blog

wiosna jutro?

Dziś jednak nie przyszła.

Po dyżurze trochę się w domu zdrzemnąłem, choć nie było nocnych wezwań.

Pogoda na tyle niemiła, że zrezygnowałem z roweru i na oględziny Poloneza pojechałem autobusem. W sumie dobrze, bo gość tylko się ze mną umówił pod kościołem, oferowane auto miał gdzie indziej. Miałem jechać za nim… nie wziął pod uwagę, że przyjadę innym środkiem lokomocji. Mam wrażenie, że nie chciał zdradzić, gdzie mieszka. I nie przedstawił się.

Zawiózł mnie na budowę, otwiera garaż. Polonez zdecydowanie nie jest taki ładny, jak na fotkach, ma wyrdzewiałe dziury. Wiem, że go koledze nie polecę, ale kontynuuję oględziny.

Najciekawsze na koniec: pytam o OC. Nie ma, wypowiedział. Pytam, czy tak można? A co mu zrobią, skoro nie jeździ? Mówi, że za jedyne 100 złotych uwolni mnie od płacenia OC za auto, które bym miał na części. Pytam, jaką ma firmę. Nie ma. Przepisze moje auto na siebie – na papierze.

Głupek, czy kombinator? Bo o wartości swojego Poloneza Borewicza też ma nierealne wyobrażenie. 2300 złotych, a jak nie, to postoi i nabierze wartości.

Jutro już chyba przyjdzie ta wiosna? Bo tyle wiosennych zadań na mnie czeka – koło domu, pod autem, zajechać tu i tam na rowerze…