blog

idzie na lepsze

Po południu wsiadłem na rower i pojechałem na oględziny Fiesty. Wygląda nieźle, jeździ świetnie, sprzedający budzi zaufanie. Jutro panu powiem ostateczne słowo, kiedy będę po rozmowie z dziewczyną.

Pogoda piękna, wręcz upał. W drodze powrotnej wstępuję do Biedronki po lody. Teraz do mamy. Przepraszam, spieszę się, bo kupiłem lody…

Daj mi skosztować…

Czyli mama wraca do zdrowia.

Wieczorem dzwonię do Dany. Nie jest źle. Chce o czymś pogadać w cztery oczy, ale nasz związek trwa.

Jutro kupuję dla niej to auto.

blog

po północy

No i znów nie wpisałem się z wczorajszą datą.

Inwentaryzuję graty, które wynoszę na strych. Piękny, choć już tranzystorowy mostek… Lata 60. Dlaczego wszystko było wtedy takie ładne? Auta, elektronika…

Ściągam i słucham piosenki braci Nedvědów. Ulubiony repartuar Dany i mój.

Dana się odezwała. Tak, widzi poważne problemy w naszym związku. I jednocześnie tęskni za mną.

felietony

felieton na 28 maja 2010

Historia na kółkach

W Cieszynie gościliśmy rajd pojazdów zabytkowych. Było na co popatrzeć: archaiczne pojazdy z końca lat 20., wspaniałe limuzyny z lat pięćdziesiątych… i wozy, które jeszcze niedawno masowo jeździły po naszych drogach. Jeden z nich zapadł mi w pamięć – maluch z lat 70. Jakby przybył wprost z PRL: przy lewarku napoczęta paczka papierosów „popularnych“, na tylnej półce radziecki aparat fotograficzny, wyblakłe zdjęcie z dawnej wycieczki tym autem, za fotelem namiot z Legionowa… Nie zabrakło starego dowodu rejestracyjnego, ówczesnych tablic i zdjęć, pokazujących przebieg remontu. Wszystko niby przypadkiem porozkładane wewnątrz wozu. Gustownie zaaranżowana ekspozycja, ani słówka opisu.

Ten maluch miał szczęście. Inne poszły na złom, bo komu chce się płacić OC za niepotrzebne auto? Jeśli nadal będziemy zmuszani do złomowania starych aut, czym za pół wieku pojedziemy na takie rajdy?

Dla „Dziennika Zachodniego“, 24 V 2010

blog

odezwała się

Rano padał deszcz, więc znów zostałem w domu.

Przed chwilą napisała Dana. Że wszystko w porządku. I jeszcze dołączyła kod naszego ulubionego obrazka na Gadu-Gadu: <pies>…

Może przyjedzie w środę. Chyba kupimy to auto: czerwoną Fiestę. Taką sobie Dana wymarzyła…

Mam wrażenie, że za chwilę wyjdzie słońce.

blog

mam doła

Nie kupiłem auta, które dziś oglądałem – SEAT Marbella (dotąd byłem przekonany, że nazywa się Marabella) – to akurat nie jest powodem doła, skutkiem też raczej nie. Auto niezbyt mi pasowało – egzemplarz, typ… i sprzedający. Egzemplarz trochę zbyt przechodzony, model cokolwiek poniżej niezbyt wysokich standardów, do których przywykłem, facet – na mój gust za bardzo pewny siebie. Nie, ten SEAT nie miał być dla Dany; dla niej wypatrzyłem inne auto, wyższej klasy. Oględziny odwołałem.

Doła mam, bo nie wiem co z Daną.  No i chyba ciśnienie atmosferyczne spadło.

Jutro w góry? Sam już nie wiem.

blog

uwierzyłem prognozie

… i nie wybrałem się dziś w góry.

A pogoda lepsza, niż się spodziewałem. Jeszcze raz się okazało, że zła pogoda to jest jak się w domu siedzi i spogąda przez okno, mówiąc „jak dobrze, że nie poszedłem na wycieczkę”, na trasie każda jest dobra.

Zmęczony już jestem tegorocznym sposobem spędzania urlopu.

A co z Daną? Znalazłem dla niej auto, takie jak chciała. Nawet kolor pasuje… Miałem je dziś oglądać.

Nie działa jej telefon komórkowy i internet. Przyjaciółki nie pomogą w opresji? Te, które zawsze na niej pasożytowały… Na ogół mają telefony i internet. Albo ma takiego doła?

blog

wyszło słońce 20

Mama po operacji odzyskuje wigor.

Ze szpitala poszedłem na targowisko i kupiłem nowe kapcie. Widziałem też fajny nóz, prawie taki, jaki ma Dana (prawie, bo ona ma chyba autentyczny nóż bojowy radzieckich komandosów), ale nie miałem przy duszy tyle grosza.

Dana została bez internetu i bez telefonu. Chyba wyłączyli, bo nie zapłaciła. Chodzi mejlować do sklepu spożywczego.

Wylicytowałem dla praskiego kolegi przycisk na biurko z logo przedwojennej czeskiej firmy radiotechnicznej Mikrofona. Musiałem się wrócić, idąc do mamy do szpitala: kolega prosił o podniesienie stawki (w domu nie za bardzo łapię czeską sieć GSM, na ulicy – lepiej). Ale i tak kupiliśmy za cenę wywoławczą.

Dosuszam dywan, termowentylator pracował całą noc.

Słońce, ciepło, wręcz gorąco. Chce mi się w góry, chyba jutro wreszcie się wyrwę. Na Chotárny kopec*). Czemu akutat tam? A bo tak. A bo przed operacją wspominaliśmy z mamą tę wycieczkę.

*) pasmo Jaworników, okolice Czadcy