… wybiera się doktór na urlop. Wolne już od czwartku, a tymczasem…
Pakowanie. Naprawy auta. Załatwianie wszystkiego, co nie poczeka (?) tych trzech tygodni.
Komputer zrepasowany (no bo jak żyć bez niego?). Tak, znów XP i ortodoksyjna Opera, choć doktór już zaczął oswajać ognistego lisa.
Auto… temat – rzeka – chodzi o Escorta. Wypadałoby jeszcze zamaskować odarcie boku: Dana przegrała bój z kierownicą w podziemnym garażu. Było dolać płynu do wspomagania, ale które normalne auto ma wspomaganie kierownicy? Nawet Jelcz 043, dziś zwany ogórkiem, takowego nie posiadał. Nie na darmo doktór mawia, że jak czegoś nima, to się nie popsuje. A, jeszcze wypadałoby spuścić syf z reduktora LPG, bo auto coś za długo się namyśla, czy jechać na gazie.
Grób taty (10 lipca miałby 89 lat) równo zarósł skrzypem. Doktór wyskubał nieliczne trawki, wetknął kwiatki, zapalił świeczkę. Żegnaj, tato. Mogłeś tu jeszcze być…
Myszom trzeba dać wody. Znów przegryzły miseczkę. Podczas naszych wakacji zaopiekuje się nimi nasza dobra sąsiadka, chomikiem też.
W przedpokoju pęcznieje bananówka z kolejną partią rzeczy na wyjazd. Ta góra leków! Ale węgierski Biofenac znakomicie uwalnia doktora od (prawie) wszystkich bólów. Tych cielesnych, bo na Weltschmerz są inne preperaty na pokładzie.
Spłuczkę doktór naprawi chyba po urlopie. Cholerny kompakt. Zachciało się doktorowi być in. Jedyna zaleta: zwolnione miejsce po dolnopłuku zajęła szafka na kosmetyki. Mała ta łazienka. O kuchni lepiej nie wspominać.
Przychodnia jakoś chyba bez doktora funkcjonuje. Pieczątka się moczy (ściślej: poduszeczka), bo już tusz nie wsiąkał. Nawet ona miała już dość tych niekończących się recept.
Jutro (tzn. dziś) trzeba zasadzić parę roślin, w tym brzoskwinkę dla Ewuni. Śpi teraz w naszym łożu, bo bała się burzy. Myszy też śpią. Doktór jeszcze się popakuje na swój wędrowny urlop.