przed urlopem. Jakoś nie dociera do mnie, że się rozpoczyna…
Bo i dotychczasowy tryb pracy jest dość luźny. Nie to, co było przed poprzednim urlopem. I to wszystko na karku, co nie pozwala mi się odprężyć.
Pacjent, którego badałem w domu, ma guza w płucu i głęboką anemię. Jutro jedzie do szpitala. Moja rola się skończyła. Wdzięczna rodzina jest zbyt zaaferowana jego chorobą, by zauważyć mój problem z Maluchem. Przyznam, że po cichu liczyłem właśnie na nich.
Dzwonił pewien znajomy. Wyszukał dla mnie ponoć niezły egzemplarz 125p kombi. No, zastanowię się, bo na byle co mojego Kombi nie zamienię. Ale… wspomniałem o nieszczęsnym Maluchu. Podjął się odholowania. Na wszelki wypadek spytałem i naszego kierowcę, czy by mi pomógł. Nie za bardzo mu to pasuje, ale w najgorszym razie nie zostawi mnie na lodzie.
Czy na złomowisku mają manometr, by sprawdzić kompresję silnika, który będę kupował? Ale najpierw trzeba Malca ściągnąć do domu…