… na huśtawce.
Najpierw, jeszcze wczoraj, była huśtawka: doktór zauważył, że Tadeusz swawolnie poprzestawiał dyżury, korzystając ze zmiany kalendarza na przyszłoroczny. Na starym kalendarzu, jeszcze przed swoim urlopem, wpisał się na cały bieżący tydzień, zostawiając mi ochłap w postaci soboty po Nowym Roku. A tu patrzę – wisi nowy kalendarz, dzisiejszy dzień jest nieobsadzony, za to noworoczny weekend całkiem zatadeuszowany. Miałem dziś wyjechać… i chcąc nie chcąc wrócić w Nowy Rok. Ale okazało się, że wyjazd muszę odłożyć, bo nagle zachorowała mama Dany.
I tak zamiast z Daną w przyrodzie, jestem dziś w przychodni. Jutro miałbym wyjechać. Najbliższy dyżur wypada mi dopiero w poniedziałek. W sumie ta zmiana mi nawet pasuje, ale sobiepaństwo Tadeusza zaczyna być nieznośne.
Chwilami mam wątpliwości, czy te wszystkie okoliczności, na które się Dana powołuje, są prawdziwe. No i raczej nie powiedziała mi pełnej prawdy o swych relacjach z byłym mężem. Robi nieoczekiwane uniki, bym tylko nie znalazł się pod jej dachem. Na Sylwestra rzekomo zaprasza nas do siebie jej koleżanka i rzekomo Danie się ten pomysł nie podoba. Nie będę jej spowiadać przez Skype. Poczekam, może w bezpośrednim kontakcie powie mi, co właściwie jest grane.
A Maluch? Kiedy rano wracałem nim z roboty, zaczęła padać drobna śniegowa kaszka. Po chwili zorientowałem się, jak strasznie jest ślisko. Z trudem dojechałem do domu, ale nie mogłem wjechać do ogrodu – wzdłuż ulicy utworzył się korek. Z powodu niewielkiej stłuczki autobus i dwa auta osobowe stały i blokowały skrzyżowanie. Wkurzyłem się i zacząłem robić im zdjęcia, jak tylko w końcu odstawiłem Malucha za bramę. W pewnym momencie właściciel jednego ze stukniętych aut (słowo daję, prócz pękinętej ramki taablicy rejestracyjnej nie dopatrzyłem się innego uszkodzenia jego wozu…) zaczął odsądzać od czci i honoru kierowcę, próbującego się przez ten korek przecisnąć.
Tego było doktorowi za wiele. Uruchomił litanię do świętej Q… i po chwili poszkodowani usunęli się na bok. Zator ruszył. Zupełnie jak pamiętna winda w Seksmisji…