby przyjęć.

Nie mija nawet godzina od wezwania, a już parzę herbatę w przychodni. Rodzina pacjenta zachowała się wzorowo: dokładne, rzeczowe zgłoszenie, wskazanie dojazdu. Ciekawe, co u tego pacjenta stwierdzą w szpitalu. Jedno jest pewne: położą go na internie, choćby EKG wyszło dobre.

blog

powrót taty 9

Wczoraj nieoczekiwanie się dowiaduję, że tata ma iść do domu. Akurat wybierałem się do niego, więc jeszcze zdążyłem porozmawiać z lekarzem prowadzącym. Nie wykryto żadnych nowych problemów. Mieszkanie jako-tako już wysprzątaliśmy, ale jak tata wyjdzie na 4. piętro? I dlaczego nie przeniesiono go na rehabilitację? Ale czuję, że chce pomieszkać w domu…

Pojechaliśmy po niego w południe. Dana się wśliznęłą na złożone tylne siedzenie, bo jak zwykle byliśmy spóźnieni, a w tyle auta mnóstwo gratów, również mój śpiwór i plecak – szykowaliśmy się w góry, nie spodziewając się tak szybkiego powrotu naszego taty.

Młoda lekarka, która wydawała mi wypis, odnosząc się do osłabienia taty, wspomniała o jego chorobie podstawowej.  Tak najłatwiej. Ale on przecież do niedawna chodził, a badania nie wykazały postępu owej choroby podstawowej

Wstydził się wysiadać z auta o kuli. Usiedli z Daną na ławeczce, a je wyniosłem rzeczy na piętro, by mieć wolne ręce. Tata nawet dość sprawnie wyszedł po schodach z naszą pomocą, po piętrach idąc sam, z chodzikiem. Wejście na czwarte piętro jednak go zmęczyło. Fizycznie i psychicznie. Przekonał się, jak wiele mu brakuje do dawnej sprawności. I pewnie zrozumiał, że na razie będzie więźniem swojego słonecznego mieszkania.

Jestem na dyżurze, w przychodni spokój. Dana dała tacie obiad, potem oglądali telewizję, a on opowiadał jej różne historyjki rodzinne.

blog

osłabiona odporność

… po chemioterapii przeciwnowotworowej pewnie była przyczyną zapalenia płuc. Późno wieczorem wezwanie do starszego pana. Jedziemy do odległego przysiółku, drogą, gdzie karetka z biedą wyminie się z innym autem.

Dom zbudowany w latach 70. Pacjent był kierowcą ciężarówki. Jeździł pan starami? Nie tylko, były i jelcze.

Dzisiaj nie chce jechać do szpitala. Ten dom pewnie wybudował ze swej dobrej pensji w latach PRL. Dziś już buduje się inne domy, towary wozi innymi autami. Jakoś tak smutno, kiedy się widzi przemijanie, resztki dawnej świetności.

Wypisałem skierowanie do szpitala, ale pacjenta zostawiłem w domu. Gdyby się namyślił, może go zawieźć rodzina. Nie dziwię się, że chciał zostać w domu. Ostatnio stale przebywał w szpitalach. Jak mój tata…

blog

stajnia Augiasza

Półtora dnia zajęło mi i Danie wyczyszczenie okien u taty. Ściślej mówiąć, trochę pracy zostało – jedno skrzydło okna wymaga specjalnego klucza (normalnie się nie otwiera), zaś w kuchni na razie okna nie będziemy myć, bo tam potrzebne są bardziej gruntowne porządki.

Prace przerwałem, by jechać do pra… pardon, przychodni. Lenić się, odpoczywać, sufrować. Dana źle się czuła, do tego ma zraniony palec, więc tylko ugotowała obiad.

Dzwoniłem do mamy. Powiedziała, że najlepiej oddać tatę do jakiegoś zakładu.

A tata cieszy się, że zamieszka ze mną. Dzisiaj miał tomografię, jutro może się czegoś dowiem.

blog

spotkanie na szczycie

Mama naturalnie wyraziła swe głębokie niezadowolenie z przyjazdu Dany. I nieoczekowanie zapragnęła widzieć się z tatą. Chyba lepiej, jeśli z Daną odwiedzimy tatę w szpitalu osobno.

Zresztą we Fieście jest złożone tylne siedzenie. Nie chce mi się teraz z tym mocować.