Dana przyjechała po drugiej, z usmażonym karpiem. Oddała mi telefon, dając do zrozumienia, że go nie chce, bo nie radzi sobie z jego obsługą. Okazało się, że nie bardzo chce współpracować z kartą SIM Play’a. Nie da się wpisywać numerów do książki telefonicznej. A mój drugi telefon, Siemens S10, pada po załadowaniu do pamięci zawartości tej SIM-ki. No szkoda, zwłaszcza, że najnowszy telefon, który mam, Siemens C25, właśnie całkowicie odmówił współpracy…
W domu spróbuję wpisać potrzebne numery na kartę Play’a przy pomocy komputera. Ale w sumie nie mój problem, Dana ma jeszcze inne telefony i nowsze od moich. Muszę strzeć jak oka w głowie moich starych SIM-ek, bo inaczej grożą mi te nowe komóry.
Obydwoje przeżywamy kryzys i łatwo w tym stanie o konflikt.
Pod wieczór odprowadzam Danę na autobus. Nagle widzę moją mamę, jadącą w przeciwnym kierunku – dziś miała wracać z Orawy. Jest zaskoczona, widząc mnie w kowbojskim kapeluszu i w towarzystwie Dany. Nie ma czasu na rozmowę, jej autobus właśnie ma odjeżdżać. Jutro muszę to jakoś mądrze rozegrać, bo kłótnie nikomu nie są potrzebne. Dana miała żal, że nie stanąłem w jej obronie. Ale sęk w tym, że mama jej nie atakowała…
Idąc od autobusu, Dana dzwoni do mnie, przeprasza. To dobry znak…
Po godzinie 22 małe urozmaicenie: wyjazd do półpaśca.