No bo co mu zostało…
Oddać lapa do naprawy? Żeby się ten i ów puszył? Z prywatnymi plikami, które mogą nie wejść na peniska? Dopuścić do sytuacji, że Tadeusz wróci i zastanie program medyczny niedziałający?
Doktora FORTRAN-u uczyli (język programowania typowy dla szafowych komputerów Odra…), potem był PC z Windą 95. Ale… doktorowi się zalubił DOS. Bo DOS jest jak auto z PRL. Trzeba umieć w nim pogrzebać. No i może sobie na to pozwolić zwykły śmiertelnik. Na poziomie plików konfiguracyjnych.
Doktór nie jest administratorem lapa. No trudno, w obozie jest komendant, w kompie admin. Ale… doklikał się gdzie trzeba. I co zrobił?
Program działa. A co doktór mu zrobił, tego nie powie. Bo blog nie jest na hasło.