To już tydzień od ostatniego dyżuru. Opadły kwiaty z gruszki, która jak zwykle zakwitła na moje urodziny. Rajd samochodowy, na którym byłem parę lat temu, odbył się w roku 2004 – ze zdziwieniem przypomniałem sobie, przeszukując pocztę elektroniczną.
Trzeba coś zrobić, żeby mi znów urlop nie przeciekł między palcami.
Jutro mama idzie do szpitala na badania. Podejrzenie białaczki, zobaczymy. Trzeba wykorzystać spokój, który będę miał przez parę dni. Bo generalne porządki w mieszkaniu są raczej trudne do zrobienia, gdy domownicy są na pokładzie. W pierwszej fazie następuje horror. Wszystko będzie rozgrzebane.
Nie chwytać się rzeczy, które mogą poczekać na czas po urlopie – np. naprawy aut. Ech, jak się zapoznałem z Pandą, to najchętniej bym się Malucha pozbył, ale tata by tego nie przeżył. No nic, Pandę się może kupi – dla Dany – i zobaczy się, jak się nią jeździ. To może i dla siebie kupię, ale wolałbym z gazem.
… prawie się zakochałem w tym autku.