blog

porządny dyżur

Co się zowie – taki mi się wreszcie trafił. Nic trudnego, ale noc raczej pracowita, jak na nasze stosunki.

O drugiej (jeszcze nie spałem) przychodzi facet po piećdziediątce, z atakiem woreczka. Niedawno rozpoznana kamica, nie zgodził się na operację, więc po zastrzyku pospiesznie zmyka. O piątej przychodzi znów. Tym razem prosi o skierowanie do szpitala, gdyby drugi zastrzyk nie pomógł.

Rano budzi mnie Tadeusz, najwyraźniej niezadowolony, że zastaje mnie w dyżurce. Mało mnie nie rozdeptał.

Pracowity dyżur odsypiałem w domu, męczyły mnie koszmarne sny.

Wieczorem Dana wróciła do domu, przywiozła sobie malutką fretkę. Zwierzątko jeszcze nie przywykło do nowego domu. Poprzednia fretka na wiosnę wybrała wolność. Czy na Zachodzie, tego się nie dowiemy. Kocur też gdzieś na dobre przepadł.

Mój tata jutro ma operację. A ja powinienem się chwycić Fiesty. Którymś autem pojadę do Czech już za tydzień. Na vandr,  giełdy. Wszystko pod jednym. No, zobaczymy. Oczywiście pójdziemy pieszo, auto zostawimy w bezpiecznym miejscu. Gdyby nie giełda, jechałbym pociągiem.

blog

prawie jak prezydent

… pojedzie dziś doktór do Pardubic.

Jak prezydent? Václav Klaus, udając się do Krakowa, skorzystał z porannego, planowego pociągu Eurocity relacji Praga – Żylina. Ja jadę pociągiem o tej samej nazwie, ale odwrotnej relacji. Niestety, to nie ten sam skład. Miną się tuż przed Żyliną.

Fretka się nie odnalazła. Psy tej nocy już nie szczekały.

blog

wszystkiego po trochu

… zażył doktór tej soboty.

Najpierw – pobudka, raczej przedwczesna. Wyjazd załogi karetki na dializy o szóstej jeszcze przespałem. Ale jak o siódmej przyszła pielęgniarka i zaczęła jazgotać z koleżanką, było po spaniu. Wreszcie jedna z nich wlazła do gabinetu… o przepraszam, to doktór tu śpi?

Już nie śpi. Bo i słońce zagląda przez okno, jakoś dziwnie paląc… To chyba na niepogodę – pomyślałem. I rzeczywiście, zaczęło się zachmurzać.

Spokój, nie ma pacjentów. Nawet do specjalistów, bo żaden dziś nie przyjmuje. Tylko zabiegi chirurgii jednodniowej robią, ale to inne wejście.

O godzinie 8.56 zabiją dzwony – leci pasek na telewizorze. Jakoś nie zabiły. Chyba, że po cichu. Albo doktór głuchy.

Do Biedronki po chleb. O jedenastej wyrzucają zaskoczonych klientów. Proszę pana, tu nie wolno robić zdjęć. Sprzedawczyni jest cała w nerwach. Pstrykam przed sklepem, niech mi coś zrobią.

Przeglądam aukcje. Chmury na niebie się rozchodzą.

A, teraz wreszcie się zaczęło. Wizyta domowa. Musimy ściągnąć rezerwowego kierowcę, bo z dializ wrócą dopiero wieczorem.

Przychodzi pacjent – pan Piotr. Zgaszony, zabiedzony, dyszący. Ze smutnym uśmiechem przypomina mi, że jest wdowcem. Nie musi, pamiętam. Bardzo zmizerniał po śmierci żony. Byli promienną, pełną życia, wysportowaną parą.

Wizyta, potem druga. Starzy ludzie, którym medycyna wiele już nie pomoże.

Wieczorem już znowu spokój.

Minionej nocy Dana zasnęła dopiero o ósmej. Rano. Całą noc szczekały psy – czyżby gdzieś w pobliżu pętała się fretka?

Tej nocy Dana będzie spać poza domem, w pobliskich zaroślach. Fretki prowadzą nocne życie. Może przyjdzie…

blog

dyżurowy mix

Do pracy jadę MAN-em. Lubię ten typ autobusu. Taki normalny, liniowy, zwykłe siedzenia, szerokie drzwi. Początkowo nie ma pacjentów, piję herbatę miętową.

Pan Michał, zażywny chłop z pobliskiej wioski, przyszedł (jak zwykle do mnie) po naciągane recepty – na siebie, dla sąsiada. Pan Michał był krwiodawcą, więc ma specjalną zniżkę. Stary, gruby, niedomyty… i tak serdecznie do mnie przywiązany. Panie doktorze, niech pan kiedyś do mnie latem przyjdzie. Posiedzimy przy ognisku, mam swoje wędliny, dobre nalewki, taki tam spokój wieczorem…

Martwiliśmy się jego guzem w klatce piersiowej. Nie ma guza! Ale zmarła mu żona. Rok temu?

Dziś pan Michał przychodzi wesoły, czysty, dobrze ubrany. Nie dyszy. Doktorze, spieszy mi się. Idę do mojej pani.

Znalazł nową partnerkę. I nie ma raka…

Wizyta domowa u pana Mariana. Dziarski 90-latek, nagle pogrążył się w demencji. Nadal taki miły, elegancki, z atencją wita swojego pana doktora… Ale żyje już w swoim świecie. Kieruję go do neurologa. Ale wiem, że lepiej już nie będzie.

Małe zakupy w Biedronce. No tak, jutro będzie sobota jak w socjalistycznej Czechosłowacji. Po południu wszystko zamknięte. I co, było tak źle? … a alkohol normalnie na półkach? Pierwszy raz jestem w polskim sklepie od początku tej żałoby.

… co mnie tak swędzą powieki? Chyba pójdę do apteki po krople.

Fretka się nie znalazła.

blog

uciekła nam fretka

Wczoraj rano Dana zauważyła jej brak. Pewnie nie mogła znieść samotności. Nawet mieliśmy jej przywieźć narzeczonego, ale nie chciał się przeprowadzać. Pogryzł Danę do krwi – i dzięki temu został u swojej poprzedniej właścicielki, która zdecydowała się go oddać z powodu alergii u dziecka.

Czy miała jakieś imię? Dla mnie była po prostu fretką.  Innej nie znałem.

Dana jest zmartwiona. Fretka w wolnej przyrodzie nie przeżyje. Poszła za głosem serca i może za to zapłacić najwyższą cenę. Jak człowiek…