blog

mała rzecz

… a cieszy.

Rozmawiałem z dyrektorem Pogotowia. Uznał, że postąpiłem prawidłowo, zlecając przewóz taty do szpitala. Nie wyślą rachunku do przychodni.

A co z tatą? Nie dzwonili, więc chyba nie jest źle. Teraz pewnie jest wizyta i dlatego nikt nie odbiera w pokoju lekarskim. Dzwoniące podczas obchodu komórki pacjentów są zmorą szpitali, więc na razie nie dzwonię wprost do taty.

blog

zapalenie płuc 11

Taka była moja diagnoza. Zbadałem tatę, zamówiłem przewóz. Pogotowie przyśle rachunek za karetkę do mojej przychodni (i pewnie mi to strącą z pensji). Jak znajdę siły, to jutro pogadam z dyrekcją pogotowia.

Tatę przyjęli na oddział płucny, ale podejrzewają, że przyczyna gorączki i dramatycznego ubytku jego sił jest inna.

Jaka???

Tato, nie umieraj… jeszcze nie teraz.

blog

nagła gorączka

… u taty, 40 stopni, dreszcze. Kuzynka zadzwoniła do mnie do przychodni, co ma robić.

Lekarz pogotowia nawet go nie osłuchał. Nie wiem, może powinienem do niego zaraz pojechać.

Za godzinę zadzwonię i spytam, jak się czuje. Dobrze, że przyjechałem autem. A dyżur?

blog

wychodzi słońce

Rzeczywiście się przebija przez chmury, choć rano była nawet mgła. I zaraz się człek inaczej czuje.

W nocy dodzwoniłem się na infolinię tepsy (niechcący, myślałem, że poruszam się po automatycznej informacji) i miła pani powiedziała mi, że po przejściu na umowę na czas nieokreślony zapłacę przejściowo tylko 70 zł za neostradę, a nie ok. 150. Uff, mogę w spokoju wybrać wariant, który mi będzie pasować.

Rano zaniosłem do redakcji zdjęcia do mojego wspomnieniowego artykułu. Na szczęście zdążyłem przed przyjściem redaktora, bo dziś kolegium redakcyjne, ostatni dzwonek. Na jednej z fotek mały kowboj stoi z pistoletem przed swym domem, a ruchliwa dziś ulica jest jeszcze bitą drogą…

Na poczcie ubezpieczam Fiestę w MTU – bo tam chyba najtaniej. Wyliczyli mi 292 złote, PZU chciało 354. Mają siedzibę zaraz obok, więc sam idę wypowiedzieć. Już pan podpisał? Bo u nas by było 282 złote…

W Erze pytam o mobilny internet. Od 39 zł na miesiąc, przy droższym pakiecie dostanę zniżkę, kupując na tatę – ma u nich telefon. Ale musi być notarialne upoważnienie… Nie, można też zamówić konsultanta do domu.

Czy mam dziś dyżur? Rad bym to wiedział.

Trochę się niepokoję o tatę, bo ma wyłączony telefon. Ale gdyby coś mu się stało, raczej by nie odbierał. No i kuzynka by mi dała znać, mieszka w tym samym domu.

blog

czekanie na śmierć 12

Już podczas pierwszego z dwu weekendowych dyżurów wiedziałem, że spodziewany jest zgon pana Władysława. Staruszek ostatnio coraz bardziej pogrążał się w demencji. Rodzina w ostatniej chwili zrezygnowała z wysłania go do szpitala. Sympatyczny, drobny mężczyzna; z wojny wrócił bez ręki. Teraz ma pewnie zapalenie płuc – pomyślałem, analizując dość enigmatyczne dane o jego dolegliwościach (na wizytę domową pojechał tam sam Szef, ale nie rozmawiałem z nim na ten temat).

Zięciem pana Władysłwa jest nasz kierowca, pan Mirek. Rok młodszy ode mnie, od roku walczy z rakiem… nie, już nie walczy. Poddał się, nikogo nie chce widzieć.

Dziś rano budzi mnie Tadeusz, przejmujący dyżur, noc była spokojna. Robię herbatę… telefon. Wyjazd do pana Władysława. Do stwierdzenia zgonu.

Miałem jechać do taty zaraz po dyżurze, ale najpierw jadę do domu – po termowentylator. Dzwonię do taty, od razu czuję, że nie jest dobrze. Prosi, bym przyjechał później, jak będzie kuzynka, która się nim opiekuje.

Tata jest nieswój, zastaję go skulonego na krześle, o które opiera się kula. Zmizerniał. Był blady i osłabiony, kiedy go oddawałem do pierwszego szpitala, ale o własnych siłach przeszedł kilkaset metrów – bliżej do Izby Przyjęć prywatnym autem podjechać nie wolno. Teraz lękliwie kuśtyka, najchętniej z chodzikiem. Czy powikłania po zabiegu embolizacji się cofną?

Wreszcze mówi otwarcie o tym, co go gryzie: nie wie, jak przetrwa zimę. Na ojcowiźnie nie ma opału, ani nawet siły palić w piecu. W bloku sam, na czwartym piętrze… tego wariantu nawet nie bierze pod uwagę. Pyta, czy załatwię mu miejsce w przytułku…

Tato, jeśli będziesz potrzebować opieki, zamieszkam z tobą…

Czekał na te słowa. Obiecał mi mobilny internet. Nie, laptopa nie potrzebuję, tato… Nie dawaj mi też kluczyków od swojego auta.

Po powrocie do domu mam telefon od Marii. U jej ukochanego wujka znów się odezwał rak płuca, pyta mnie, czy ma się poddać chemioterapii. Radziła się kilku specjalistów, byli brutalnie szczerzy: może nie przeżyć tej kuracji. Prosi mnie, bym go zobaczył, porozmawiał z nim. Mam raczej smutne wspomnienia z oddziału, gdzie chorzy na raka płuc dostawali chemię.  Umówiliśmy się na jutro.

To będzie trudny dzień.

 

blog

ostatnie lody?

Ostatnie w tym roku? Wieczorem przyniosłem z Biedronki sporą roladę lodową; resztę załogi udało mi się namówić tylko na jedną porcję. No, jeśli nie ostatnie, to raczej ostatnie, którymi się przejadłem. Upały się chyba definitywnie skończyły.

Rano pogoda była znośna, potem zaczęło padać. Zimno jest, tata chciał sobie kupić termowentylator, ale nigdzie nie było. Na razie mieszka na swej ojcowiźnie na wsi, bo mieszkanie w mieście ma na 4. piętrze, bez windy. Jutro jadę do niego. Oby rehabilitacja dała efekty.

Przed chcwilą skopiowałem do lapa fotki z vandru. Najpierw wrzucę je na chomika (tylko dla Dany), potem coś dam na blog. Ale to pewnie na którymś z następnych dyżurów.

Kiedy one będą? Trzeba coś uzgodnić z Tadeuszem. Dyrekcja zrobiła mi miłą niespodziankę: za godzinę zastępstwa dziennego (a wtedy raczej jest ruch) dostaję 30 złotych – było 10…

blog

po ciężkiej nocy

… odpoczywam na dyżurze.

Niemal do rana próbowałem skanować. Komputer wariował, skaner też. Nic się nie udało zrobić. Oj, chyba mnie czeka to, co sam zaleciłem Danie.

Na szczęście redakcja przyjmie fotki w papierowej formie.

Niepokoiło mnie powtórne awizo na przesyłkę poleconą, ale znalazłem opakowanie i stwierdziłem, że numer się zgadza – tę właśnie odebrałem. Uff, bo na karteluszku pisało, że dziś upływa ostateczny termin odbioru, a ja mam co robić, nie chce mie się niepotrzebnie biegać na pocztę.

Rano było słonecznie, wyprawiłem się do miasta, by sprawdzić ofertę Ery, zanim się przypomną agenci tepsy i Netii. Wszystko fajnie, ale Era nie może mnie podłączyć, bo brak wolnego portu na linii. Tepsa, do której zaraz potem wdepnąłem, nawet nie daje mi tego bonusu, który obiecał konsultant. Zamiast aparatu – penisek.  Już się zbierałem do roboty, a tu dzwoni Netia i twierdzi, że im te trudności niestraszne – te, co zniechęciły Erę. Tylko nie pasuje im, że nie mam ważnego dowodu ani paszportu. Ale przyślą kuriera. I zobaczą, czy mnie z tepsy można wyrwać.

Tata jest już w domu i czuje się lepiej – po tej wiadomości poczułem się wyraźnie lepiej. Będzie ćwiczyć wg zaleceń rehabilitanta. Chyba do niego wpadnę zaraz po dyżurze, w niedzielę. Dziś go odebrała kuzynka, w drodze z pracy.

Wypłatę dali, trzeba przeliczyć. I zaraz poleci forsa – OC Fiesty, blacharz, przegląd…

blog

zawirowania

Rano nawet chwilami było widać błękitne niebo, teraz znów deszcz.

Od samego ranka głowię się nad wyborem dostawcy internetu. Bo jutro mają dzwonić z Netii i tepsy. Założyłem nowe codzienne konto pocztowe, niezależne od dostawcy… i sześć godzin czekałem na SMS z kodem do podwyższenia pojemności z 20 MB na 2 GB. Tyle spamu się wepchało przed wiadomość, za którą (wprawdzie grosze) zapłaciłem i bałem się, że ważność kodu wygaśnie. A maile z mojego sekretnego konta dostaję jako wiadomości tekstowe. Z niecierpliwości wysłałem dwie płatne wiadomości, więc po ich nadejściu powiększyłem i drugie konto, to blogowe.

Wygląda na to, że najtaniej będzie u Ery: internet i telefon stacjonarny. Razem 71,75 zł. Wystarczy modem od neostrady, to dobrze, bo routery wymagają portu ethernetowego, a ten u mnie nie działa z braku sterowników (kupujcie IBM!). Tylko do podpisania umowy chcą dowód osobisty. No kurczę, prezydenta wybierałem na prawo jazdy… Może nie będą się wygłupiać, to w końcu ich biznes.

Martwię się o tatę. Kuleje – czyżby porażenie nerwu po zabiegu embolizacji? I w takim stanie (jeszcze właściwie nie chodzi) wypisują go do domu?

Dziennik Zachodni na razie nie będzie drukować moich felietonów, bo nowy naczelny zmienił ramówkę. Redakcja jest tym zmartwiona, bo ceniła moje teksty.

Danie pierwszy dzień w pracy się udał. Domowy komp trochę się jej opamiętał po defragmentacji.

blog

zamieszanie

Tata chyba coś w szpitalu narozrabiał, rozmowa z nim się nie kleiła, prosił bym na razie go nie odwiedzał, zadzwoniłem więc do lekarzy. Nerwowa, zdawkowa rozmowa z konkluzją, że nic złego się z pacjentem nie dzieje.

Dana jutro zaczyna nową pracę – w firmie, ściągającej odszkodowania. Podobno firmy ubezpieczeniowe unikają sporów sądowych, jak się je dobrze przyciśnie – wolą płacić. Tylko tak dalej, to mi podniosą OC na auta…

Jutro mam iść na pocztę i spytać o cenę OC naszej Fiesty. Bo PZU mi z rozpędu oferuje w sumie nawet nie tak drogi pakiet z NW i assistance. Ale nie zależy mi na tym, by ktoś na swój koszt odwiózł mojego psa do przytułku, kiedy zginę w wypadku. A zepsutego auta i tak nikt mi za darmo nie naprawi w ramach tej polisy.

Kiedy wyładowywałem z Fiesty część wakacyjnych skarbów, przyjechał kurier UPS ze zderzakiem do jakiegoś Nissana kombi, który kupiłem na Allegro dla Vaška. Prawie 200 złotych za kawałek plastiku ze złomowiska? I jak to ma ochronić samochód przed stuknięciem? Takie jest lekkie, ale strasznie duże i rogate (nie ma szans wejść do Fiesty, a w Polonezie wciąż mam mebelki) – więc w deszczu idę z paczką na ramieniu na czeską pocztę, nalepiwszy kartkę z ostatecznym adresatem.

Danie coraz więcej kłopotów sprawia komputer. Co chwilę drętwieje, jest coraz wolniejszy. Moim zdaniem siedzi w nim jakieś świństwo (może pochodzące z wesołych, łańcuszkowych mejli, których tyle otrzymywała od znajomych), a system operacyjny ma zapaskudzony rejestr. Komputer jest w miarę współczesny, ale ma dość mały dysk. Poradziłem jej, by kupiła nowy dysk i zainstalowała na nim od nowa Windows XP, a następnie ściągnęła dane ze starego dysku, który może też służyć do przechowywania kopii bezpieczeństwa. Tylko nie wiem, co legalny system OEM powie na zmianę dysku? Nigdy nie aktywowałem Windows XP, moja kopia, znaleziona w śmietniku, jest pozbawiona tej uciążliwości. Legalna zostanie mi pewnie na pamiątkę.

felietony

felieton na 3 września 2010

Kręte ścieżki historii

Ostatnie tygodnie spędziłem na pograniczu czesko-austriackim. Penetrując okolice miasteczka Nová Bystřice, natrafiłem na ścieżkę dydaktyczną, poświęconą historii tego rejonu. Nie była ona łatwa w XX wieku, kiedy to zgodnie żyjące narody rozdzielono granicą, a później jeszcze poszczuto przeciw sobie. Czy czegoś nam to nie przypomina? W odróżnieniu od Śląska Cieszyńskiego jeden z narodów został po wojnie bezpardonowo wysiedlony. Pozostało uczucie zapiekłej krzywdy i dwie różne interpretacje historii. Otwarcie granic pomaga jednak zasypać tę przepaść.

Transgraniczna ścieżka XX wieku ma dwujęzyczne opisy. Skupiono się na pozytywnych stronach sąsiedztwa, nie omijając jednak kwestii trudnych dla obu stron. Można mieć uwagi do niektórych szczegółów, ale całość jest do przyjęcia dla obu zwaśnionych niegdyś narodów. Czy podobna ścieżka nie powinna powstać w naszych stronach?

Dla „Dziennika Zachodniego“, 1 IX 2010

Wobec zmiany ramówki gazety, druk moich tekstów został czasowo zawieszony.