blog

wszyscy dokoła chorują

Mam nadzieję, że noc będzie spokojna, wczoraj mieliśmy wyjazd do pani, która zażywa leki regulujące ciśnienie tylko w razie jego wzrostu… Ale podziwiam formę – 86-letnia pacjentka z głowy podała swój PESEL…

Tata miał iść do domu w poniedziałek, ale dziś dowiaduję się, że wyrwał sobie (niechcący) dren z nerki i nie ma już ochoty na ponowny zabieg. Nie jest drażliwy jak ostatnio, więc pewnie nareszcie spadł mu poziom mocznika. I znów ma wpaść w mocznicę?

W środę byłem z mamą w poradni hematologicznej w Katowicach. Nie jest dobrze, pobrali szpik i kazali przyjechać za tydzień. I jeszcze do tego czasu zrobić badania krwi, u nich na miejscu. Mam tygodniowy maraton dyżurowy, więc musiałem poprosić o pomoc przyjaciół.

Dana jest w Czechach. Wreszcie zajęła się swoim zdrowiem. Po raz pierwszy ma normalne ciśnienie, ale czuje się słabo. Okazuje się, że podejrzewają u niej zwężenie tętnicy nerkowej – tak jak przypuszczałem.

Doktór jest w trakcie leczenia swoich zębów. Na kasę zdrowych, czyli swoją własną.

… a, kiedy wreszcie dadzą kopertę za maj? 

blog

ucieczka w góry

Na pół dnia. Zmęczyć ciało, by odprężyła się dusza.

Rano byłem u mamy w szpitalu, przyniosłem kwiaty. Zrezygnowana, słaba, choć do wszystkich się uśmiecha.

Do taty się nie dodzwoniłem, ale lekarz oddziałowy powiedział, że nic się złego nie dzieje.

Po dwunastej wyrwałem się w góry, na Trawny. Telefon się po drodze rozładował… i bardzo dobrze.

blog

nadal sił brak

… doktorowi. Nie chce się pisać, bo i o czym?

Dyżur na szczęście spokojny. Doktorowa mama niespodziewanie wylądowała w szpitalu, ale chyba będzie dobrze. Z mamą. Na razie.

Trzeba plan jakiś na jutro zrobić. No tak, mamę biedną na internie odwiedzić. A może też kupić nowe auto?

Mały chłopczyk. Jak go życie zaboli, to chce zabawkę. Najlepiej autko. Ale tata już mu nie kupi w drodze z pracy…

blog

słońce i chmury

Taki był dzisiejszy dzień – dosłownie i w przenośni.

Mieliśmy z Daną iść na krótki  vandr,  ale rozbolała ją noga. Po obiedzie wyskoczyliśmy z tatą na krótką przejażdżkę autem – najpierw na widokowy pagórek za miastem, potem do marketu.

Weszliśmy i do sklepu zoologicznego – co gdyby kupić tacie kanarka, żeby mu nie było smutno, kiedy zostaje sam? Bo to ptaszek i miły, i niekłopotliwy w „obsłudze”. No, zastanowimy się.

Tata jest znów jakiś słaby. Mama ma zapalenie płuc, dałem jej antybiotyk.

Może jutro wyskoczymy z Daną do przyrody.

W poniedziałek kolejny  dyżur. 

blog

na zlot

marki FSO udaje się doktór. Wcześniej wirtualnie wypełnił PIT-y sobie i rodzicielce. Łatwo się mówi: najpierw trza było znaleźć PIT z roboty. Ten doktorowi wprawdzie skopiowali, ale dopiero w domu doktór stwierdził, że tylko pierwszą stronę. Wszystkie potrzebne dane były na drugiej… Doktór wielkim głosem wołał na pomoc panią Q, doktorowa rodzicielka – świętego Antoniego, więc nie jest pewne, kto ostatecznie pomógł odnaleźć oryginał pisma.

Jutro doktór ma urodziny… ale od paru lat jakoś woli to święto obchodzić… bokiem.

blog

deszczowe święta

Co roku na Wielkanoc tata zabierał nas autem na jakąś wycieczkę. Zawsze sobie obiecywałem, że pewnego razu to ja wszystkich zabiorę swoim Kombi…

Tata chory, Kombi czeka na naprawę (Polonez by się nadał, a jakże…), deszczowa pogoda i jeszcze jutro dyżur…

Za rok? Kombi powinno być po naprawie, oby tylko rodzice dotrwali w jakim-takim zdrowiu. Gdyby tak jeszcze nastało przymierze między moją mamą a Daną…

blog

wypad przedświąteczny

… całkiem nam się udał.

Wczoraj po drodze do Zlína odebrałem miernik uniwersalny, wylicytowany na Aukro jeszcze w zimie. UM 4b, polska jakość z roku 1975. Cyfrowe mogą się schować.

Dzisiaj, po nocy spędzonej w śpiworach obok auta, łowiliśmy (tzn. ja) radia do kolekcji. W drodze powrotnej zrobiliśmy interesującą wycieczkę samochodową po okolicznych górach… podczas której musiałem na krótko*) zewrzeć na krótko przewody od wiatraka, bo zagotowaliśmy chłodnicę – nawalił wyłącznik bimetaliczny.

*) tylko do wierzchołka wzniesienia

Na pół godziny wpadłem też do mamy, na świąteczną kolację.

Po powrocie pobiegłem do komputera, by zobaczyć, co udało się nam wylicytować snajperem. Mebelki kuchenne w Ostrawie niby wygrał ktoś z Pragi, ale ma kłopot z transportem. A nasz Polonez ma przyczepkę…

blog

wyjście na prostą 4

… prawie się udało.

Dyżur przeżyłem. Mama bez przeszkód trafiła w ręce kardiolożki. I okazało się, że operacja nie jest konieczna.

Zastępstwo przeciągnęło się, ale i to przełknąłem.

Po powrocie do taty i Dany dowiedziałem się, że jutro jest pogrzeb ciotki, bratowej taty. O jej nagłej śmierci wiedziałem już w niedzielę podczas vandru (wiwat telefony komórkowe), ale teraz okazało się, że tata nie chce jechać. Żeby go ludzie nie widzieli w obecnym stanie.

I jeszcze w skrzynce wezwanie do zapłaty zaległej faktury za prąd. Od stycznia zastanawiałem się, dlaczego rzeczona faktura nie nadchodzi.

blog

rury są drożne

Tętnice wieńcowe u mamy – tak wykazała koronarografia. No, doktór to właściwie wiedział już wcześniej, ale nie jest kardiologiem, więc się nie liczy.

Rury wodociągowe też drożne – ale to wymagało całego dnia pracy. Zamarzły w 3 miejscach, rano po dyżurze osiągnąłem zaledwie możliwość czerpania wody w piwnicy. Potem pojechałem autobusem do taty i dalej autem po mamę. Tata sprawił mi niespodziankę: ugotował zupę borowikową (z torebki naturalnie…), o której po drodze marzyłem. Mamie z kolei dali w szpitalu posiłki, choć wypisana była przed południem. No, ale syn – doktor hydraulik to nie jest jakiś tam kardiolog. Ma ważną misję do spełnienia.

No i stało się. O wpół do jedenastej w nocy popłynęła z kranu woda.

blog

dobre wieści

Rano odwiozłem Danę na pociąg. Po drodze wstąpiliśmy do Biedronki. Po jej ulubione chrupki ziemniaczane, ale dostała też galaretki w czekoladzie, przedłużacz z wyłącznikami i piernikowe serce  Kocham Cię.

Mama czuje się nieźle. Nie nocowałem w domu, nie chciało mi się zdejmować hałdy rzeczy z tapczanu i spać w zimnej pościeli. No i ciągnęło mnie z powrotem do taty. Ucieszył się, kiedy zadzwoniłem, że wracam na noc. Zapakowałem do plecaka prostownik do akumulatorów, bo tatowe Cinquecento po prawie roku stania nie chciało zapalić. No tak, podczas pobytu Dany wyciągnęliśmy wreszcie tatę z mieszkania! Garaż ma na ojcowiźnie, stamtąd go w Dniu Ojca (23 czerwca) zabierałem do szpitala. Na kilka dni tam wrócił początkiem września, ale bardzo osłabiony. I znów szpitale, z domowym intermezzem i balansowaniem na krawędzi życia.

Po południu zadzwoniła Maria z najświeższą nowiną: jej ukochany wujek przeszedł wszystkie badania z dobrym wynikiem – nie ma nawrotu nowotworu. Udało się. Maria uważa to za mój sukces, bo przekonałem go, że warto się leczyć. No i pierwszy na głos powiedziałem, że to może być rak.

W łazience ładuje się tatowy akumulator. W dużym pokoju, gdzie sypialiśmy z Daną, czeka na mnie dziś tylko jej pluszowy piesek. Znaleźliśmy go porzuconego koło kasy w supermarkecie.

W głowie lekko mi szumi piwo malinowe. Wyszumi, zanim odpalę Poloneza przed jutrzejszym dyżurem.