blog

witaj w Beznadziejowie

… doktorku.

Woda zamarzła chwg. Nie tam, gdzie oczekiwałem, nie tam, gdzie się mogę dostać z opalarką.

Idę w świat z wiadrem. Sąsiada niet, drugi jest dziwny, to nawet nie próbuję. Do bloku po drugiej stronie ulicy. Czy mogę sobie nabrać wody? Mieszkam na przeciwko…

Ja pana nie znam… – odzywa się pani, schodząca akurat z piętra. Ktoś inny wychodził i wpuścił mnie. Teraz lękliwie wychyla się ze swojego mieszkania staruszeczka – sucharek. To do niej dzwoniłem.

A, przecież to jest pan doktor, który kiedyś pracował w naszej przychodni – przypomina sobie schodząca po schodach. Niech się go pani nie boi. Ale innych obcych lepiej nie wpuszczać.

Doktor? A czemu taki strzapaty?

OK, woda jest – na dziś. Zamiast obiadu – kanapki i na autobus.

W przychodni spoglądają na mnie znacząco (albo tak mi się wydaje?) – pewnie z powodu tego feralnego zwolnienia, od razu je dostrzegam, leży na blacie. Szefka jest w rejestracji, ale nie zwraca się do mnie. Ani na ten temat, ani w sprawie zaległej zapłaty za moje styczniowe zastępstwa.

Po chwili widzę, że na najbliższy weekend zamiast mnie jest wpisany Tadeusz. Tak bez słowa.

Jedziemy na wizytę domową do staruszka – teścia pani B. Przemiła, promienna kobieta, jednak nie ona jest przy chorym. Starszy pan ma cukrzycę i bolą go stopy, ale na szczęście nie widzę martwicy. Mierzymy cukier: 239.

Pytam, jakie miewa cukry. Pokazuje mi glukometr, mówi, że ostatnio mierzył 2 tygodnie temu. Pytam, jak się to obsługuje, syn chorego spogląda na mnie lekko kpiąco: wystarczy włożyć pasek.  Doktór głupi, nie wiedział. Ale jest zepsuty, pojawia się sygnał błędu – beznamiętnie wyjaśnia.

Instrukcja? Nie mam, spaliłem w piecu.

Po powrocie do przychodni googlam i ściągam prawie stustronicowego pedofila.  Tego im drukować nie będę, znów by spalili w piecu. Piszę ściągę – E-6 znaczy: brak kalibracji. Wyrzucili też pudełko z pasków i kalibrator, więc będę musiał napisać receptę na nowe paski. W samą porę, bo ostatni pomiar w pamięci glukometru pacjenta miał datę 23 września…

blog

lodowe powitanie

Wróciłem. Podróż i pobyt – udane (prócz paru detali), ale…

… dzwonię z drogi, pytam co w domu słychać. Wcześniej nie chciałem, by nie psuć sobie humoru – mama nie przepada za Daną.

Woda u mamy w rurach zamarzła – ostatniej nocy. A tam, w Czeskiej Kanadzie, w tym czasie ręce nam do klamki przymarzały w przedsionku wagonu. Przy piecu było ciepło, ale trzeba było nosić opał – suche świerczki z pobliskiego lasu.

Nie czas na blogowanie. Idę odmrażać te rury.