… zakończyła się powodzeniem. Rzeczony 405-liniowiec stoi w orgodzie, pod folią.
prawie jak prezydent
… pojedzie dziś doktór do Pardubic.
Jak prezydent? Václav Klaus, udając się do Krakowa, skorzystał z porannego, planowego pociągu Eurocity relacji Praga – Żylina. Ja jadę pociągiem o tej samej nazwie, ale odwrotnej relacji. Niestety, to nie ten sam skład. Miną się tuż przed Żyliną.
Fretka się nie odnalazła. Psy tej nocy już nie szczekały.
wszystkiego po trochu
… zażył doktór tej soboty.
Najpierw – pobudka, raczej przedwczesna. Wyjazd załogi karetki na dializy o szóstej jeszcze przespałem. Ale jak o siódmej przyszła pielęgniarka i zaczęła jazgotać z koleżanką, było po spaniu. Wreszcie jedna z nich wlazła do gabinetu… o przepraszam, to doktór tu śpi?
Już nie śpi. Bo i słońce zagląda przez okno, jakoś dziwnie paląc… To chyba na niepogodę – pomyślałem. I rzeczywiście, zaczęło się zachmurzać.
Spokój, nie ma pacjentów. Nawet do specjalistów, bo żaden dziś nie przyjmuje. Tylko zabiegi chirurgii jednodniowej robią, ale to inne wejście.
O godzinie 8.56 zabiją dzwony – leci pasek na telewizorze. Jakoś nie zabiły. Chyba, że po cichu. Albo doktór głuchy.
Do Biedronki po chleb. O jedenastej wyrzucają zaskoczonych klientów. Proszę pana, tu nie wolno robić zdjęć. Sprzedawczyni jest cała w nerwach. Pstrykam przed sklepem, niech mi coś zrobią.
Przeglądam aukcje. Chmury na niebie się rozchodzą.
A, teraz wreszcie się zaczęło. Wizyta domowa. Musimy ściągnąć rezerwowego kierowcę, bo z dializ wrócą dopiero wieczorem.
Przychodzi pacjent – pan Piotr. Zgaszony, zabiedzony, dyszący. Ze smutnym uśmiechem przypomina mi, że jest wdowcem. Nie musi, pamiętam. Bardzo zmizerniał po śmierci żony. Byli promienną, pełną życia, wysportowaną parą.
Wizyta, potem druga. Starzy ludzie, którym medycyna wiele już nie pomoże.
Wieczorem już znowu spokój.
Minionej nocy Dana zasnęła dopiero o ósmej. Rano. Całą noc szczekały psy – czyżby gdzieś w pobliżu pętała się fretka?
Tej nocy Dana będzie spać poza domem, w pobliskich zaroślach. Fretki prowadzą nocne życie. Może przyjdzie…
dyżurowy mix
Do pracy jadę MAN-em. Lubię ten typ autobusu. Taki normalny, liniowy, zwykłe siedzenia, szerokie drzwi. Początkowo nie ma pacjentów, piję herbatę miętową.
Pan Michał, zażywny chłop z pobliskiej wioski, przyszedł (jak zwykle do mnie) po naciągane recepty – na siebie, dla sąsiada. Pan Michał był krwiodawcą, więc ma specjalną zniżkę. Stary, gruby, niedomyty… i tak serdecznie do mnie przywiązany. Panie doktorze, niech pan kiedyś do mnie latem przyjdzie. Posiedzimy przy ognisku, mam swoje wędliny, dobre nalewki, taki tam spokój wieczorem…
Martwiliśmy się jego guzem w klatce piersiowej. Nie ma guza! Ale zmarła mu żona. Rok temu?
Dziś pan Michał przychodzi wesoły, czysty, dobrze ubrany. Nie dyszy. Doktorze, spieszy mi się. Idę do mojej pani.
Znalazł nową partnerkę. I nie ma raka…
Wizyta domowa u pana Mariana. Dziarski 90-latek, nagle pogrążył się w demencji. Nadal taki miły, elegancki, z atencją wita swojego pana doktora… Ale żyje już w swoim świecie. Kieruję go do neurologa. Ale wiem, że lepiej już nie będzie.
Małe zakupy w Biedronce. No tak, jutro będzie sobota jak w socjalistycznej Czechosłowacji. Po południu wszystko zamknięte. I co, było tak źle? … a alkohol normalnie na półkach? Pierwszy raz jestem w polskim sklepie od początku tej żałoby.
… co mnie tak swędzą powieki? Chyba pójdę do apteki po krople.
Fretka się nie znalazła.
uciekła nam fretka
Wczoraj rano Dana zauważyła jej brak. Pewnie nie mogła znieść samotności. Nawet mieliśmy jej przywieźć narzeczonego, ale nie chciał się przeprowadzać. Pogryzł Danę do krwi – i dzięki temu został u swojej poprzedniej właścicielki, która zdecydowała się go oddać z powodu alergii u dziecka.
Czy miała jakieś imię? Dla mnie była po prostu fretką. Innej nie znałem.
Dana jest zmartwiona. Fretka w wolnej przyrodzie nie przeżyje. Poszła za głosem serca i może za to zapłacić najwyższą cenę. Jak człowiek…
doktór PIT-olił
… tym razem wirtualnie. Nawet 3 zł 80 gr na zbożny cel wysłał.
Nie idzie to szybciej, niż papierowo, a nogi bolą i oczy. Spacerek do skarbówki był przyjemniejszy. Nóżki się ruszały, oczka pracowały w trybie krajobraz.
Paczkę doktorowi gdzieś zapodziali, to ją wytropił. Mógł nawet podpisać list kondolencyjny od lekarzy polskich. I wszystko bez wychodzenia z domu.
Ślubu jeszcze nie można dostać przez Internet. Dlatego pewnie doktór jest kawalerem.
po telewizor
… pojedzie doktór pociągiem, w niedzielę.
Nie grozi, że się w swym biegu zatrzyma z powodu żałoby – pierwotnie były takie naciski, ale Czesi znaleźli właściwy sposób, jak symbolicznie wyrazić solidarność z Polską, nie powodując komplikacji w codziennym życiu. No i dobrze, na pewno by to fali współczucia dla Polski nie wywołało.
Ten telewizor spędzał mi sen z powiek od momentu jego wylicytowania. Kombi rozbite, Maluch mały, benzyna droga, może jednak uda się grata wsadzić do pociągu? Ale jak duży on jest? Bo taki podłogowy, nie stołowy… Wg rozmiarów, podanych w opisie, nie powinien być zbyt duży. Jaki jest rozmiar kineskopu? Sylwetka telewizora sugerowała spory ekran, ale rozmiary odpowiadały raczej mniejszej przekątnej. A model telewizora nie był podany.
Dziś przyszło dodatkowe zdjęcie. Napisy na tylnej ściance, typu nadal nie znam, ale choć firmę: Murphy. Szukając w znanych miejscach Internetu bliższych danych, ustaliłem, że to 12-calowy Murphy V 202C z roku 1951. 405-liniowy, rzecz jasna (skoro angielski), więc nie będzie nic odbierać. Przekątna ekranu jak Vela, czy Junost, waga… no, wagą może nie przekroczy radzieckiego lampowego kolorowego Rubina. Może nawet Wawela. A Wawel (ten 21-calowy) to dla doktora pestka 😀
No to w drogę. W niedzielę, zaraz po dyżurze.
P.S. fuj, bloksie, nie tolerujesz czeskich znaków w tagach…
jak doktór VIP-em został
Dyżurowa noc (po raz pierwszy w gabinecie, obok EKG) upłynęła gładko. Lodówka trochę hałasowała, ale przecież Dana też chrapie. I to nawet wtedy, kiedy do namiotu podchodzi dzik…
Rano krótka rozmowa z Tadeuszem. Obyło się bez ofiar w ludziach.
Bo nie czas na rękoczyny. Pod przychodnią już stoi srebrny Merc. Przyjechali po eksperta. Mnie znaczy. Jedziemy.
Merc zostaje przed garażem. W nim stoi coś lepszego: Fiat Multipla. Nie, nie to straszydło, prawdziwa Multipla, minivan na bazie Fiata 600. Na razie goły szkielet, pomalowany wg wzoru oryginału. A ja mam obejrzeć stare radio samochodowe, kupione do niego.
Czy podejmie się pan jego uruchomienia?
Może jesienią, teraz nie mam czasu…
Rozmówca jest ukontentowany. Na koniec namawia mnie do podłączenia swego Autovoxa – takiej marki jest radio. No, korciło mnie… Ale na krześle, bez amperomierza, bezpiecznika, wprost do aku od skutera… To jak noc poślubna na przystanku autobusowym.
Narzeczona obiecująco szumi. I iskrzy, bo masę ma na dotyk. Właściciel jest wniebowzięty. W sumie nie jest źle, w dzień na falach średnich trudno coś złapać na kawałek drutu. Radio robi wrażenie sprawnego. Innego zakresu nie ma.
Po co ma mnie pan odwozić do domu? Czy ja jestem jakim VIP-em?
Tak, dla mnie jest pan VIP-em.
Chyba rzeczywiście. Nawet błotniki do Škody chce mi załatwić. Dla Dany…
pacjent przyniósł koniak
… a doktór się wstydzi trzymać alkohol w swej szafce. Może ktoś zobaczyć.
W żołądku jak się go schowa, to nie widać.
Może będzie słychać, bo w gospodzie doktór po drugim piwie nieraz śpiewa.
doktora wykopali
… z dyżurki. No tak, trzeba sobie będzie gdzie indziej gniadzko uwić…
Na korytarzu, na ziemi.