blog

doktór wybiera

Wybrał – swój sposób leczenia, jednak wziął antybiotyk, choć laryngolog go nie zaordynował. Czemu nie od razu? Czekało się na wizytę u specjalisty… i na oddanie plwociny do badania. Laryngolog spytał doktora, czy ten się osłuchał. Ha! Serce to się da, pola płucne (czyli plecy) – ciężko. Ale wiele wskazuje na to, że doktór ma zapalenie oskrzeli – a to już jest poza obszarem specjalności laryngologa.

Jutro wybór ważniejszy – co przez najbliższych kilka będzie parkować na doktorowym podwórku. Polonez Caro z przebiegiem 41 tysięcy km? Cena poniżej doktorowej płacy. Tylko czy toto świeci? I czy ma tak miłe wnętrze jak 125p? Się doktór przejedzie. A jak kupi – to gaz założy. Ludzie mądre mówiły, że zagazowane auta to zwykle już są trupy. Nie od gazu, od jeżdżenia (jak wiadomo, auta psują się głównie od dwu rzeczy: od jeżdżenia i od niejeżdżenia…).

A, prezydnta też się będzie wybierać. Doktór Mikkego, bo inteligentny i nieszkodliwy, i tak nie wygra. Rodziciele doktorowi – Kaczyńskiego. Niech mu będzie.

blog

zdrowieję?

Mam nadzieję, bo noc była okropna. W półśnie rejestrowałem burzę za oknem, zalewającą mnie ropę i jakieś przedwyborcze ględzenia z radia, z którym zasnąłem.

Rano byłem słaby i zaraz po śniadaniu znów się położyłem. Chciałem mamę posłać do apteki z receptą na antybiotyk, której nie mogłem wykupić podczas dyżuru. Jak wyplułem z siebie morze ropy (Obama by się wystraszył), poczułem się lepiej… i odłożyłem sprawę antybiotyku do następnego czytania. Szkoda, że nie mogłem dać plwociny na posiew.

Co mi pomogło, to Tussicom (acetylocysteina – rozpuszcza śluz). Już lepiej się oddycha i wykrztusza. Byłem na spacerku. Fiesta grzecznie stoi, ładnie jej w deszczowym makijażu. Powietrze z koła uciekło prawie całkiem. Miałem zadzwonić po policję, bo ta dziura, w którą wpadłem, to wina zarządcy drogi – ale nie miałem dokumentów.

Zdrowieję bez antybiotyku. Gdybym go wykupił, nabrałbym mylnego przekonania, że to on mi pomógł. W ten oto sposób tworzymy wiele sukcesów terapeutycznych.