blog

to będzie tydzień…

Dzisiaj nie było pacjentów, mimo to jestem zmęczony. Wstałem z bolącym gardłem, ogólnie rozbity. Sypiam na dmuchanym materacu na kafelkach w nieogrzewanym pomieszczeniu. No dobrze, w lesie też się sypia… Ale wtedy jest odpowiedni ekwipunek i nie ma stressu.

Wyskoczyłem do taty. On nie w sosie, że do kuchni przyjdzie jak ja skończę pić herbatę. Bo nie chce mi przeszkadzać.

Po powrocie stwierdzam, że auto nie ma powietrza w prawym przednim kole. Musiało ujść pod sam koniec, nic nie czułem. Jak grata podniosę, skoro podłoga się rozpada?

I zaraz Szef dzwoni, pyta, czy już wróciłem. Tadeusz nieraz się szlajał podczas swych dyżurów chw gdzie i nikomu to nie wadziło.

Jutro mam zadzwonić do hematologa, spytać co wyszło ze szkiełek z rozmazem maminej krwi. Ale zgubiłem numer…

We wtorek chciałbym pogadać na ortopedii o leczeniu taty. Czy zdołam się urwać? Czy wystarczy mi sił? Bo najłatwiej nic nie robić… Ale przecież ktoś musi tacie pomóc. Rodzinni funkcjonariusze ruchu hospicyjnego specjalnie się nie kwapią…

blog

komputer się p-doli

… doktorowi. Oczywiście soft, nie hard.

Program medyczny pracuje w przeglądarce internetowej (ale w mojej ulubionej Operze nie chce, więc używam Internet Explorera). Wcześniej trzeba uruchomić EasyPHP. No i klops, niejaki Apache nie chce działać.

Chmwd.

Gadu-Gadu działa. Allegro też. Nawet blogować można…

Doktór miał wczoraj depkę. Mówiąc z czeska, depkę jaxviňa.