blog

powrót w upale

… to było wyczerpujące zadanie. A do tego nasza Fiesta płacze olejem i jąka się na gazie. Po drodze zaliczyliśmy Castoramę, OBI, Tyniec, Birkenau i Międzybrodzie Żywieckie. Wypiliśmy kilka flaszek wody mineralnej, Fiesta dostała benzynę.

Znajomy w Krakowie nie ma już dostępu do netu, więc wpadłem do przychodni, by na nim posiedzieć. A czemu nie do domu? Dana nie chce się widzieć z moją mamą. Na noc zostajemy u mojego taty.

Nie dziwię się…

blog

Dana jedzie stopem

Dwie godziny temu minęła Brno, więc wkrótce powinna przysłać SMS-a, gdzie dotarła. Jak wszystko pójdzie wg naszych planów, z powrotem pojedzie już swoją Fiestą.

Jeśli kierowca, który wiezie ją z Pragi, nie da się naciągnąć na wjazd do Polski, będę chciał jej posłać pieniądze na bilet, bo w centrum Cieszyna wieczorem trudno znaleźć czynny kantor. Może poproszę kierowcę autobusu, jadącego do Cieszyna, by zostawił banknot u dyspozytora.

P.S. Nie zawiadomiła mnie w porę o swym zbliżaniu się do Cieszyna, ale dotarła tam w miarę planowo. Sprawdziłem telefonicznie, czy otwarty jest kantor i czy ostatni autobus dziś jedzie.

Wyjdę na dworzec.

blog

zgaga

Taka wredna – męczyła mnie, gdy od autobusu szedłem do przychodni. Czy to skutek pierwszego od blisko miesiąca normalnego, domowego obiadu? Albo stressu? Dana zadzwoniła akurat kiedy z mamą siedziałem przy obiedzie – i za bardzo nie pogadaliśmy. A potem posłała mi cierpką tekstówkę.

W robocie – po staremu. Nikt na mnie specjalnie nie czekał. Pacjenci nadal nie wiedzą, kiedy mnie zastaną.

Szefka gdzieś w pobliżu się snuła. Ale z wypłatą nie przyszła. Nawet kwietniową. Rano się przypomnę. Nie, na Fiestę mam. Muszę tylko sprawdzić, czy Dana rzeczywiście może jeździć na polskich blachach.

blog

mama wróciła

Po czterech tygodniach wróciła ze szpitala, bez tarczycy, słaba, ale w dobrym nastroju. Nie udało mi się dokończyć porządków, choć wczoraj ostro pracowałem aż do porannego śpiewu ptaków.

Mama zamówiła bukiet 13 herbacianych róż dla ordynatora, króry ją operował. Potem jedna z jej najbliższych przyjaciółek z hospicjum odwiozła nas do domu.

Zamiast obiadu zjadłem resztki szpitalnych zasobów mamy, które regularnie znosiłem do spiżarni i lodówki. Jutro już mama ugotuje obiad, więc trzeba usunąć pudło z miernikami, które utknęło w kuchni przy kredensie. Po kolei wyjmowałem je, fotografowałem, by później spakować i wynieść na strych. Ale ostatni z mierników miał oderwane szkiełko, które luźno latało, grożąc uszkodzeniem wskazówki. Rozbieram miernik, kombinuję, jak wyjąć ustrój… a to heca, zamocowany jest tylko na trzpieniech, doprowadzających prąd*). Made in USA, takiego prymitywu Związek Radziecki by nie wypuścił (zdaje się, cichcem kopiował mierniki angielskie…). Rozbieram ustrój… niestety, wyłamane są gniazda śrubek, trzymających szkło. A Cyjanopan w warsztacie usechł z tęsknoty za mną. Co tu robić?? Miernik rozkręcony w kuchni na stole, sklepy zamknięte (ha, można było uderzyć na stację benzynową) – wziąłem zwykły klej do tworzyw sztucznych.

Chwyciło.

*) Zwracam honor Amerykanom: ustrój był najprawdopodobniej zamocowany dodatkowo do płyty czołowej, ale jakiś majsterklepka to zdemontował; ogólnej oceny konstrukcji i wykonania miernka to jednak nie zmienia.

blog

muzyka serca

Rano, zanim się wynurzyłem ze snu, grała we mnie muzyka. W półśnie nie mogłem sobie przypomnieć, co to za piosenka.

Tak, to przecież Devatenáct Františka Nedvěda. Pieśń przepełniona miłością, tęskna jak większość jego i brata utworów.

Poczułem, że muszę zadzwonić do Dany. Co robi? Pewnie jest w domu, gotuje obiad… Nie, leży, jakaś grypa ją dopadła.

Chtěl jsem Ti říct, že Tě mám rád…

blog

urlop się kończy…

… dzień też. A jeszcze sporo rzeczy powinienem wynieść z mieszkania. Jutro ostatni dzień przed powrotem mamy.

Wpadł tata, czuje się dobrze. Muszę go przypilnować, by nie nawiał od onkologa.

Do roboty dopiero we wtorek. Rozmawiałem z Tadeuszem. W przychodni już wiedzą o chorobie mamy – kilka dni temu spotakałem w szpitalu załogę naszej karetki.

Jak wszystko wróci do normy… no, raczej jak się uspokoi, zrobię sobie zastępczy urlop.

Teraz będę katalogować stary, bardzo ciekawy monitor komputerowy. Długo go omijałem, nie mogłem nawet nań patrzeć. Mama niechcący mi go uszkodziła. Byłem niepocieszony – setki kilometrów, dwie noce w aucie, polowanie na giełdzie, najciekawsze trofeum. Nigdy już chyba takiego nie spotkam: uniwersalny TTL/analogowy, z mnóstwem przełączników, kontrolek, regulatorów. Zdaje się, że uszkodziła się tylko obudowa.

Bardzo się przywiązuję do rzeczy. Czy to źle? Niewygodnie z tym bywa, to fakt.