blog

dyżur na swoim

… materacu po raz pierwszy doktór będzie spędzać.

Dyżur nieplanowany, akurat jutro rano mam w naszej przychodni wizytę u laryngologa. Do tego – ładna pogoda, kiedy to Tadeusz lubi sobie zafundować odwyk od dyżurowego nałogu. Więc dzwonię i pytam, czy aby nie chce…

Wyskoczyłem do Biedronki po lody (nic innego tak nie rozluźnia śluzu w mym gardle) – osobiście, bo przecież nie wolno mi przetrzymywać obcych kobiet. I jak to w Biedronce, prócz lodów kupiłem materac. Jednoosobowy, żeby nie gadali, że doktór na dyżurach tylko kopuluje.

blog

doktora upomnieli

Udzielam pisemnego upomnienia za „przetrzymanie” przez cały czas trwania dyżurów obcej kobiety na terenie zakładu pracy.

Koniec cytatu, podpisana Szefka.

Formalnie ma Szefka rację (choć poprzednio zgodziła się na wizytę Dany), ale… doktór ma poważniejsze powody do skarg. Zastanowi się, czy z nich skorzystać…

blog

w rękach onkologów 19

… będzie mama od przyszłego piątku. Rozmowa z lekarką (?) z Gliwic była bardzo miła. Udało mi się przeskoczyć oględziny pacjenta – od razu dostałem termin przyjęcia. Po znajomości? Nie, jeśli lekarz dzwoni, można polegać na jego ocenie stanu chorego. Tak to praktykowaliśmy za moich czasów – kiedy pracowałem w izbie przyjęć. Dopóki nie mieliśmy pewności, czy pacjent może bezpiecznie dotrwać do wyznaczonego terminu, chcieliśmy go widzieć na własne oczy, zanim ten termin ustaliliśmy. Pacjent nieraz musiał jechać przez cały powiat, tylko po to, by dostać termin. Wystarczyło, by zadzwonił jego lekarz…

Ja tak zwykle robię, kiedy piszę skierowanie do szpitala. Chyba, że pacjent i tak musi do niego jechać natychmiast – zwykle wtedy jedzie naszą karetką.

Rodzicielka do Gliwic, synalek do Rybnika – nawet po drodze. Bo zwariował na punkcie pewnej karówy*) z gazem. Ładna jest i zbiornik gazu ma w schowku na koło. No i za miesięczny obrok się ją kupi. Nawet na OC zostanie. Auta, bo doktorskiego OC doktór nie zamierza płacić.

*) Polonez Caro

blog

zdrowieję?

Mam nadzieję, bo noc była okropna. W półśnie rejestrowałem burzę za oknem, zalewającą mnie ropę i jakieś przedwyborcze ględzenia z radia, z którym zasnąłem.

Rano byłem słaby i zaraz po śniadaniu znów się położyłem. Chciałem mamę posłać do apteki z receptą na antybiotyk, której nie mogłem wykupić podczas dyżuru. Jak wyplułem z siebie morze ropy (Obama by się wystraszył), poczułem się lepiej… i odłożyłem sprawę antybiotyku do następnego czytania. Szkoda, że nie mogłem dać plwociny na posiew.

Co mi pomogło, to Tussicom (acetylocysteina – rozpuszcza śluz). Już lepiej się oddycha i wykrztusza. Byłem na spacerku. Fiesta grzecznie stoi, ładnie jej w deszczowym makijażu. Powietrze z koła uciekło prawie całkiem. Miałem zadzwonić po policję, bo ta dziura, w którą wpadłem, to wina zarządcy drogi – ale nie miałem dokumentów.

Zdrowieję bez antybiotyku. Gdybym go wykupił, nabrałbym mylnego przekonania, że to on mi pomógł. W ten oto sposób tworzymy wiele sukcesów terapeutycznych.

blog

ostatni dzień z Daną

Złapała ode mnie choróbsko – chyba, pewnie dlatego w nocy biło od niej tak miłe ciepło.

Wyprawiłem się do domu po zastrzyk gotówki. Pogoda po nocnej burzy poprawiła się, wyszło słońce; pojechaliśmy nad wodę naszą Fiestą. Była zimna, ale wykąpaliśmy się – najpierw Dana, niechcąco – pośliznęła się na glonach.

Pojeździliśmy pod górami, w drodze na dworzec uśmiechnęliśmy się, przejeżdżając dawną Mysią Dziurą – od tego niegdyś wąskiego podjazdu pod linią kolejową wzięła nazwę pobliska gospoda, w której spędziliśmy miłe chwile. Barmanka podarowała nam maskotkę – myszkę.

Dalej – było jak w filmie: ukončete nástup, vlak je přípraven k odjezdu i siła lokomotywy, rozdzielejąca splecione dłonie. Pospieszny do Pragi, potem do Pilzna, wreszcie motoráček; według planu powinien już dotrzeć do celu.

blog

dyżur w upale

Ledwo się dało wytrzymać. O ile jeszcze wczoraj wewnętrzne korytarze przychodni były oazą chłodu, dziś duszno było już wszędzie.

Od rana spokój od pacjentów. Dopiero po południu telefon.

Ale my nie mamy pediatry. W jakim wieku jest dziecko? – pyta pielęgniarka.

19 lat.

Dziecko przyjechało z mamą, ale to ono siedziało za kierownicą. Dostało antybiotyk, choć doktór może bardziej nań zasługuje. Rano odpluwał ohydną ropę.

blog

tłuczemy komary

Ja i Dana, chłopcy z ekipy przewozowej…

Siedzimy w przychodni, pijemy wodę mineralną (zaraz będzie piwo), zjedliśmy lody.

Wspominamy nasz mini-vandr: knajpę U myší díry…

w "Mysiej Dziurze"

.. kąpiel w Olzie, nocleg na Girowej. Nawet tam, na szczycie były komary!

Pacjentów niewielu: komu by się chciało w takim upale po doktorach chodzić…

blog

za dużo stressów

Chyba to doktorowi załamało odporność. Od rana nieznośny ból gardła.

Stress? Bo się okazało, że nasza Fiesta nie dość, że kiepsko jedzie na gazie, to jeszcze zużywa przy tym pokaźne ilości benzyny.

Dziś jechaliśmy przez Przełęcz Salmopolską. Nie gasiłem silnika przy jeździe w dół, bo Fiata 125p to znam od tej strony: wyraźnie twardszy pedał, ale hamuje. Nawet hamowanie z góry bez użycia hamulca nożnego w nim przećwiczyłem – na wypadek nagłej awarii. Czy kiedyś oswoję tak Fiestę?

Dziś dyżur, jutro w góry, piątek i sobota znów dyżury. Trzeba zarobić na remont tego rupiecia, co się kupiło…