Doktór tym się wyróżnia spośród szarego tłumu lekarzów, że zawsze się spóźnia. Zawsze jest jakiś przecież powód, a nawet jak nie ma żadnego.
Dzisiaj zapragnął pójść na prelekcję. Nie medyczną, czyli bez żarcia na koszt firm farmaceutycznych.
Capjentów jak na złość znów za dużo. I jeszcze ta wizyta!
Nie wyrobię się. Wizytę trzeba przełożyć na późniejszą godzinę, bo prelekcja ciekawa, a wizytę trudno robić w biegu.
Wpadam do domu kultury. Gdzie ten odczyt? Na dole, tak, jak pisało na internecie. Ale coś tu nie gra: dopiero za pół godziny i temat jakiś inny.
Ha, doktorku! Nie doczytałeś. 16, ale kwietnia. Przyszedłeś miesiąc przed terminem.
Obiecuję, że coś takiego się już nie powtórzy.
Dana już przed godziną wzywała mnie do małżeńskiego legowiska, a ja sobie wesoło bloguję. Tym weselej, że dysk w lapku tylko miał duszę mdłą. Krzepkie jego ciało (z jedynym realokowanym sektorem) ożywił Hiren’s Boot, zapodany z buta, tfu, z płyty DVD. Doktór według hiszpańskiej instrukcji wgrał tego buta na peniska i teraz już może takie cuda robić przez port USB zdechłego kompa(na).
Paso 2
Ejecutar usb_format.exe que esta dentro de la carpeta „USBFormat”
Oto urywek. Doktór po hiszpańsku nie umie, ale w końcu to nie węgierski. Pierwsze słowo kojarzy się z ejakulacją, egzekucją, egzekutywą… aha, wykonać. Carpeta to widać nie skarpeta, ale w tym przypadku folder.
Dano, kochanie, już idę. Możemy po hiszpańsku?