blog

po ciężkiej nocy

… odpoczywam na dyżurze.

Niemal do rana próbowałem skanować. Komputer wariował, skaner też. Nic się nie udało zrobić. Oj, chyba mnie czeka to, co sam zaleciłem Danie.

Na szczęście redakcja przyjmie fotki w papierowej formie.

Niepokoiło mnie powtórne awizo na przesyłkę poleconą, ale znalazłem opakowanie i stwierdziłem, że numer się zgadza – tę właśnie odebrałem. Uff, bo na karteluszku pisało, że dziś upływa ostateczny termin odbioru, a ja mam co robić, nie chce mie się niepotrzebnie biegać na pocztę.

Rano było słonecznie, wyprawiłem się do miasta, by sprawdzić ofertę Ery, zanim się przypomną agenci tepsy i Netii. Wszystko fajnie, ale Era nie może mnie podłączyć, bo brak wolnego portu na linii. Tepsa, do której zaraz potem wdepnąłem, nawet nie daje mi tego bonusu, który obiecał konsultant. Zamiast aparatu – penisek.  Już się zbierałem do roboty, a tu dzwoni Netia i twierdzi, że im te trudności niestraszne – te, co zniechęciły Erę. Tylko nie pasuje im, że nie mam ważnego dowodu ani paszportu. Ale przyślą kuriera. I zobaczą, czy mnie z tepsy można wyrwać.

Tata jest już w domu i czuje się lepiej – po tej wiadomości poczułem się wyraźnie lepiej. Będzie ćwiczyć wg zaleceń rehabilitanta. Chyba do niego wpadnę zaraz po dyżurze, w niedzielę. Dziś go odebrała kuzynka, w drodze z pracy.

Wypłatę dali, trzeba przeliczyć. I zaraz poleci forsa – OC Fiesty, blacharz, przegląd…