blog

poświąteczna zgaga

Z tych ciast, bo każdy do roboty nosi poświąteczne resztki i miłosiernie dzieli się z bliźnimi…

Ale większą zgagę mam mentalną.  Przychodzę rano, chcę ubrać służbową polarową kurtkę (bo zimno) – nie ma, widać ktoś w niej chodzi, a jest przecież podpisana… Masarnia,  gdzie dotąd rezydowałem –  zajęta przez pana Bogdana. Do kanciapy Tadeusza nie pójdę. Czy dlatego był taki nachmurzony, kiedy go widziałem schodzącego z dyżuru? Musiał się dowiedzieć, że podczas jego urlopu ja w tym pomieszczeniu bywałem.

Pan Bogdan, prywatnie brat Szefki,  proponuje mi objęcie gabinetu laryngologa. Wieczorami bywa zawsze wolny.  No dobrze, ale gdzie mam trzymać swoje rzeczy? Na szczęście dla mnie okazuje się, że nie ma tam kozetki, więc nie będę tam wykopany.

Wypłaty nie ma. Dyżurki nie będzie. Dziecko jakieś mi wiozą. Co ja pediatra jestem?

Dana od razu jutro zabiera mnie w teren. Czytaj: nie chce, abym się pojawił u niej w domu. Wygląda na to, że z byłym mężem żyje w całkiem dobrych stosunkach. Może nadal dzielą łoże, czy nawet komputer…

Maluch z początku nie chce słuchać pedału gazu. Chyba trzeba przestawić zapłon. Akurat na mrozie nie chce mi się w nim dłubać.

Chyba się położę, bo dziecko załatwiłem.  Masarnię odbiłem.

I tyle twojego, doktorku :-/

blog

spacer w słońcu 32

Drugi dzień Świąt. Spokój, cisza, za oknem słońce. Mama czuje się trochę lepiej, gorączka spadła. Proponuje spacer za miastem, na polanę, z której widać góry. Rzadkie kursy świątecznych autobusów niezbyt nam pasują, więc wytaczam na ulicę Malucha. Coś mu nie gra w aparacie zapłonowym, chyba regulator odśrodkowy, bo nie chce wychodzić na obroty.

Zostawiamy Malucha pod lasem. Szosa biegła kiedyś dalej, ale od wojny, gdy rozdzieliła ją granica, nie była używana i wręcz zarasta drzewami, skarpy się miejscami obsuwają. O tej porze roku nigdy tam nie bywałem, zresztą przed Schengen tylko raz zdobyłem się na odwagę, by się tamtędy przedrzeć na czeski przystanek kolejowy. Zima, nie ma liści na drzewach, wszystko jest odsłonięte. Tam, między drzewami, to jakiś grób? Podchodzę, czytam napis na małym drewnianym krzyżu: wierny Alik. Ten i ów pewnie by się oburzył: krzyż na psim grobie…

Szosa pozostanie we władaniu przyrody, bo po czeskiej stronie ten las stanowi rezerwat. Czytam, ile żyje w nim gatunków ptaków. I pierwotny drzewostan, bo tak spadzisty teren do niczego się nie nadawał, więc zostawiono go w spokoju. Oczywiście, nie wolno biwakować i palić ognisk. Gdybyśmy tu z Daną chcieli zanocować, trzeba by się nieźle dekować.

Mama jest zmęczona chorobą i przygotowaniem świąt, ledwo idzie. Nie odpuści sobie jednak pięknej polany, która jest naszym celem. Góry są tak bliskie, wyraziste, wręcz nienaturalne. To zwykle nie wróży dobrej pogody. Jest chłodno, wieje wiatr. Na chwilę siadamy na suchej trawie na skraju łąki. Udaje mi się umieścić aparat w gałęziach krzewu głogu i mamy wspólne zdjęcie, jak w Boże Narodzenie siedzimy w przyrodzie na ziemi.

I pora wracać, bo dzień krótki.

Jutro dyżur, potem wyjazd do Dany. Też mamy w planach wypad do przyrody. Z noclegiem.

blog

trochę trudne święta

Ech, miało być tak ładnie, rodzinnie…

Wczoraj wieczorem byłem umówiony na rozmowę z Daną – przez Skype. Siedziałem jednak z rodzicami przy wigilijnym stole dłużej, niż planowałem. Dana czekała na mnie godzinę, ale i tak specjalnie nie pogadaliśmy – akurat mama poszła na pasterkę razem z koleżanką z hospicjum (mimo gorączki), a tata został przy stole sam. Przeprosiłem Danę i wróciłem do stołu, do taty.

Nie wiedziałem, że Dana płakała do poduszki.

Tata nie chciał spać na składanym łóżku. Nie zgodził się, bym go odwiózł wieczorem do jego mieszkania, że późno i pogoda niepewna.

Spał, właściwie drzemał na fotelu. Po obiedzie odwiozłem go naszym Maluchem. Cały czas wchodził w rolę instruktora nauki jazdy. Było mi przykro, że zupełnie nie ma do moich umiejętności zaufania, ani przekonania. Jedyne, za co nie dostałem negatywnej cenzurki, to zmiana koła, gdy nagle złapaliśmy gumę.

Z pewną trudnością namówiłem tatę, by rozlepić ogłoszenia o kluczach od auta, które znalazł dwa dni przed Wigilią… i zamierzał dać do pobliskiego kiosku. A ktoś tych kluczy rozpaczliwie szuka… Miał żal, kiedy skrytykowałem jego postępowanie w tej sprawie.

Rozstaliśmy się jednak w harmonii. Zaakceptowałem sugestię taty i wracałem starą szosą, jest ładniejsza od ekspresowej. Oczywiście musiałem do niego zadzwonić, że szczęśliwie dotarłem do domu (to jest całkiem sympatyczne, w odróżnieniu od wiecznej nauki jazdy…).

Dana spytała mnie, jakich zwyczajów świątecznych przestrzega się u nas w rodzinie.

Opłatki? To każdy ma swój?

Tak. I mam nadzieję, że za rok również my się przełamiemy opłatkiem…

blog

Wigilia – razem i osobno

Za chwilę zasiądę do wieczerzy z moimi rodzicami.

A Dana? Pewnie już usmażyła karpia i samotnie usiadła do wigilijnego stołu. Pisaliśmy sobie przez Skype. Ma ode mnie pozdrowić wilczycę Sarę.

Co będzie za rok? Kto z kim usiądzie do Wigilii?

Oby nikogo nie zabrakło…

blog

odbiłem się od dna

… właściwie nie wiem, co mnie tak zdołowało. Było kilka przyczyn, ale mimo wszystko…

Nastrój zmienił mi się diametralnie po telefonie do taty. Jednak spędzimy razem tę Wigilię. A więc to mnie tak gryzło?

Tata chciał wracać do siebie jeszcze 24 grudnia, ale wieczorem nie ma już żadnych autobusów. A nie chciał, żebym go ja odwoził autem, że późno i może być ślisko. Cały tata… Wreszcie stanęło na tym, że jednak przenocuje. Bo poprzednio mówił, że odjedzie jeszcze przed oficjalną Wigilią.

Dopiero jak przeforsowałem, że ma zostać, przyznał mi się, jak bardzo mu na tej wspólnej wieczerzy zależy.

Pierwszy raz od wielu lat mam święta wolne od pracy. I bardzo się cieszę, że spędzimy je razem. Bo przecież nigdy nie wiadomo

blog

doktór w domu

wreszcie jest.

Maluch odpalił.

Ale teraz doktorowi zimno i wręcz się blogować nie chce.

Dana była dziś u urologa. Teraz pójdzie do nefrologa. Jakaś dziś nie w sosie, marznie. Posłałem jej stare, dobre Gadu-Gadu, bo coś za bardzo przy nim majstrowała i przestało działać. Ale instalację niech zostawi na jutro, żeby coś znów nie sknociła.

Arbeit macht reich – pomyślał dziś doktór, jak policzył swoje grudniowe dyżury. No, w porównaniu z pracownikiem supermarketu.

felietony

felieton świąteczny

Blaszana opowieść

Zdarzyło się to jakieś ćwierć wieku temu. Był szary, jesienny wieczór, moja mama wracała z pracy. Koło kościoła św. Jerzego podeszło do niej dwoje strapionych Czechów: zdobyli w Polsce części do auta, ale nie mogą ich przewieźć przez granicę. Mama wróciła z nimi do swojej biblioteki. Czesi z nabożnym szacunkiem spoglądali na regały z książkami, za którymi mama ulokowała ich blaszaną kontrabandę. Wkrótce odebrali swój depozyt, pewnie trafili na bardziej wyrozumiałego celnika. Mam wrażenie, że było to tuż przed świętami. Przywieźli ze sobą puszkę szynki, tak bardzo wówczas niedostępnej w naszych sklepach.

Dziś nie musimy już szukać sposobów, jak przewieźć coś przez granicę, czy zdobyć szynkę na święta. Za to zwykła ludzka życzliwość nie straciła swej aktualności. Nadal bywa towarem deficytowym. Oby jej nie zabrakło w naszych sercach – tego Wam dziś życzę, drodzy Czytelnicy.

Dla „Dziennika Zachodniego”, 21 XII 2009

blog

najdłuższy dyżur

w moim życiu zbliża się do końca. Wiem… w tym zawodzie żaden rekord i do tego dyżur w przychodni nie może się równać z dyżurem szpitalnym. No, ale w moim doktorskim pożal się Boże życiu jednak rekord.

Czy aby noc będzie spokojna? Czort wi.

No i jak rano wypadnie próba odpalenia tatowego Malucha? Wziąłem go głównie z powodu Dany (bo co to za chłop, który nie ma fury i komóry?). Niestety, do Malucha nie da się wmontować pompy paliwa z Łady. Brak miejsca na dźwignię ręcznego pompowania, dzięki której moje Kombi (pierwotnie z taką samą pompą jak Maluch) pali na pierwsze przekręcenie kluczyka, nawet po zimie.

A tak w ogóle to Łada ma korbę rozruchową. Ciepłokrwiści Włosi skonstruowali wspaniałe auto na syberyjskie mrozy (Fiat 124 na pewno jej nie miał w pierwotnej wersji). A Rosjanie nie knocili go tak, jak w ostatnich latach nasz Żerań model 125p.

Jak na razie, udało mi się otworzyć jedne drzwi Malucha, by wrzucić parę gratów. Rano muszę opuścić kanciapę Tadeusza. Podobno jednak mamy wreszcie dostać prawdziwą dyżurkę. Ha, zobaczymy, co z tego wyjdzie…

blog

doktorowi staje…

… zegarek na przykład – dziś rano. Ma się sam nakręcać – czyżby się doktór za mało ruszał?

I mózg też staje. Bo tyle reklam Viagry doktór w życiu nie dostawał. Czy poczta neostrady nie potrafi zastosować antyspamu? Bo tą drogą przychodzi znakomita większość tych śmieci…