blog

doktór wybierał prezydenta

… Republiki Czeskiej – w internetowej ankiecie. Wyszło na to, że najbardziej pasuje mi Miloš Zeman. Ankieta miała postać kilkudziesięciu pytań, a odpowiedzi porównywano z poglądami poszczególnych kandydatów.

Lubię Zemana, bo jest człowiekiem otwartym, ułaskawił rzekomego mordercę Kajínka (moim zdaniem był kozłem ofiarnym), a może najbardziej dlatego, że jest celem niewybrednych ataków mediów, które po cichu zawłaszczyli kontrowersyjni czescy bogacze.

Miloš Zeman jest obecnym prezydentem Republiki Czeskiej. Dana uważa, że nie powinien już kandydować, bo jest zbyt leciwy i schorowany.

Ja w wyborach przede wszystkim głosuję na konkretnego człowieka.

blog

się zaczęło

Zapomniałem nakręcić nasz staroświecki budzik na dzwonienie (człek już się przyzwyczaił do elektronicznych…) i zaspaliśmy. Ewunia nie poszła do przedszkola.

Jedziemy z Daną do przychodni: ona do dentystki, ja do roboty. W poczekalni tłumy, Na biurku – karta zgonu. Kto?? Pan N.? Stały pacjent. Ale to nie jego bym się spodziewał w tej roli. Paru innych miało bliżej do nieba.

Dana z Ewunią pojechały do miasta autobusem, będą załatwiać salę na przyjęcie urodzinowe Ewy. Teraz taka moda, Ewunia od tygodni żyje tą wizją, zaprasza koleżanki. Czy mamy inny wybór?

Komputer znów biega na 100 procent obrotów procesora. Komuś fedruję Bitcoiny? Nie bardzo rozumiem, jak to działa.

Znowu mail o zaległej fakturze. A nie dalej, jak nad ranem wydawało mi się, że wszystkie popłaciłem.

Po robocie trza felieton pisać i odebrać polecony. Mam nadzieję, że to pośmiertne papiery mojego kochanego autka, a nie kolejna buzeracja od jakiegoś urzędu.

Brakuje nam drugiego auta, choć niedawno kupiliśmy Astrę. Zastąpi Escorta, ale Cinquecento też zakończyło życie – przez stłuczkę. Poluję na nowy egzemplarz. Będzie czwarty. Bo co innego taniego, zgrabnego i nie-babskiego do miasta?

blog

rzeczy noworoczne

Spacer – po mokrym lesie, w pełnym rodzinnym składzie. Szkoda, że w ukochanych butach doktora pękają zelówki. Kupione chyba za złotówkę w lumpeksie, są superwygodne o każdej porze roku. Nawet bym im zafundował nowe podeszwy.

Obżarstwo – lepiej nie mówić; w Sylwestra przypadkiem trafiliśmy na megaprzeceny serów i szynek w Tesco.

Postanowienia – a, wiszą nad biurkiem:

1. úklid (porządek – zrobić i utrzymać, w obu domach)

2. váha (waga – trwale zrzucić choć 5 kg… i można przehulać równowartość Mysimby – najnowszego leku na te problemy)

3. nezlob se (nie złość się)

4. diář (terminarz – prowadzić i zaglądać do niego).

Po czesku, bo nasze wspólne, przynajmniej dwa z nich. A językiem domowym (klawiatur nie wyłączając) jest u nas właśnie czeski.

Słowo na Q jest międzynarodowe.

Doktór popłacił długi (o czymś zapomniał?), konto znów pustawe. Pora iść spać. Rano znów zaatakuje codzienność. Ewa do przedszkola, Dana do dentysty, doktór do roboty.

Dobrze, że znów mamy sprawne auto.

blog

Viagratorium

Przychodzi pacjent po receptę. Wyjeżdża do sanatorium, chce wziąć zapas leków na czas pobytu.

… I proszę jeszcze o  męskie tabletki . Przecież po to się jeździ do sanatorium – dodaje z filuternym uśmiechem.

Rocznik 1948…

blog

wrześniowy restart

Znowu Blox połknie koniec notki? No to lepiej od razu wyjaśnić sypialnianą zagadkę, bo komentatorzy zaniemówili – z oburzenia?

Łoże małżeńskie jest odpowiednim miejscem do różnych gorących wyczynów, ale 400 stopni – to jednak za dużo. Co było robić, coraz częściej trzeba było stukać w telewizor, by powrócił obraz, a na stole brak miejsca.. Doktór swą nową, malutką lutownicą, co ponoć taką temperaturę osiąga, przelutował wszystkie podejrzane punkty i w końcu pomogło.

Ostatniej nocy niemal do białego rana sprzątaliśmy nasze gniazdko. Nareszcie można normalnie wejść do pokoju Ewuni! To jeszcze nie koniec pracy…Chyba zapomniałem włączyć budzik i zaspaliśmy. A przecież rano Ewunia miała iść po raz pierwszy do nowego przedszkola! Bez śniadania popędziliśmy co sił w nogach. I z lekką niepewnością, czy na pewno ją przyjmą. Ale spoko. W szatni miała już przygotowane miejsce. Zaraz usiadła ze swą klasą do śniadania, marudząc na dzień dobry, że sera nie jada. Na wychowawczyni nie zrobiło to specjalnego wrażenia:  tu mamy same francuskie pieski. Mieszkamy niedaleko od tego przedszkola, więc nic dziwnego, że Ewę zaraz rozpoznał jeden z chłopców: cześć, pobawisz się dzisiaj ze mną?

Jedna rzecz trochę nas zaskoczyła: krzyże we wszystkich salach. Jutro zebranie rodziców, trzeba będzie sprawę wychowania religijnego delikatnie poruszyć. Nie nastawiamy Ewy negatywnie do żadnej religii, wręcz przeciwnie: wyjaśniamy jej sens poszczególnych świąt, zwiedzamy kościoły, byliśmy razem na festynie parafialnym. Nie chcemy, by od dziecka była wychowywana na wyznawcę czegokolwiek.

Pacjentów dziś niezbyt wielu. Pogoda zmienna, to słońce, to deszcz. I zimno. Dlatego ich tak mało? Doktór sam coś niezdrów, znów stosuje leki na astmę. I tak ma duszności. A ciśnienie? Trzeba znów regularnie mierzyć. Oj, tyle rzeczy… A chciałoby się odpocząć, od wszystkiego i od wszystkich.

Czy jeszcze w tym roku uda się wyruszyć na  cyklowandr? Jak na razie, doktór ściąga różne rowerowe  apki  na swój tablet. Takie czasy.

blog

znowu wszystko jest inaczej

…niż się doktór spodziewał.

Obudził się jak po ciężkiej imprezie: Ewunia znów zacudzołożyła, a Dana w pozycji 69 niemiłosiernie go kopała. Tylko tak się w trójkę mieścimy.

Rano poszliśmy na zwiady do nowego przedszkola, nie bardzo wierząc,że coś wskóramy w kwestii przyjęcia tam Ewy. A tymczasem oprócz sakramentalnego pytania  dlaczego państwo przyszli tak późno  żadnych innych trudności nie było. Akurat dwoje dzieci odeszło do innych placówek. A dlaczego chcieliśmy zmiany? Od dłuższego czasu prosiła o to sama Ewa, niezmiennie skarżąc się na pewnego kolegę, który stale jej dokucza. Nam raczej szło o kolejną podwyżkę czesnego (tym argumentowaliśmy), ale głównie o zamiar pozostawienia naszej córy w grupie średniaków, podczas gdy większość koleżanek przechodzi do starszaków. Nowe przedszkole zrobiło na nas dobre wrażenie – solidna miejska placówka, duży ogród. Trzeba tylko przedstawić dowód, że mieszkamy w tym mieście, nie będąc zameldowani. Wystarczą zlecenia przelewu za czynsz, dodam jeszcze za prąd.Jeszcze raz się potwierdziło, że warto z góry się bać – trudności się zdarzają, ale zwykle nie te, których się spodziewamy.

Nasze kombi nie zaliczyło przeglądu, choć przygotował je mechanik. Do tego coś się sknociło w instalacji gazowej – czyżby próbował ją regulować? Nieprędko gdzieś dalej pojedziemy.

Dziś wieczorem trzeba zabezpieczyć przed deszczem nowo zdobyte meble, chwilowo zdeponowane w ogrodzie. Jutro ma padać. Chyba rozpoczniemy wielkie porządki w mieszkaniu, bo coraz trudniej się w nim ruszyć.

Koniec notki znów przepadł. Ten nowy Blox nie dość, że brzydki, to jeszcze zdradliwy. Blogoczytaczy znów okradł o wyjaśnienie poprzedniego zagadkowego wpisu.

Koniec pracy w przychodni, dziś nareszcie było trochę luzu.

blog

jak doktór kobietę w łóżku zadziwił

Tego jeszcze doktór w łóżku nie robił. I to z dwoma kobietami! A było bardzo gorąco…

Teraz Dana napawa się efektami. A Ewunia jak spała, tak śpi. Znów u nas cudzołoży, jak to ma ostatnio w zwyczaju. Bo  się boi sama spać.  Nic dziwnego, po całym dniu jutubowania…

Resztę notki zjadł chochlik. Smacznego i dobranoc.

blog

pracowity poniedziałek

Był sobie urlop.

Teraz urlopują się inni, do tego mamy tzw. długi weekend. Szefowa była pierwsza, więc doktór ostał się jako jedyny na placu boju. Uff! Od samego rana drzwi się nie zamykały. Teraz chwila złudnego spokoju.

Doktór walczy z zacinającą się Operą, ostatnią z tych prawdziwych. Wszystkie inne wypadają przy niej cienko, ale coraz więcej stron nie działa w niej dobrze. Że nie można komentować na centrum.sk – to może i lepiej. Ileż to już razy postanawiałem sobie, że nie bedę komentować w internecie zdarzeń, które mnie nie dotyczą. Właściwie to lepiej o nich też nie czytać.

Recepty napisać. Iść do toalety, póki nie ma capjentów. Poszukać na Allegro tarczy hamulcowej, bo po hamowaniu bez klocków jest trochę zmęczona.

Na korytarzu już się tworzy kolejka do gabinetu popołudniowej doktorki. Hura! Można odetchnąć. Jeszcze te recepty, nie ma ich dziś dużo.

Jutro idziemy na wycieczkę na Girową. Będą borówki?

blog

Jak wrona do cieplic…

… wybiera się doktór na urlop. Wolne już od czwartku, a tymczasem…

Pakowanie. Naprawy auta. Załatwianie wszystkiego, co nie poczeka (?) tych trzech tygodni.

Komputer zrepasowany (no bo jak żyć bez niego?). Tak, znów XP i ortodoksyjna Opera, choć doktór już zaczął oswajać ognistego lisa.

Auto… temat – rzeka – chodzi o Escorta. Wypadałoby jeszcze zamaskować odarcie boku: Dana przegrała bój z kierownicą w podziemnym garażu. Było dolać płynu do wspomagania, ale które  normalne auto  ma wspomaganie kierownicy? Nawet Jelcz 043, dziś zwany ogórkiem, takowego nie posiadał. Nie na darmo doktór mawia, że jak czegoś nima, to się nie popsuje. A, jeszcze wypadałoby spuścić syf z reduktora LPG, bo auto coś za długo się namyśla, czy jechać na gazie.

Grób taty (10 lipca miałby 89 lat) równo zarósł skrzypem. Doktór wyskubał nieliczne trawki, wetknął kwiatki, zapalił świeczkę. Żegnaj, tato. Mogłeś tu jeszcze być…

Myszom trzeba dać wody. Znów przegryzły miseczkę. Podczas naszych wakacji zaopiekuje się nimi nasza dobra sąsiadka, chomikiem też.

W przedpokoju pęcznieje bananówka z kolejną partią rzeczy na wyjazd. Ta góra leków! Ale węgierski Biofenac znakomicie uwalnia doktora od (prawie) wszystkich bólów. Tych cielesnych, bo na  Weltschmerz  są inne preperaty na pokładzie.

Spłuczkę doktór naprawi chyba po urlopie. Cholerny kompakt. Zachciało się doktorowi być  in. Jedyna zaleta: zwolnione miejsce po dolnopłuku zajęła szafka na kosmetyki. Mała ta łazienka. O kuchni lepiej nie wspominać.

Przychodnia jakoś chyba bez doktora funkcjonuje. Pieczątka się moczy (ściślej: poduszeczka), bo już tusz nie wsiąkał. Nawet ona miała już dość tych niekończących się recept.

Jutro (tzn. dziś) trzeba zasadzić parę roślin, w tym brzoskwinkę dla Ewuni. Śpi teraz w naszym łożu, bo bała się burzy. Myszy też śpią. Doktór jeszcze się popakuje na swój wędrowny urlop. 

blog

Noc pośRubna

Miał być stosowny obrazek, ale coś go zjadło.

Nasze łoże (przed)małżeńskie nie wytrzymało… wcale nie ciężaru naszych dwu wypasionych ciał, ale podskoków ciała trzeciego. Ewunia odkryła, że tapczan z dobrym skutkiem zastępuje trampolinę.

Od miesięcy sypiałem na coraz bardziej zapadającej się połowie legowiska. Kilka dni temu zdjąłem tapicerkę i ujrzałem niezłą tandetę marki Bodzio. Do łoża prawie-małżeńskiego wpuściłem solidną dawkę białego, lepkiego płynu. Po dwu dniach ostrożnie usiadłem na klejonym miejscu. Trach! Klej nie puścił, ale drewno – tuż obok.

No to dziś doktór wybrał się do skarbca króla Merlina po żelazne uzbrojenie. Wikolu też zawczasu nakapał, by przy wierceniu otworów pęknięta rama trzymała się kupy (nota bene – ostatnio ulubione słowo winowajczyni…).

Dana już śpi. Doktór poskromi nocną żądzę żołądkową i zalegnie wedle swej połowicy w ześrubowanym łożu.