blog

będzie dobrze

– powiedział ordynator. Ale było już bardzo późno, nowotwór zaczął naciekać chrząstkę krtani.

Kiedy tylko uchyliłem drzwi do sali, mama wyciągnęła rękę w moim kierunku. Na nic innego nie było jej stać: opuchnięta, dysząca, nie mogła z siebie wydobyć głosu. Z początku przeraziłem się, że wycięto jej krtań.

Po południu po raz pierwszy się uśmiechnęła, kiedy zza okna odezwała się kocia aria.

Tata chodził po mieście, chcąc się zapisać na cystoskopię. Wszędzie wyczerpane limity, można od ręki, ale prywatnie. W tej sytuacji tata w poniedziałek wraca do onkologa, by spytać, co dalej.

Powiedziałem mu o mamie tylko tyle, że miała jakiegoś guza i został wycięty. W sumie to prawda, więcej nie musi wiedzieć. Niech się zajmie swoim rakiem.

A ja jutro pożyczam od znajomej mamy suszarkę do włosów, bo mokry dywan w pokoju już zaczyna śmierdzieć. Tata mówił, że w Polsce jest straszna powódź. Może jest, w moim rejonie już nie. Muszę się zająć ratowaniem swojego dobytku, bo nikt mi w tym nie pomoże, choć i ja jestem ofiarą wody.

Chyba zaraz przyniosę termowentylator. Bo opalarka jest dobra, ale do odmrażania rur. A wystarczyło wcześniej wymienić jedną pękniętą dachówkę…

… a można było wcześniej zauważyć, że mamie na szyi rośnie guz.

blog

toast za mamę

… białym winem bułgarskim – wypiłem tak, jak prosiła. Wpadłem do szpitala jeszcze wieczorem, akorat przyszedł znajomy chirurg-rowerzysta, żeby mama podpisała zgodę na zabieg. Zastałem ją w dobrej kondycji, pełną optymizmu. Grała?

Wcześniej byłem w Ostrawie po zakupiony na Aukro generator. Czy wyglądam biednie? Bo konduktor podarował mi opłatę bagażową. Generator jest ogromny, z wbudowanym oscyloskopem, pracuje w paśmie akustycznym. Dana cieszy się, że jej pokażę figury Lissajous. Gdybym wiedział, jak jest duży (na zdjęciu trudno to ocenić), może bym zerezygnował. Zajął mi dopiero co zwolnione miejsce w sieni.

Ale na strychu można jeszcze to i owo upchnąć. W nocy wymieniłem trzy dachówki. Drabina tego rodzaju, co kupiłem, jest bardzo wygodna, bo mając możliwość regulacji wysokości co stopień, łatwo możemy ją od strony strychu przystawić do łaty (czyli drewnianej żerdki), nad którą jest uszkodzona dachówka.

Jutro, jak mama będzie na stole operacyjnym, kupuję rower trekkingowy, prawie nieużywany, jeszcze z czechosłowackiej fabryki Eska. Kiedyś ten model był moim marzeniem: z zazdrością przyglądałem się jego hamulcom i potrójnej przekładni. Ogumienie ma szosowe (ciekawe, jaki rozmiar obręczy, bo jeśli 630, to nie zdobędę innego), przerzutki oczywiście jeszcze bez indeksu, hamulce cantilever. Gdyby nie jego wartość kolekcjonerska, przystosowałbym go do ciężkiej, długodystansowej turystyki.

Doktór został kolekcjonerem rowerów?

blog

wieści dobre i gorsze

Operacja tarczycy u mamy odbędzie się w piątek. Rozmawiałem z ordynatorem, ani sam zabieg, ani rodzaj i stadium nowotworu nie są zbyt ciężkie.

Przy okazji usłyszałem jednak i inną diagnozę. Wygląda na to, że interniści wykryli szpiczaka. Tego, którego wykluczono przy poprzednim pobycie diagnostycznym, dwa lata temu. Objawy były (i są…) klasyczne – ściślej te podmiotowe, czyli skargi pacjentki. Ale badania nie potwierdziły rozpoznania, więc się z niego wycofano.

Tata znów zwleka z pójściem na cystoskopię (wziernikowanie pęcherza), bo ostatnio mniej krwawi.

Kupiłem trzyczęściową drabinę i wymiana dachówek będzie łatwiejsza. Chociaż coś do przodu.

blog

noc bez wiader

Taki był efekt doktorowej operacji na strychu. Wymiana dachówki była łatwiejsza, niż się wydawało. Skończyła się przed północą, ale Blox chwilowo nie nadawał się do użytku. Pewnie miał miesiączkę 😉

Teraz, jak dach jest naprawiony, przestało padać.

W piątek mama ma operację.

Dzisiaj chyba wprost ze szpitala pójdę do Castoramy, po nową drabinę. Długą kupi się później, jak będzie na nią miejsce (przęsło ma 4 metry, a kosztuje prawie tysiąc zł – więc trudno ją zostawić na podwórku). Teraz – mniejszą, bo do wielu miejsc czterometrowa nie wejdzie, czyli i tak muszą być dwie.

felietony

felieton na 21 maja 2010

Wielka woda

Jeśli wierzyć mediom – w tych dniach Olzą w Cieszynie płynęła stuletnia woda. Nie chcę umniejszać dramatu tych, których powódź dotknęła, ale „powodzie stulecia“ ogłaszamy średnio co pięć lat. Do setki trochę mi brakuje, niemniej tak wezbraną Olzę już widziałem. W dawnych wiekach niszczące powodzie zdarzały się regularnie. Inne klęski, pustoszące całe miasta, jak zarazy, czy pożary – znamy już tylko ze starych kronik. Dlaczego z wielką wodą nie radzimy sobie równie dobrze? I czy to przypadek, że ostatnio nawiedza nas tak często? Nie wiem, ale na pewno warte jest to zastanowienia, przewertowania historii, przedyskutowania wpływu człowieka na klimat.

Czasy się zmieniły, mamy Internet, w którym tak łatwo strugać mędrca. Newsy są towarem, więc najlepiej się sprzedają w krzykliwym opakowaniu. Wcześniej uregulowaliśmy rzeki. Przyroda, spychana do kąta, czasem jednak nam daje lekcję pokory.

Dla „Dziennika Zachodniego“, 18 V 2010

Olza w Cieszynie - widok z Mostu Wolności

blog

doktór zalany

Zalewało ze strychu, po każdym dłuższym deszczu. Się doktór zebrał i graty poprzestawiał, dachówkę przyniósł i wymienił.

Niech żyje nam rezerwa, 2010 rok…

Po robocie se doktór piwo wypił. I śpiewał. Po jednym piwie? W gospodzie doktór śpiewa dopiero po dwóch…

A bo to Radegast, dwunastka. Słowiański bóg gościnności. Jak by nie było, chrześcijaństwo zostało przywiezione w teczce. Dlatego doktór woli do gospody, niż do kościoła.

blog

ciągle pada

… jak w piosence Czerwonych Gitar.

Kapie z sufitu. Nawet w szpitalu mieli wiadra na korytarzu. Wiedziałem, że dach powinno się naprawić przed majowymi deszczami…

Mama jutro wychodzi z interny. Do domu? Czy wprost na chirurgię?

Trzeba się wynieść z jej pokoju – zrobiłem tam sortownię… Dzięki temu ruszyłem z porządkami.

blog

ciężkie chmury

I na niebie, i nade mną. Mama w poniedziałek pójdzie chyba wprost na chirurgię.

Co z tatą? Już dziś za późno, by do niego dzwonić.

Rano wpadłem na rynek, by spojrzeć na rajd starych samochodów… prawdę mówiąc tylko dlatego się wyrwałem, że czekał tam na mnie znajomy. Ale nie miał zbyt wiele czasu… rozumiem, tak to bywa na podobnych imprezach. Zrobiłem trochę zdjęć.

Trzeba kontynuować porządki. A co z urlopem?

Dobre pytanie…

blog

gorsza część prawdy

Dziś mama powiedziała mi resztę tego, co u niej wykazały badania. Guzek tarczycy ma charakter złośliwy. Po prostu: rak.

Czernobyl? Nigdy się nie dowiemy.

W grę wchodzi operacja, w poniedziałek mam przyjść do ordynatora chirurgii.

Nie mam czasu się rozpisywać. Nawet specjalnie o tym nie myślę. Nie wiem, dlaczego tak spokojnie to przyjąłem, czy dlatego, że już choroba taty wyczerpała moje możliwości reagowania? Od leczenia są specjaliści. A ja muszę kończyć porządki.

W poniedziałek mama wraca do domu. Na parę dni…

blog

dobre wieści 21

U mamy obraz szpiku nie przemawia za białaczką. To dobrze, dobrze też, że do domu idzie dopiero w poniedziałek. Będę miał czas na dokończenie porządków.

Tata idzie w przyszłym tygodniu na cystoskopię, której tak się bał.

A ja – będę się szykować do wyjazdu urlopowego. Najwyższa pora. Może wreszcie i pogoda dopisze.