blog

doktór siły zbiera

Jak to kolekcjoner, stale coś musi zbierać. Najlepszą okazją do ładowania akumulatora  bywa dyżur. Zwykle można sobie posurfować i wyspać się. Doktór zaczyna lubić chodzenie do roboty.

Na pocieszenie Malucha doktór może sobie sprawi, drugiego. Właściciel niedawno umarł, autko już miało iść na złom. Stara wersja, z wąskim „zegarem”. Tata miał kiedyś sześćsetkę, z metalowymi zderzakami. I młody był, pełny sił…  To se nevrátí

Tato… 

blog

czas przyspiesza

To już tydzień od ostatniego dyżuru. Opadły kwiaty z gruszki, która jak zwykle zakwitła na moje urodziny. Rajd samochodowy, na którym byłem parę lat temu, odbył się w roku 2004 – ze zdziwieniem przypomniałem sobie, przeszukując pocztę elektroniczną.

Trzeba coś zrobić, żeby mi znów urlop nie przeciekł między palcami.

Jutro mama idzie do szpitala na badania. Podejrzenie białaczki, zobaczymy. Trzeba wykorzystać spokój, który będę miał przez parę dni. Bo generalne porządki w mieszkaniu są raczej trudne do zrobienia, gdy domownicy są na pokładzie. W pierwszej fazie następuje horror. Wszystko będzie rozgrzebane.

Nie chwytać się rzeczy, które mogą poczekać na czas po urlopie – np. naprawy aut. Ech, jak się zapoznałem z Pandą, to najchętniej bym się Malucha pozbył, ale tata by tego nie przeżył. No nic, Pandę się może kupi – dla Dany – i zobaczy się, jak się nią jeździ. To może i dla siebie kupię, ale wolałbym z gazem.

… prawie się zakochałem w tym autku.

blog

Maluch na linie

… pojedzie jutro do domu. Za małym, srebrnym Mercem…

Ściągnąłem aktualny czeski kodeks drogowy (czemu nie może być jeden wspólny choćby dla Unii???). Lina jest w Maluchu, trójkąt też. Światła zapalę chyba tylko pozycyjne, holowanie potrwa ze 3 godziny. Wybierzemy trasę ciut dłuższą i górzystą, ale mniej ruchliwą. Z kilku przełęczy może lepiej będzie zjechać osobno. No, zależy jak łatwo pójdzie ze sprzęganiem aut. Tatowa lina w Maluchu jest jakaś dziwna. A lina w Kombi zerwała się, kiedy holowałem czyjeś popsute Uno…

Dana chwyta się nowej pracy – akwizycji reklam.

Mój pacjent jest już w szpitalu. Na dzień dobry dostał krew – miał taką anemię, że doktory się wystraszyły.

blog

ostatni dyżur

przed urlopem. Jakoś nie dociera do mnie, że się rozpoczyna…

Bo i dotychczasowy tryb pracy jest dość luźny. Nie to, co było przed poprzednim urlopem. I to wszystko na karku, co nie pozwala mi się odprężyć.

Pacjent, którego badałem w domu, ma guza w płucu i głęboką anemię. Jutro jedzie do szpitala. Moja rola się skończyła. Wdzięczna rodzina jest zbyt zaaferowana jego chorobą, by zauważyć mój problem z Maluchem. Przyznam, że po cichu liczyłem właśnie na nich.

Dzwonił pewien znajomy. Wyszukał dla mnie ponoć niezły egzemplarz 125p kombi. No, zastanowię się, bo na byle co mojego Kombi nie zamienię. Ale… wspomniałem o nieszczęsnym Maluchu. Podjął się odholowania. Na wszelki wypadek spytałem i naszego kierowcę, czy by mi pomógł. Nie za bardzo mu to pasuje, ale w najgorszym razie nie zostawi mnie na lodzie.

Czy na złomowisku mają manometr, by sprawdzić kompresję silnika, który będę kupował? Ale najpierw trzeba Malca ściągnąć do domu…

blog

szukając zapomnienia

wybrał się doktór dziś w góry. Nie takie wysokie i dzikie, jak by chciał i potrzebował, ale z rodzicielką. Też potrzebowała wycieczki, a było dziś pięknie. Sił ma już trochę mniej, niż ja. Wieczorem ledwo się gramoliła z autobusu. Odwiedziliśmy tzw. Trójstyk koło Jaworzynki.

Jutro mechanik dokona oględzin mojego nieszczęsnego Malucha. Wolałbym, żeby mnie ktoś odholował na linie, to tylko 100 km. Jako początkujący szofer holowałem kolegę dobrych 200 km. Naprawa w domu będzie tańsza – po prostu wymieni się cały silnik.

Nie wiem tylko, na ile mogę liczyć na pomoc innych. Tych samych, którzy walą do mnie jak w dym w każdej sprawie.

Jutro ostatni raz do roboty przed urlopem. Chcę na kwitnącą w maju Vysočinę.

blog

głowice na głowie

Wróciłem bez Malucha. Niestety, miałem rację, niepokojąc się nagłym i w sumie niewyjaśnionym zniknięciem objawów usterki.

Chyba nawaliła uszczelka pod głowicą. W Vizovicach. Tak, tam, gdzie w piosence grasuje sławny Jožin z bažin…

Po powrocie pociągiem widzę, że mama w kuchni walczy z kranem. Idę do warsztatu po narzędzia, zmieniam głowice. Jedna działa, druga – nie. Wadliwa głowica, czy inna przyczyna? Bo w zasadzie do tej baterii pasują na słowo honoru – wysuw grzybka z uszczelką jest poza granicą konstrukcyjną, gwinty też prawie się zgadzają.

Doktorku, niezłym jesteś diagnostą. Samochodowym i wodociągowym. Gorzej z terapią…

blog

Maluchem na giełdę

… wyrusza doktór za chwilę. Autko do pełna zatankowane, koło naprawione. Nawet zapłon chodzi jak zegarek… no niby fajnie, ale dlaczego robił takie cyrki? Jak w medycynie, jeśli nie odkryliśmy przyczyny, a objaw w sumie sam ustąpił, to trudno odtrąbić zwycięstwo. Bo może powrócić.

W serwisie ogumienia Maluch prawie wzbudził sensację… no trochę za mocno powiedziane. Ale – zaciekawienie. Że jeszcze coś takiego jeździ.

Smutne. Znów coś z Zachodu przyszło do nas: brak starych aut na drogach. Kiedy przyjdzie coś dobrego?

blog

nacieki

Obawiam się, że mój dzisiejszy pacjent ma raka. Jutro pójdzie do rentgena. A potem pewnie do szpitala.

Obręcz do Malucha ma nacieki rdzy: szerzyła się pod lakierem. No to doktór skrobie. Tylko czy potem farba zdąży wyschnąć? Bo jutro wieczorem wyjazd. Dętkę dam zmienić do serwisu. Trudno, z jedną łyżką do opon nie będę się tego chwytać sam. Bez papierów od biedy można jechać, ale bez koła zapasowego?

Doktór znowu ma warsztat. Nacieki grzyba cofnęły się. Doktór zrezygnował z poddania ściany chemioterapii. Nima czasu, na razie jest sucho. Urlop się zbliża. Waganta trzeba robić. Staruszek jeszcze nie odejdzie na emeryturę, bo doktór od lat nie ma czasu, aby poskładać jego następcę.

Czasu? Tak… Ale też żal się z Wagantem rozstawać…