blog

sezon na heksenszusy

Pacjentów było co niemiara. I co trzeci ze rwą kulszową!

… w poczekalni gra chyba Radio Z, w miarę normalnie. Wszystko ma swoje granice – nawet żałoba narodowa…

… w moim powiecie zresztą za bardzo jej nie widać. Specjalnie wziąłem aparat.

P.S. graficzna żałoba pojawiła się na czeskim Aukro, ale nie na rosyjskim Mołotoku (wszystko to są file polskiego Allegro).

P.S.2: również na Aukro słowackim i ukraińskim.

blog

Dzień Kosmonauty

Czy ktoś jeszcze pamięta o Juriju Gagarinie? 12 kwietnia 1961 jako pierwszy człowiek odbył lot kosmiczny. Wiem, panują pewne kontrowersje wokół tego wydarzenia. Ale nawet lądowanie Apollo na Księżycu bywa podważane. Powiem wprost: nie wiem, jak było naprawdę. Ale coś trzeba przyjąć za prawdę.

Kiedyś marzyłem o tym, by zostać kosmonautą. Widziałem siebie raczej w skafandrze NASA, bo i ja chciałem się przespacerować po Księżycu, czy raczej nawet Marsie…

Może dlatego tak mną wstrząsnęła katastrofa amerykańskiego promu kosmicznego w roku 1986. O ile pamiętam, pierwszy (po tylu pionierskich misjach!) tragiczny wypadek pojazdu kosmicznego podczas samego lotu. Nawet wysłałem kondolencje do ambasady USA.

To było dawno, świat wydawał mi się prosty, brałem rzeczy tak, jak mi je podawano. Zwłaszcza, kiedy dotyczyły tzw. wolnego świata.

Upadek z obłoków bywa bolesny. Lepiej chodzić po ziemi.

blog

Show must go on

… gra sobie moje radyjko, na falch średnich. Polska stacja.

Wczoraj odkryłem, jaką wspaniałą muzykę nadają. O samej stacji wiedziałem od pewnego czasu, ale grali raczej nie w moim stylu. Z ciekawości przesłuchałem pasma, co się dzieje w eterze w tak szczególnych dniach.

No i niespodzianka. Czyżby zmienili repertuar z powodu żałoby narodowej? Ale ten aktualny raczej żałobny nie jest.

… a poza tym przestały mi chodzić spamy na temat Viagry…

Jak tak dalej pójdzie, poproszę o przedłużenie tej żałoby narodowej. Zaczyna mi się podobać. Jakiż ja byłem zaślepiony. Dziękuję P.T. Komentatorom, że mi otworzyli oczy.

blog

meandry diagnostyki

Niewiele jest gorszych rzeczy, niż ślepe przywiązanie do swojej genialnej koncepcji diagnostycznej. Samo zjawisko jest dość typowe dla rodzaju ludzkiego, ale w diagnostyce może być niebezpieczne. Nie tylko medycznej.

Dostać się do wirnika dmuchawy w Maluchu – to łatwe tylko na obrazku. Jak budowa mózgu, dopóki go mamy na stole. Zanim dobrałem się do rzeczonej dmuchawy, poobracałem alternatorem, uprzednio dociągnąwszy nakrętki koła pasowego. No niestety, dmuchawa raczej jest w porządku, bo nic nie ociera, nie tłucze się.

Negatywny wynik jakiejś próby diagnostycznej nie musi być porażką – coś wykluczyliśmy. Tutaj trochę jest: dalej nie wiadomo, co w moim Maluchu hałasuje. I czym to grozi…

Mechanika pojazdowa ma jedną ogromną zaletę w porównaniu z medycyną. Jak czegoś nie wiemy, nie potrafimy, nie mamy – prawie zawsze mamy czas. Szczególnie, kiedy auto jest dla nas tylko dodatkowym pojazdem.

… i tu doktór nieoczekiwanie przypomniał sobie pewien grób na swoim  prywatnym cmentarzyku. Diagnoza nagle stała się oczywista, ale już nic nie można było zrobić. Ktoś wcześniej postawił inną, wydawała się równie jasna, więc doktór w nią nie wątpił. Młody jeszcze był i uznawał autorytety…

… z powrotem na podwórko. Maluszku, bądź tak dobry i nie rozleć się. Bo mamy wyjazd, wiesz? Z Daną. Nie, (na razie) nie do Danii. Ale jak ty bez trójki wyjedziesz pod tę przełęcz?

Spoko, robaczku. Obaj jesteśmy z PRL. Z grubsza ciosani, ale wytrymali. Tak szybko nas na złom nie wyślą.

blog

czy to prawda?

że zamkli supermarkety?

Tak wyczytała / słyszała Dana. Z zagranicy się dowiaduję, co się w Polsce wyprawia.

Ten kraj mnie wciąż jeszcze potrafi zadziwić.

Nie jestem za niedzielnymi zakupami, ale niech mnie wreszcie przestaną w tym kraju gwałcić!

Nie tylko w tym. Na Słowacji kaski rowerowe są obowiązkowe (na razie tego nie widać). A czemu nie spadochrony w samolotach pasażerskich?

blog

zepsute EKG

Wczoraj wieczorem – telefon od pacjentki. Bóle w klatce piersiowej. Pani Wanda, dobrze ją znam. Nie jest histeryczką. Przed wyjazdem upewniam się, że mamy EKG.

Trochę błądzimy, bo kierowca nowy, a ja też nie pamiętam, który to budynek, numerów nie widać, a stary akumulator w mojej prywatnej latarce jest już słaby. Służbowej oczywiście nie mam.

Znaleźliśmy w końcu dom, po zbadaniu pacjentki dochodzę do wniosku, że to raczej napadowe migotanie przedsionków. Zrobimy jeszcze EKG…

… aparat nie daje oznak życia. Nie jesteśmy daleko od przychodni, jeden z nas idzie na piechotę po inny aparat. Wraca z wieścią, że ten nasz jest sprawny, ale musi być stale podłączony do sieci, bo wyjęto z niego akumulatory. Jak się spodziewałem, nic to nie daje: od razu zwrócił moją uwagę wyłącznik, który nie zaskakiwał w żadnym położeniu.

Zabieramy pacjentkę do przychodni. Zapis EKG potwierdza moje rozpoznanie, jedziemy do szpitala.

Lekarz izby przyjęć ma muchy w nosie, wyrzuca nas za kotarę: na drugi raz pamiętajcie, że tam jest strefa przekazania pacjenta.  Tak, tak, pamiętam cię, kolego, zawsze pożyczasz długopisy i ich nie oddajesz.

Skoro nas wyrzucił, nie czekamy na decyzję o przyjęciu i jedziemy.

Nie po raz pierwszy się to stało, że jadę na wizytę, pielęgniarka zaklina się, że EKG jest sprawne, a u chorego nie chce działać. Nie wiem, dlaczego aparaty do EKG nie są pod moją opieką, jako jedyny w przychodni mam smykałkę do elektroniki…

… ale ja tu przecież tylko sprzątam.

blog

zaoczne skierowanie

Nie, takiego na psychiatrię nie wypiszę. Przyszła do nas siostra pacjenta, cierpiącego ponoć na chorobą alkoholową. Rejestratorka zapewniła ją, że pan doktor skierowanie napisze.  Tak się ludzie nauczyli: lekarz jest maszynką do pisania recept i skierowań pod dyktando pacjenta i jego rodziny. Za to mu w końcu płacą te krocie, po to składał przysięgę Hipokrytesa.

W kartotekach chorego brak jakiejkolwiek wzmianki o problemie alkoholowym. Ale wszyscy o tym wiedzą. Widocznie doktór jest tępy. Prosi o przyniesienie wypisu z poprzedniego odwyku. Bo pacjent rzekomo ma już załatwione miejsce i chce jechać, brak jedynie papierka – skierowania…

… ale dlaczego nie przyszedł sam? Bo on o lekarzu nawet nie chce słyszeć.

Intuicja mi mówi, że to wszystko jest prawda, ale pewne zasady jednak obowiązują – skierowanie na psychiatrię ma na początku takie mniej więcej sformułowanie: po zbadaniu w dniu dzisiejszym pacjenta

Zgnębiona interesantka odchodzi z kwitkiem, poszuka tego zawieruszonego wypisu z odwyku. Pewnie ma do mnie żal… Długo nie przychodzi, widocznie zrezygnowała…

Jest. Ale i tak nie wypiszę tego skierowania. Chcę rozmawiać z pacjentem. Jest zaskoczona, ale wiezie mnie do domu. Odrapaną klatką schodową idę na górę, pełen obaw o powodzenie przedsięwzięcia.

Pacjent spokojnie ze mną rozmawia, chce się leczyć. Dopiero teraz wypisanie skierowania jest formalnością.

Pielęgniarka miała rację, gdy uspokajała siostrę pacjenta: pan doktor umie rozmawiać z pacjentami.

No, dopóki go coś nie wyprowadzi z równowagi. I kiedy czuje ze strony pacjenta zaufanie.