blog

nieoczekiwane spotkanie 10

Dana przyjechała po drugiej, z usmażonym karpiem. Oddała mi telefon, dając do zrozumienia, że go nie chce, bo nie radzi sobie z jego obsługą. Okazało się, że nie bardzo chce współpracować z kartą SIM Play’a. Nie da się wpisywać numerów do książki telefonicznej. A mój drugi telefon, Siemens S10, pada po załadowaniu do pamięci zawartości tej SIM-ki. No szkoda, zwłaszcza, że najnowszy telefon, który mam, Siemens C25, właśnie całkowicie odmówił współpracy…

W domu spróbuję wpisać potrzebne numery na kartę Play’a przy pomocy komputera. Ale w sumie nie mój problem, Dana ma jeszcze inne telefony i nowsze od moich. Muszę strzeć jak oka w głowie moich starych SIM-ek, bo inaczej grożą mi te nowe komóry.

Obydwoje przeżywamy kryzys i łatwo w tym stanie o konflikt.

Pod wieczór odprowadzam Danę na autobus. Nagle widzę moją mamę, jadącą w przeciwnym kierunku – dziś miała wracać z Orawy. Jest zaskoczona, widząc mnie w kowbojskim kapeluszu i w towarzystwie Dany. Nie ma czasu na rozmowę, jej autobus właśnie ma odjeżdżać. Jutro muszę to jakoś mądrze rozegrać, bo kłótnie nikomu nie są potrzebne. Dana miała żal, że nie stanąłem w jej obronie. Ale sęk w tym, że mama jej nie atakowała…

Idąc od autobusu, Dana dzwoni do mnie, przeprasza. To dobry znak…

Po godzinie 22 małe urozmaicenie: wyjazd do półpaśca.

blog

wyszło słońce

Od rana świat się uśmiecha. Tata zdrowieje. Jutro z Daną jedziemy do niego.

Nad górami powoli płyną białe chmury. Chyba w najbliższych dniach urwiemy się na mały vandr.

W przychodni – totalne bezpacjencie.  Nawet nasza dyżurna histeryczka widać uwierzyła mi na słowo, że Voltaren dostanie bez recepty.

blog

odpoczynek na dyżurze

Dopiero teraz. To był bardzo ciężki tydzień…

Wczoraj, wracając od taty, poczułem, że auto słabnie. No tak, zabrakło gazu… Nawet nie wiem, kiedy przejechałem 300 km od ostatniego tankowania…

Z tatą rozmowa była trudna i bardzo mnie zabolało jego zachowanie. Przywiozłem mu nowy chodzik, zakupiony przez hospicjum. Miałem też popłacić rachunki. Tata uznał, że chodzik jest wadliwy (albo go nie umiem zmontować) i zadzwonił po kuzynkę bo ona się na tym zna.  Również jej powierzył rachunki, bo nie miałem ochoty płacić ich na miejscowej poczcie. Z nią rozmawiał jak z córką, ze mną – niemal jak z obcym człowiekiem.

Naturalnie, pokłóciłem się później z Daną. O sposób mycia zapuszczonej tatowej lodówki (ja się właściwie tylko spytałem, czym to robi). Rację miałem ja – brud puścił płynem do szyb. Nie było trzeba sięgać po ostry proszek do szorowania.

Rano pogodziliśmy się i próbowałem założyć Danie polską kartę SIM. Telefon upomniał się o kod sieci. Simlock? No nic, pożyczyłem jej mój.

Jadąc do siebie, miałem ochotę zamordować palantów, którzy guzdrali się przy uszkodzonym aucie na drodze ekspresowej. O mało się nie wpakowałem na korek, zahamowałem z piskiem opon. Nie oznaczyli miejsca „wypadku”, zajęli oba pasy. Policja i straż. Nie dość, że nie kierowali ruchem, to jeszcze łazili po pasie rowero… pardon, awaryjnym, którym łaskawie pozwalali przejechać. Ja chcę auto z kałasznikowem. Albo z taranem. Na takich skurwieli.

W domu uprzątnąłem najbardziej zawadzające rupiecie, by mama mogła jakoś żyć w mieszkaniu, póki nie wrócę z mieszkania taty, gdzie będę z Daną. Potem to jakoś na strychu poprzemieszczam.

I znów w drogę, autem przez korkujące się miasto (po drodze poczta i zakupy), bo Tadeusz poczuł dobrą pogodę, zapowiadającą się na weekend i udzielił mi łaski dyżurowania, choć wiedział, że niezbyt mi to  pasuje ze względu na Danę i tatę.

Biedna Dana. Umyła kuchenkę gazową, wyprała pierwsze zasłony. Nie radzi sobie z moim telefonem, numer wybiera z klawiatury… A jest to wyjątkowo sympatyczny, intuicyjny w obsłudze model, Bosch 738, klasyka (i klasa) z roku 1998. No nic, ja już za nim tęsknię, więc dostanie Siemensa C25.

Jutro też dyżur. Dana przyjedzie autobusem i przywiezie mi obiad.

 

blog

przyjechała na gapę

Dana. Coś nie wyszło z umówionym przez internet autostopem, więc poszła na pociąg i kupiła bilet do pierwszej większej stacji… Stary trik z lat licealnych.

Na dworzec podjechałem z lodami z Biedronki. Potem pojechaliśmy na zakupy do TESCO. I jeszcze raz do Biedronki, po nasze austriackie piwo. W Austrii smakowało nam bardziej, ale i tak jest niezłe. Sarmackie.

Skoczę na poczty (polską i czeską) i jedziemy do taty. Czuje się lepiej, prosi o chodzik. Trochę nas zaskoczyło, że nie chce, by do szpitala przyszła ze mną Dana. Chyba po prostu tata nie chce, by go widziała w obecnym stanie: kuśtykającego, z pieluchami.

blog

nerrrrwy

Przy porannej rozmowie telefonicznej pokłóciłem się z tatą. Płacenie swoich rachunków zlecił kuzynce, nie informując mnie o tym. Bo ja nie wiem, jak się to robi (i nie daj Boże, jeszcze bym to zrobił przez internet).

Dana też mnie wnerwiła na gg. Wygląda na to, że wszyscy mamy podobne charaktery. I wszyscy wstaliśmy dziś lewą nogą. Pogoda?

Wyładowywałem rzeczy z Fiesty. Wydawało mi się, że znów nawalił zamek bagażnika i niepotrzebnie zdjąłem osłonę klapy. Maksymalnie wkurzały mnie przejeżdżające auta i przechodzący ludzie (stanie przed domem jest dość głupie , po prostu takie miejsce).

Dana jedzie do mnie stopem i pociągiem, powinna dotrzeć koło ósmej. Muszę się chwycić porządków tutaj, bo potem jedziemy do mieszkania taty i nie będzie już okazji. Najpierw skoczę na czeską pocztę. Po drodze dorobię klucze dla Dany.

blog

prąciomierz

Tatowy doktor przy mnie wygooglał takowe ustrojstwo. Naklei pan to na katron i zmierzy ojcu średnicę prącia.

No fajnie, ale tata powiedział, że prącie musiałoby być w stanie gotowości bojowej. Nie podoba mu się pomysł zastosowania cewnika zewnętrznego. Po cichu kupię przez internet (tak poradził doktor) kilka sztuk, jak tylko dokonam pomiaru.

Na razie (ale w kamiennym sklepie) kupiłem dla Dany SIM-kę Playa. Najniższy koszt utrzymania numeru, co jest istotne, kiedy się go używa sporadycznie.

Jutro wieczorem powinna przyjechać. Posprzątamy tacie mieszkanie, potem czeka nas nagroda: piwo i świece.

blog

ekspresowo

Wracając od taty, pobiłem życiowy rekord szybkości (w kategorii za kierownicą): 160 km/h.

Rano równie ekspresowo wypowiedziałem umowę z Netią. Muszę być przygotowany na ew. przeprowadzkę do taty.

Tata? Zrobił dziś 3 kroki, trzymając się chodzika. Zaszło jakieś nieporozumienie – tata dzwonił, że lekarz oddziałowy chce ze mną pomówić, po południu. Jak przyjechałem, akurat przedpołudniowa zmiana wychodziła z pracy, łącznie z tatowym doktorem.

Jutro chyba wreszcie się z nim spotkam.

blog

zebrałem siły

… i szykuję się na pracowity tydzień.

Trochę uporządkować mieszkanie, akurat jest okazja – mama wyjeżdża na cały tydzień na Orawę.

Dowiedzieć się, co stwierdzono u taty. Posprzątać trochę jego mieszkanie. Może przyjedzie Dana? Chce mi pomóc. I zobaczyć mnie… Na bilet musi pożyczyć u swojej mamy.

Cieszyć się, czy raczej bać nadchodzącego tygodnia?

Trzeba się z nim zmierzyć. Na początek wypowiem umowę na internet. Nie wiem, czy nie zamieszkam z tatą. Oby tylko wreszcie stanął na nogi. Wiem, że teraz mnie potrzebuje…

blog

ponad siły

Do domu dotarłem wypompowany.

Najpierw pogrzeb pana Mirka. Siąpił deszcz, dość dużo ludzi. I trochę przykro, tylko ja byłem w służbowym uniformie. Przecież myśliwych, strażaków, policjantów – koledzy żegnają w pełnej gali zawodowej…

Tata nie był dziś w humorze. Z dużą trudnością postawiłem go na nogi, przeszedł o kuli kilka kroków. Na ile odzyska sprawność? I co mu rozpoznano za chorobę? Chciałem osłuchać płuca – by się przekonać, co się w nich zmieniło. Najpierw tata nie chciał, potem w końcu zapomniałem, bo spieszyłem się do auta, które się zakopało na podwórku, a właśnie zaczynało się ściemniać.

Niestety, grunt w ogrodzie taty był tak rozmiękły po deszczach, że nie pomogła łopata, żwir, deski. Nawet moje kurrrrwy nie pomogły, woda się tylko w chłodnicy zagotowała.

Wyciągnął mnie dopiero na linie mąż kuzynki. Ja zaś po drodze do domu wyciągnąłem z kontenera wózek inwalidzki. Prócz ogumienia jest w dobrym stanie. Mam nadzieję, że tacie nie będzie potrzebny. No, może chwilowo.

Mam coraz większą ochotę na kupno wyciągarki linowej…

blog

lody na wiwat

… kupiłem w Biedronce, wracając od taty. Jest lepiej, ale jakie ma szanse na odzyskanie sprawności? W poniedziałek pogadam z lekarzami. A, podobno mają tam i wolny etat z możliwością specjalizacji…

Tata zaczął jeść. Zjadł dziś pół kolacji i pół plasterka szynki, którą mu przyniosłem. Zapomniałem ją w przychodni (na szczęście – w lodówce), więc musiałem tam wstąpić.

A, doktorze, nasz Mirek ma jutro pogrzeb… Kierowca karetki, rok młodszy ode mnie.

Po pogrzebie pana Mirka – jadę znów do taty, naturalnie ani słowa o śmierci. Szynkę tym razem zapomniałem u kuzynki, na tatowej ojcowiźnie. Może jutro tata zje cały plasterek?