Czyli nie wypada narzekać na wysyp pacjentów. Ale minęła magiczna godzina 18 i doktór już odetchnął.
Wyszukał w Sieci piosenkę, która znów mu wpadła w ucho: czy ktoś ich jeszcze razem widział? Grali ją w radiu, kiedy jechał do roboty autobusem. Formacja Nieżywych Schabuff nadal istnieje? I to jest przebój z 2008 roku? Doktór miał wrażenie, że już dość dawno temu słyszał go po raz pierwszy.
Bo o Formacji wie od czasów ich nagrania Klub wesołego szampana: a gdybym był młotkowym, w fabryce z młotkiem szalał… o ciele i łóżku też tam było… A wtedy doktór był na praktyce pielęgniarskiej po pierwszym roku studiów, szalał nie w fabryce, ale na oddziale geriatrycznym. Wyciągnął z dołka pewną staruszeczkę, która potrzebowała po prostu dobrego słowa. A piosenka, gdzie śpiewano o łóżku i ciele nastrajała go bardzo, bardzo…
To było dawno. Po torach PKP kursowały jeszcze gdzieniegdzie parowozy, w Dzienniku Telewizyjnym pokazywali sekretarzy PZPR. A w gazecie napisali bzdurę, że na Zachodzie mają telefony, które nie potrzebują kabli i tym samym wreszcie jest szansa, że i w Polsce ludzie się doczekają telefonów… [to się nawet za kilka lat po części sprawdziło – wśród pierwszych abonentów Centertelu byli ludzie, którzy potrzebowali mieć jakikolwiek telefon, byle już].
Dziś około dziesiątej nad ranem wyrwali doktora z łóżka – że telefon do niego. Czyżby Tadeusz, pytając o poniedziałek, miał na myśli zastępstwo od rana? – przemknęło doktorowi przez myśl. Ale rodzicielka anonsuje: jakaś rozmowa po czesku.
Z Czech, ale po słowacku. Agencja pośrednictwa pracy. Mają oferty dla lekarza.
A teraz, nie wiedzieć czemu, w duszy doktora cichutko gra piosenka Kristiny: Horehronie [region na Słowacji, kotlina górnego biegu rzeki Hron, za pasmem Niżnych Tatr]. Najkrajšie stromy sú na Horehroní. [stromy – drzewa]
To tyle, bo właśnie na GG pojawiła się Dana…