blog

Wiosenne zmęczenie doktora

… chyba ogarnęło. Przyjdzie z roboty, w której od paru dni nie ma już takiego strasznego nawału pacjentów i śpi. Stale sobie i światu obiecuje, że jutro zrobi, ale już na pewno, to i tamto.

Jeden pacjent, świeżo zdiagnozowany, też chyba temu podległ. Umarł sobie nagle za kierownicą. Doktór chciał to miejsce zobaczyć, ale zamiast tego kupił ciepłe skarpetki, bo po drodze był dyskont. I było już ciemno,

Nowy Bloksie, pożerasz notki i ich części! Qva, kolejna  dobra zmiana ?

blog

To nie był dobry rok…

… choć, jak zawsze, coś pozytywnego można znaleźć.

Po kolei: majowy  cyklovandr.  Potem – samochodowa, ale dzika wyprawa z biegiem Wisły aż nad morze. I co jeszcze?

W pracy bez zmian, czyli dobrze. Lekko gnuśna stabilizacja; jak na dzisiejsze realia całkiem znośnym kosztem zarabiam na życie swoje i rodziny.

Ewunia zdrowa, ale narastają problemy wychowawcze. Z Daną – jak w starym małżeństwie. 

Minusy… pożar samochodu, prawdopodobnie podpalenie. Straciłem przy tym też sporo sprzętu turystycznego, w tym świetny śpiwór wojskowy.

Szczyt szczytów – donos na  Městapo. Komuś się nie podobało, że mam w ogrodzie wrak swojego spalonego auta. Jeszcze wcześniej ukradli co się dało, nawet jedno koło odkręcili.

Smutno mi, że ani razu nie byłem na wycieczce z plecakiem.

Sto razy padać na pysk, sto razy się podnosić? Przecież inaczej się nie da.

W Nowy Rok idę z nadzieją. Gorzej być nie powinno – choć zawsze jeszcze może. Ale warto być umiarkowanym optymistą.

 

blog

doktór cytuje

O słowa, słowa, słowa duszy,
po cóżem tyle was rozrzucił?
By lada czop je obwąchiwał?
Aby je lada kołek nucił? 

Koniec cytatu; dobrze się mi zdawało – to Tetmajer. Wujek Gógiel wie wszystko.

A vo-co-go? Nieraz już doktór w swym życiu żałował, że się  wyszczerzył  w nieodpowiednim miejscu lub/i czasie.

A co z tymi urlopami?

Przez całe lato niektórzy pacjenci (i większość przedstawicieli farmaceutycznych) zadawali uprzejme pytanie „czy pan doktor był już na urlopie”. Odpowiedź niezmiennie brzmiała, że na jednym/dwu już był, ale jeszcze sobie coś zostawia na jesień.

Maj:  cyklowandr  na miarę skromnych sił i możliwości. Ech, gdzie te czasy, jak się pruło przez Europę… Może jeszcze kiedyś. Doktór na wszelki wypadek wypróbował spanie w deszczu bez namiotu.

Czerwiec, w porywach do lipca: samochodem jak szarża ułańska wzdłuż Wisły do Gdańska. Wszystkim się podobało, a doktór zawsze się budził, zanim w drodze powrotnej wjechał do rowu.

Wrzesień – falstart. Jak niepyszni w strugach deszczu wróciliśmy ze Słowacji autem dymiącym jak parowóz. Opaska z węża spadła. Na szczęście silnik przeżył do czasu zdiagnozowania i naprawienia usterki.

… coś jeszcze zostało (z urlopu). Będzie pogoda?

A, fotkę trzeba w końcu posłać. Niech pewien tata ma radość, ładnie wyszła, w Krynicy Morskiej.

blog

nareszcie luz

Doktór siedzi i patrzy, kiedy ściągnie się kolejny piracki plik. Za parę minut – do domu. Pacjenci, recepty, wizyty – wszystko załatwione! Czy znów to będzie normalnym zjawiskiem?

Na pokładzie Białego jest szyba dla Niebieskiego. Wygląda on już całkiem przyzwoicie (prócz tej wybitej przez złodzieja szyby). Wkrótce pojedzie do blacharza leczyć rany po zeszłorocznym fikołku na Słowacji, zostanie autem rezerwowym. Escort odzyskał papiery; po drodze do Rybnika odkryłem wielkie złomowisko, na którym wygrzebaliśmy brakującą część do niego.

Biały ma już nawet w swych papierach nazwisko doktora. Taki mały luksusik za 180,50 zł. Numer rejestracyjny wg własnego wyboru kosztuje dodatkowo chyba 1000 zł. Zafundować Polonezowi? Np. S LOVE FSO? No, najpierw będzie potrzebować funduszy na blacharza. Gnije prawie jak Ford, za to CC śmieje się z rdzy niczym Trabant.

Plik ściągnięty. Zaczynamy fajrant.

blog

ciężki poniedziałek

… doktór zwycięsko przetrwał. Nie dość, że nie ma Szefki (goni kangury) i sezon grypowy, to jeszcze nie ma doktora G.

Doktór raniutko wyskoczył z wyra, uścisnął dziecię (a jakże, upomniało się!) i, wyjątkowo nie ciągnąc go do przedszkola, popędził do roboty, tym razem był prawie punktualnie. No i jest godzina 15:08, w poczekalni totalna depacjentacja, na biurku zlikwidowany stos zamówień na recepty.

Słoneczko świeci. Pora do domu. Wiosna chyba idzie? No to uważać na policajty. Kombi od miesiąca jeździ bez papierów. Muszę mu w końcu zrobić ten przegląd i zajechać do Rybnika po odbiór dowodu rejestracyjnego. Może obejdzie się bez hospitalizacji.

(wyjaśnienie dla nie-Ślązaków: w Rybniku jest sławetny dom bez klamek)

blog

powrót Niebieskiego

Odnalazł się, zadzwonili z policji. Trochę bardziej poharatany, niż był: wybita szyba prawych drzwi, urwany tylny zderzak i uszkodzona tylna lampa.

Największym problemem było sprowadzenie go pod dom: miał wyładowany akumulator (nie chciał złodziejowi zapalić – i nic dziwnego – akurat pożyczyłem z niego jeden kabel zapłonowy…), więc musiałem wrócić do domu autobusem, tak, jak przyjechałem. W międzyczasie naładował się akumulator Escorta – Ewunia bawiła się pstryczkami od oświetlenia wnętrza. Pożyczyłem aku z Białego i po raz drugi udałem się – tym razem Escortem – po Niebieskiego.

Jak jeden kierowca może przyprowadzić dwa auta? Zgadujcie…

blog

problemy łóżkowe

Wszystko się zaczęło od kupna dywanu do pokoju dziennego. Przypadkiem odkryty w komisie, świetnie spasował z meblami i wymiarem pokoju. Stary był bardzo zniszczony i niemiły w swej sztuczności, za to świetnie gromadził w sobie brud. Potem, idąc za ciosem, kupiliśmy nowe meble: tapczan dwuosobowy, fotele i pufy.

Nasze pierwsze  małżeńskie  legowisko… Pamiętam mroźny dzień, na przełomie grudnia 2009 i stycznia 2010. Zziębnięci, przystanęliśmy przed wystawą sklepu meblowego w Rokycanach. Patrzyliśmy na wielkie łoże małżeńskie, stosownie drogie. Chyba równocześnie pomyśleliśmy o tym samym: jak błogo byłoby się teraz w nim tulić. Postanowiliśmy, że będzie to jeden z naszych pierwszych zakupów.

Tapczan, choć węższy od  lotniska  (letiště – tak Czesi potocznie nazywają dwuosobowe łóżko), wreszcie pozwala nam wygodnie leżeć obok siebie – w domu, bo w lesie nie bywało z tym problemów. Nawet Ewunia od biedy się zmieści. Ale pojawił się inny problem. Przestała nam wystarczać normalna kołdra, a dwie osobne – to już w ogóle zaprzeczenie idei ślubnego łoża, zwłaszcza przy nieszczelnych oknach.

Dziś kupiliśmy kołdrę dwuosobową. W Auchan trwa kolejna akcja: urządzili kącik z artykułami łóżkowymi. Zaraz obok jest dział nasienny…

Dziś odbędzie się premiera nowej kołdry. Nasiona zostawimy na inną okazję. Dana jakieś kupiła, zdaje się -rzeżuchę.

blog

doktora opędzlowali

Dopiero dziś doktór znalazł czas i dość sił, by wyruszyć po Niebieskiego, którego – jak sądził – odholowało  Městapo . Znów kilka stów w plecy, dlaczego to zrobili?? Pójdę chyba do komendanta!

Ford Maverick? Nie, żadnego Cinquecento nie mamy w ewidencji. Proszę iść na policję i zgłosić zaginięcie auta.

Trwało to ponad dwie godziny: czekanie, wizja lokalna, spisanie zeznań. Przynajmniej za ten czas część pacjentów się ulotniła, w przychodni był już mały ruch, gdy doktór z dwugodzinnym opóźnieniem wreszcie dotarł na miejsce.

Niebieski był na pewno zamknięty, co więcej – spod jego maski doktór pożyczył jeden z kabli zapłonowych. Nie tak łatwo było nim odjechać. Złomiarze z lawetą?

Gdyby się po czasie odnalazł, zostanie na części. Chciałem to i owo przełożyć do Białego, przede wszystkim fotel kierowcy, właśnie od tej wersji.

Ale pewnie ślad po nim zaginął na zawsze.

No to Poloneza czas zacząć (znów ujeżdżać). On będzie dyżurnym autem rezerwowym.