jak na niedzielę – wcale nie jest taki spokojny. Nie mogę narzekać: nic specjalnie trudnego od strony medycznej, co nie znaczy, że lekkie przypadki. Pierwsza interwencja – wyjazd do starszej pani, którą rano znaleziono leżącą na podłodze. Zasłabła i potłukła się, czy upadła i jest nieprzytomna na skutek urazu? Nieraz trudno rozstrzygnąć. Tutaj wydaje się, że doszło do udaru mózgu, a upadek był wtórny. Jedyny problem: jak wynieść chorą przez ciasne drzwi. I jak nawrócić karetką na niewielkim, zaśnieżonym podwórku.
Kiedy badałem chorą, nasz kierowca podszedł do niej z pulsoksymetrem (przyrząd do oceny nasycenia krwi tlenem i częstości tętna – prześwietlający palec ręki badanej osoby). Doktorze, ona ma tylko 73%, powinna jechać pod tlenem. E tam, usta są różowe, ten przyrząd źle pokazuje. Pewnie dlatego, że pacjentka leżała na zimnej podłodze i krew kiepsko cyrkuluje w palcach. Mamy leczyć pacjenta, a nie wyniki badań, które w tym przypadku są ewidentnie zafałszowane.
Przypadek w sumie łatwy – dla nas. Pilnuję podczas jazdy, by się nam chora nie udusiła (własnym językiem w szczególnści). I tyle naszej roboty. Przekazujemy pacjentkę izbie przyjęć. Szpital będzie miał trudniejsze zadanie, niż my.
A naprawdę trudny jest ten przypadek dla samej pacjentki…
I koniec blogowania, wyjazd na kolejną wizytę.