blog

niepokój

Co się dzieje z Daną? Nie pojawiła się wczoraj wieczorem na Skype, telefon wyłączony.

Mama została w szpitalu na badaniach. Musiała tam chodzić 3 razy, bo gdzieś zapodziało się skierowanie. Wreszcie napisałem zastępcze ja. Dziś miała mieć pobierany szpik do badania.

Przepadł termin odwołania w sądzie. Guj im w gupę. Zapłacę i mam z głowy. Ale potem wybierajcie się sami. To już nie mój kraj.

Jakieś tajemnicze gremia obwiniają mnie o spamowanie, niektóre maile wracają. Nie, nie tym zajmował się sąd.

Co z Daną? Iść na policję? Ale kim dla niej jestem?

felietony

felieton na 7 maja 2010

Nieznany sąsiad

Niedawno miałem okazję się przekonać, jak mało wiedzą o Polsce Czesi. Dlaczego szczególnie zasłużonych ludzi chowa się w Krakowie? Czym była Konstytucja 3 Maja? Pytania, na które coś sensownego odpowie każdy mieszkaniec Polski, choćby w szkole był na bakier z historią. Nie lepiej z geografią: korespondent czeskiego radia umieścił Kraków na Śląsku. Powiedzmy od razu: w drugą stronę jest tak samo. Ostrawę bez wahania lokujemy w Czechach, a z dziejów Czechosłowacji pamiętamy od biedy rok jej podziału i konflikty graniczne z Polską.

Programy szkolne skupiają się na historii i geografii rodzimej i powszechnej. Z perspektywy Warszawy czy Pragi jest to logiczne. Dopóki granice bratnich krajów przekraczano z rzadka, było to do przyjęcia. Nie chcę forsować obowiązkowych przyjaźni. Lubić się możemy, ale chyba powinniśmy więcej o sobie wiedzieć. Jak to robią szkoły w „starej“ Unii?

Dla „Dziennika Zachodniego“, 4 V 2010

blog

czas przyspiesza

To już tydzień od ostatniego dyżuru. Opadły kwiaty z gruszki, która jak zwykle zakwitła na moje urodziny. Rajd samochodowy, na którym byłem parę lat temu, odbył się w roku 2004 – ze zdziwieniem przypomniałem sobie, przeszukując pocztę elektroniczną.

Trzeba coś zrobić, żeby mi znów urlop nie przeciekł między palcami.

Jutro mama idzie do szpitala na badania. Podejrzenie białaczki, zobaczymy. Trzeba wykorzystać spokój, który będę miał przez parę dni. Bo generalne porządki w mieszkaniu są raczej trudne do zrobienia, gdy domownicy są na pokładzie. W pierwszej fazie następuje horror. Wszystko będzie rozgrzebane.

Nie chwytać się rzeczy, które mogą poczekać na czas po urlopie – np. naprawy aut. Ech, jak się zapoznałem z Pandą, to najchętniej bym się Malucha pozbył, ale tata by tego nie przeżył. No nic, Pandę się może kupi – dla Dany – i zobaczy się, jak się nią jeździ. To może i dla siebie kupię, ale wolałbym z gazem.

… prawie się zakochałem w tym autku.

blog

senna pogoda

Chyba znów o sobie dała znać meteoropatia. Cały dzień podsypiałem, kilka godzin w ogóle przespałem. Nic właściwie nie zrobiłem z tego, co chciałem.

Aukcje przeglądałem (raz na tydzień trzeba), kiedy Dana chciała pogadać na Skype. Chcę jej kupić zgrabne auto, Fiata Pandę*. Za 1000 złotych, wygląda nieźle. Nie wiem tylko, na kogo spisać umowę, bo Dany na razie nie stać na opłatę rejestracyjną (10 000 Kč, czyli ok. 1550 zł).

*) kto bywał na Zachodzie, wie, o jakie auto chodzi, w Polsce mało znane; jego nazwy użyto ponownie na oznaczenie zupełnie innego wozu

blog

majowy czyn doktora

… polegał na naprawieniu roweru marki Favorit. Kupiony w listopadzie, miał luz w korbowodzie. Zimę przeczekał pod folią na podwórku. Klin chyba był za gruby i nie wszedł dostatecznie głęboko*). Doktór starał się nie jeździć, by uszkodzenia nie powiększyć. No i opłaciło się, ośka tylko minimalnie wykiwana.

Na wyjazd urlopowy chyba jednak Waganta wyszykuję. W sumie wystarczy wymienić tylną oś. Od czego się stale krzywi (i później pęka)? Od ciężaru czy od ciągu łańcucha? Tak czy owak oznaczę pozycję osi, którą stronę w górę, by po demontażu koła nie zmieniał się kierunek działania siły.

No niestety, konstrukcja tego roweru nie może podołać turystyce ekspedycyjnej. Jak w końcu poskładam jego następcę, Wagant zostanie jako sentymentalny pojazd do lekkiej turystyki szosowej. Dostałem go od taty na 15. urodziny…

Jazda próbna… Parkingi osiedlowe, gdzie jeszcze przed 10 laty było pełno aut z PRL. Uliczka, gdzie uczyłem się jeździć na składaku… Mam wrażenie, że to nadal ten sam asfalt. Ale już nie zajadę drogi warszawie…

*) przed użyciem klina sprawdzam, jak wchodzi do korby, zdjętej z osi

blog

urodziny 22

… miał doktór. Wielki jubel temu nie towarzyszył, bo i z czego się tak cieszyć? Że znów człek o rok starszy?

Przyjechał tata, pojechaliśmy do wujka, cośmy go ruski rok nie widzieli. A wujek wciąż ma Polskiego Fiata 125p z roku 1976.

Przynajmniej coś na tym świecie jest niezmienne…

blog

na Czantorii

był dziś doktór. Na całej trasie nie spotkał jedynego turysty. No bo trudno do turystów zaliczyć kopulującą parę* czy faceta z psem… nie, to była koza, zbierającego drzewo.

Czy w Polsce ktoś jeszcze pracuje? Autobus, jadący do miasta na godzinę 22, wiózł tylko doktora (broń Boże nie do roboty!) i jakąś panią w wieku raczej nieprodukcyjnym.

*) doktór szedł miejscami bez znaków

blog

Maluch na linie

… pojedzie jutro do domu. Za małym, srebrnym Mercem…

Ściągnąłem aktualny czeski kodeks drogowy (czemu nie może być jeden wspólny choćby dla Unii???). Lina jest w Maluchu, trójkąt też. Światła zapalę chyba tylko pozycyjne, holowanie potrwa ze 3 godziny. Wybierzemy trasę ciut dłuższą i górzystą, ale mniej ruchliwą. Z kilku przełęczy może lepiej będzie zjechać osobno. No, zależy jak łatwo pójdzie ze sprzęganiem aut. Tatowa lina w Maluchu jest jakaś dziwna. A lina w Kombi zerwała się, kiedy holowałem czyjeś popsute Uno…

Dana chwyta się nowej pracy – akwizycji reklam.

Mój pacjent jest już w szpitalu. Na dzień dobry dostał krew – miał taką anemię, że doktory się wystraszyły.

felietony

felieton na 30 kwietnia 2010

Nieśmiertelny temat

Chciałem napisać „dziura w moście“, ale komputer zaprotestował – taki tytuł już był. Dziś jednak coś nowego. Idę przez most Wolności, widzę jak łatają dziury. Porządnie, asfaltem. Tak, ale wkrótce ta połowa jezdni idzie do remontu i cała nawierzchnia będzie zerwana. Absurd? Dla mnie nie, tak powinno być. Ktoś nie potrafił spokojnie patrzeć, jak samochody nie mogą na zwężeniu drogi omijać dziur, które były tu od lat.

Niestety, „norma“ jest inna. Od lat tolerujemy nie tylko dziury, ale koleiny i muldy na starej drodze Cieszyn – Skoczów. Zarządca drogi nie ma pieniędzy, to akurat święta prawda. Ale dlaczego to jest rozgrzeszeniem? Jeśli samochód będzie w równie fatalnym stanie, nie dostanie stempla i nie ma prawa jeździć, pod groźbą kary. Nie pomoże lament, że właściciela nie stać na naprawę. Dlaczego więc połatano naprawiany most? Bo to zadanie unijne, a wykonawca zagraniczny.

Dla „Dziennika Zachodniego“, 27 IV 2010